niedziela, 17 marca 2024

Kota tresuję

 Starsza pani, dwa piętra niżej "hodowała" gołębie. Ostatnio to mieszkanie przeszło w inne ręce i nagle gołębie nie mają gdzie gniazdować. Szukają innego miejsca i dwa skądinąd śliczne białe gołąbki zaczęły u mnie pogruchiwać (jest takie słowo?). Toteż kiedy słyszę ich zaśpiewy,wypuszczam kota, kot wychodzi wpierw niechętnie,potem zamiera i nagle cabas,startuje w kierunku ptaków. Och, nie leje się krew,raz tylko piórko zostało, a i kot jest bezpieczny, bo balustrada zabezpieczona jest siatką z dużymi okami. Cechuje mnie duża życzliwość w stosunku do braci mniejszych, kiedyś nawet miałam u siebie gniazdo os z którymi współegzystowałam w pokojowych stosunkach, jednakoż gołębie brudzą bardzo i niszczą mi kwiaty więc sio!

Wczorajsza wycieczka udana bardzo. A miałam nie jechać,bo znowu kilkugodzinna jazda pociągiem. Prognoza pogody pokazywała jednak opady,więc ani na działkę, ani na rower. Siedziałabym w domu,sprzątała,pół dnia oglądałabym Netfixa i dzień by się skończył zanim zaczął. Oczywista sprawa,że i takie dni są potrzebne, ale miałam chęć na coś. Pierwszy raz była tak nieliczna grupa,raptem 12 ludziów, zazwyczaj jest ok.30 i pierwszy raz tyle kilometrów przeszliśmy. Trwały spory 28 czy 29, naśmiewałam się z tych dyskusji. Tym razem w tle drugi z kolei po wielkości kamień, elektrownia działająca od bodajże 1900  roku, były i wąwozy i kładki i mosty, Wdę przekraczaliśmy kilkakrotnie. Błotne drogi,kamieniste trakty,wąwozy a w lasach niebieściło się i żółciło od kwiatów. Cuda. Więcej rozmów z ludzmi, pogadałam też z fotografem,dałam maila, będę dostawać zdjęcia. Mogłabym z czasem zamieszczać je na blogu.


sobota, 9 marca 2024

Piękny był

 dzień, taki rozświetlony.

Odpuściłam dzisiejszą wycieczkę,teren znam z wielu wypadów rowerowych i trochę odsapnąć potrzebuję od ludzi. Na marszach trzymam się z niejaką H. Trzymam to za dużo powiedziane,po prostu obie szybko chodzimy,toteż na ogół lądujemy z przodu. Owa babka,dużo młodsza ode mnie jest z gatunku tych co śpiewają, tańczą ,pieką,chodzą na imprezy kulturalne ,tworzą i nie wiadomo co jeszcze. Każde jej zdanie,no nieomal każde zaczyna się na ja i ja...z drugiej strony oszczędza mi to wysiłku konwersacji,zadowala ją kiwanie głową. 

Pojechałam więc na działkę,a jakże, i  nowo zakupionymi grabiami usiłowałam wyrównać wcześniej przekopaną grządkę. Bardzo ciężko mi szło i dopiero po chwili ustaliłam przyczynę. Ziemia zamarznięta, cóż nocne przymrozki.   Robię na tej działce i robię i nic nie wygląda tak jak powinno. Truskawki powiedzmy,chciałam pomotykować  wokół,nie da się. Sadzone jakbym pijana była albo co innego,w jednym miejscu,nogi postawić nie można,a w innym puste placki,ani składu,ani równej grządki. Z drugiej strony sadziłam je kiedy się jeszcze o kulach kulałam. Miałam mały stołeczek, na który długo i śmiesznie siadałam, jedną rękę mało sprawną i celem moim i wyzwaniem było wsadzić wszystkie sadzonki do ziemi,myśleniem o równych rządkach nie kłopotałam się wcale.

Na tej działce to ja szczęśliwy człowiek jestem. Brudna, czerwona na twarzy i szczęśliwa, możliwe dlatego,że tam jest zawsze dużo słońca i zawsze,ale to zawsze jest mi ciepło. Mogłoby nie być,kiedy albo kopię,albo piłuję ,najlżejszą pracą jest wyrywanie chwastów,które siedzą w ziemi niczym zalane betonem.


niedziela, 3 marca 2024

Kradzieja

Mam na balkonie. W woreczku foliowym są ziarna słonecznika ,które nie zmieściły się do wiaderka. Dokarmiam sikorki,tzn. dokarmiałam,zlatywało się do karmnika całe hałaśliwe stadko kolorowych kuleczek ,wesoły to widok ,niestety skubane tak mi nabrudziły, że masakra i powoli odzwyczajam je od bytności .Ale kiedy wychodzę na balkon worek mimo,ze nieco ukryty jest przedziurawiony i wiele ziarenek leży obok. Czy to jakaś zaczepna sikora,czy sroka czy inne ptaszysko ,w każdym razie przyłapać nie mogę.

 Wczorajsza wycieczka była..ekstremalna. Wyszłam rano,wpół szóstej,wróciłam w okolicach godziny 19.Pociągiem 2 godziny jazdy do Warlubia ,w Bąkowie najstarszy dąb ,bo Bartek chyba już padł, po drodze kościółek ,parę dworków, domy mnemonickie i cmentarze. Wałami nadwiślańskimi dotarliśmy w końcu do Grudziądza i tam dwie godziny czekania na najbliższy pociąg. Nie cierpię tak bezsensownego spędzania czasu. I zmarzłam ,do łóżka położyłam się w dwóch szlafrokach tak mną telepało. Raczej nie będę brała udziału w podobnych eskapadach. Dzisiaj dużo ciężkiej ,fizycznej pracy. Najpierw kopanie dołów na działce,sprzedaję samochód i przewiozłam dziś winorośl w wielkiej donicy,ledwie dałam radę donieść toto na działkę. Pózniej z mamą na cmentarz do pradziadka, udało mi się w końcu doprowadzić do przystrzyżenia drzewa i mama chciała ten fakt zobaczyć na własne oczy. Mama siedziała na słoneczku ,a ja sprzątałam pozostawione gałęzie,wyturlałam worek z kamieniami ,posadziłam bratki i stokrotki,  zaprawdy ,czy ja na emeryturze nie powinnam odpoczywać ?

niedziela, 25 lutego 2024

Śmierdzę

 dymem. Próbowałam spalić trochę drewna w starym kociołku na działce i poniekąd udało mi się,ale że ciągle tam zaglądałam,przeszłam dymnymi perfumami na wskroś i pomimo umycia łba i reszty mojej powłoki ciągle ten zapach czuję.

Wczorajsza wycieczka zupełnie fajna. Miało padać,nie padało na szczęście. Dojazd autobusem do Woli,potem do Trutowa ,klasztor,albo prędzej karmelita zaprosił nas do środka i wygłosił kilka słów. Z klasztoru poprzez błocko,oblepiające szczelnie buty, potem był mostek nieomal przykryty wodą ,następny dwór i parki,które wiosną przypuszczam zachwycić mogą. Wokół jez.Steklin,jezioro dlugie i wąskie,rynnowe. Wrócę tam kiedyś rowerem.

  Dziecko przyleciało do fryzjera,bo w Amsterdamie nie będzie się obcinać. Przyleciało w południe,w domu znalazło się wieczorem i mamoo zawiozłabyś mnie w nocy na lotnisko. A ja poprzedniej nocy zle spałam,a nawet wcale i druga noc z kolei,ale cóż dla dziecka wszystko. Do celu dojechałam,tylko raz zle skręciwszy za to powrót,masakra. Roboty drogowe były i byle jakie oznaczenia.Będąc na prawym pasie zobaczyłam kątem oka ,ze powinnam w lewo,tam była nazwa mojego miasta. Ale lewy był zajęty,przyhamowałam czekając ,nie zauważyłam ciężarówy, która za mną jechała,pisk hamulców ,klaksony. Nie dość że ciemno to jeszcze lało,wycieraczki na najwyższych obrotach. Refleksowi kierowcy zawdzięczam to że mogę pisać w tej chwili. W końcu ,kiedy krążąc wjechałam wreszcie we właściwy kierunek, stanęłam,zeby napić się i odetchnąć głęboko. Wjechałam na autostradę a tam coś z autem próbuję przyśpieszać,nie mogę,jakieś kontrolki zaczęły mrugać. Zatrzymać się na mopie ,a jak nie ruszę wcale i tak kulałam się tą autostradą niemal nie oddychając. Dojechałam nawet do warsztatu,wysiadając na miękkich nogach. Pani w czwartek przyjedzie ,do mnie chłopak zza biurka. Panie nie mam zamiaru samochodu stąd ruszać,niech czeka w kolejce do czwartku.

 Słodyczy przez tydzień nie ruszyłam,wczoraj po powrocie z wycieczki,poszłam do cukierni,kupiłam kawałek rolady i wsunęłam ją nieomal natychmiast,nie zrobiwszy nawet kawy.


niedziela, 18 lutego 2024

trzy

 dni wytrzymałam jak dotychczas w powstrzymywaniu się od jedzenia słodyczy.

No maniaczka cukrowa jestem, w minionym tygodniu ,któregoś dnia po pracy zjadłam na raz dwa ogromne pączki ,dnia następnego wsunęłam całą czekoladę,a nie wspomnę o cukierkach ,ciasteczkach.. Stop pomyślałam sobie ,nie długo będziesz się kulać. Plan jest taki że sobota z niedzielą słodkie tylko będą, bo odmawiać sobie tak w ogóle to nie dla mnie pomysł ,po pierwsze za bardzo lubię, po drugie, przez ostatnie lata  odmawiałam sobie nieomal wszystkiego ,a  ani ja zakonnica ani jak na razie dusza pokutująca.

Wczorajsza wycieczka grupowa ,taka sobie.Żeby dojechać na miejsce zbiórki jechałam dwoma autobusami,z powrotem to samo. W czasie marszu przerwa,na pieczenie kiełbasek .Tak że kilometrów było niewiele ,natomiast pogoda dopisała, momentami słońce wyglądało zza chmurek. Dzisiaj trochę zimniej, ale też bez opadu żadnego ,toteż rowerek i kierunek działka. I co robiłam? To co robię mam wrażenie od chwili zakupu ,ciełam ,łamałam i piłowałam ,a potem wynosiłam te pocięte kawałki. Mówcie mi drwal.

niedziela, 11 lutego 2024

Dzień

 do dupy. Miałam plany rowerowe ,zaczęłam się ubierać, i w trakcie tejże czynności, przez okno zobaczyłam osobę z parasolem ,spojrzałam uważniej faktycznie siąpił drobny kapuśniaczek. Pomyslałam ,przeczekam i skrócę wycieczkę ,pojadę na godzinę ,dwie ,w  kierunku Wisły sprawdzić ile łąk zalało. Godzinę pózniej sytuacja pogodowa bez zmian i tak to w godzinach popołudniowych chodzę w piżamie i szlafroku. Jednym okiem spoglądam w ekran ,drugim  czytam o wyprawie na mount everest. Nie jest to zabójcza lektura ,ale da się czytać.

 Skończyłam ksiązkę i doczytałam w opisie ,ze autor faktycznie zdobył szczyt,a czytając ją przekonana byłam na bank ,ze wszystko to  wymyślone.Moja ocena książki z powiedzmy 5 ,wskoczyła na 7,5. Bo wejść i opisać rzecz w formie nieomal thrilleru  to nie byle co.

Zainstalowałam również nową aplikację mapy cz to się bodaj nazywa. Gdyby nie mój zdrowy rozsądek  i jakaś namiastka orientacji w terenie to google maps  ciągnęłyby mnie z 60 km po lesie.Wczorajsza wyprawa pttk  nie pasowała ,teoretycznie fajna ,bo do innego miasta wyjazd ,ale były silne ale. Wyjazd w samo południe ,gry i zabawy walentynkowe. Zabawy bym przeżyła ,ale liczyłam czas kilkakrotnie i wychodziło,nie ma bata ,ze powrót wieczorem. Kiedy mam aktywny wieczór zle sypiam Od wielu lat mam problemy ze snem i teraz w emeryckim bytowaniu cenię sobie niezmiernie przespanie  4 czasami 5 godzin jednym cugiem.

Wracając do wątku ,postanowiłam ku pamięci ,powtórzyć wcześniejszą eskapadę lasami. W dobrym miejscu wysiadłam z autobusu ,w dobrym  weszłam do lasu. Niestety potem nie skręciłam już jak powinnam ,zorientowałam się po paru km, ale wracać ? eh ,nie ,zobaczymy co dalej. Po 10 km wyciągnęłam komórkę i najpierw nie było zasięgu ,a potem jak mi google namalowało drogę .... Poszłam na swój nos ,jak w końcu znalazłam znajome z rowerowych wycieczek trasy to aż mi się nogi ugięły z ulgi. Na dodatek a jakże zaczęło padać ,a dojście do cywilizacji też zajęło sporo czasu. Liczyłam na autobus ,witaj rzeczywistość ,sobota, autobusy co godzina. Zaiste doszłam do domu na ostatnich nogach, prawie się zataczając. Nie należy zatem nie doceniać wpływu świeżego powietrza na głowę...

piątek, 2 lutego 2024

I'm sorry

Uświadomiłam sobie nagle i znienacka i zaróżowiły mi się pultyny ,ze ktoś to może czytać. Kiedy komentuję ,robię to rzadko,aczkolwiek czasami moje palce nie pytają się o pozwolenie, niektóre blogi nie pozwalają wchodzić anonimowo i logują mnie wbrew.

A przepraszam ew.czytaczy ,bo ja ciemna jestem,niedouczona , ,słabo ogarniam  netową rzeczywistość i w konfrontacji z wyzwaniami bywa ,ze wycofuję się gdzieś i udaję ,ze mnie nie ma. Mogłabym zapytać ,o to czego nie wiem ,w zasadzie wszystkie blogi ,które czytuję pisane są przez fajnych ludzi ,ale ,ale mam cichą nadzieję ,ze w miarę upływu czasu mroki mojej niewiedzy rozjaśnią się nieco ,ew. wcześniej zejdę z tego świata ,dopuszczam i taką możliwość. 

Z kwestii bieżących ,dostałam maila z vectry z informacją o nowych promocjach,łamię się no łamię ,mam tylko internet  i w te długie zimowe wieczory brakuje mi  zapychacza myśli. Jest Netfix ,są ksiązki ,ale bardzo lubiłam np.oglądać różne kanały  bbc. Weszłam zatem do strefy klienta sprawdzić co i za ile i zobaczyłam czerwonymi wielkimi literami  migające NIEDOPŁATA patrzę i patrzę i co widzę pod spodem 2 zł polskie.  Kiedyś przez podobną kwotę odcięto mi prąd ...

 Nie idę jutro na wycieczkę ,PTTK robi  marsz na orientację w parku ,czyli wielkiego chodzenia nie będzie ,raczej odhaczanie punktów. Obiecałam sobie ,leżąc tygodniami w łóżku ,ze będę wychodzić bardziej do ludzi ,ale wizja zgrai obcych osób wpadająca na siebie nie pociąga mnie ani ciut ,ciut. Kiedy pracowałam w sklepie miałam do czynienia z tyloma najrózniejszymi i często męczącymi  osobami ,ze zasypiałam z wizją siebie w latarni morskiej, daleko i wysoko i pięknie.

Liściopad

Nudna będę i monotematyczna, ale kolory jesieni zachwycają mnie wciąż i wciąż, żółcienie, czerwienie przyciągają i cieszą oczy, tworząc nast...