poniedziałek, 14 września 2026

Scenka


Wychodzę rano z psem jak zazwyczaj. Psisko niechętnie wychodzi na poranne spacery, czasami kiedy zdradza ku temu ochotę idziemy do parku, lasku, ale zazwyczaj kończy się na dwóch siknięciach, obwąchaniu okolicznych drzewek i śmietników, a potem na legnięciu się w trawie. Rzadko kiedy mu się przeciwstawiam, ostatnio jak go przymusiłam do dłuższego spaceru, w ramach protestu położył się na środku osiedlowej uliczki i stawił mi bierny opór :) Na przeciwko wejścia do bloku gdzie mieszka mama, jest niewielki plac zabaw i skwerek z dwiema ławeczkami, to miejsce omijam bo na tym skwerku jest taka piaszczysta łacha nie wiadomo skąd i psisko uwielbia się tam zagrzebywać i czasami nie ma sposobu żeby go  stamtąd wyciągnąc. Jak daję słowo, kiedyś zrozpaczona, bo miałam coś umówionego, zadzwoniłam do mamy z prośbą o pomoc, i mama ruszyła w sukurs ze swoim trzymadełkiem przy ktorym chodzi, Bari go nie lubi, parę razy mama mu najechała na ogon, przypadkowo, rzecz jasna i tym chodzikiem we dwie w końcu zmusiłyśmy psa do powstania i powrotu do domu. Za skwerkiem jest boisko, za boiskiem znowu skwerek, taki potęzniejszy w sensie, dużo drzew  rośnie, krzewy, żywopłot, potem stoi wiezowiec, od którego uliczką oddzielona jest szkoła, liceum,  stojące dosyć wysoko w rankingu lokalnych szkół. Bari po wstępnych czynnościach fizjologicznych i zapachowych walnął się pod krzakiem, a ja wyciągnęłam zza pazuchy czasopismo, tak mama ciągle kupuje parę papierowych gazet. Jednym okiem na psa, drugim czytając, widzę jednocześnie na drugim końcu tegoż wieżowca, przy którym stoję grupę młodzieży sadowiacą się na ławce. Z tej grupy oddala się chłopak i chowa  pod balkonem. Najpierw pomyślałam, załatwia się, ale przeczytałam jeden długi artykuł, kończę drugi a ten ciągle pod  balkonem. W pewnym momencie zza rogu wychodzi pani z małym białym pieskiem, idzie powolutku wzdłuż  balkonów, dochodzą do tego chłopaka i dotychczas spokojnie spacerujące maleńswto nagle zaczyna szczekać , jazgotać, dostaje białej gorączki, pani ma problem z utrzymaniem psiaka na smyczy. Cokolwiek młody robił pod tym balkonem pies mu przeszkodził, wraca na ławkę do towarzystwa. Pani podchodzi do mnie ze łzami w oczach i powtarza co usłyszała od chłopca.  1 Wyp...ku... bo ci psa zaj...(!!!) i kilka innych równie kolorowych wyrażeń. Uznałam, że podejdę bliżej, wprawdzie nie mam ze sobą telefonu, ale myślę że warto przyjrzeć się tej grupce, żeby ewentualnie na przyszłość wiedzieć, przecież bywam tu często, no i mojego psa trudniej by było zaj... Na mój widok, albo po prostu czas na zajęcia, grupa pośpiesznie się ulatnia.  Przeraża mnie młodzież, nie twierdzę że wszyscy są tacy, wiadomo nie są, ale...ostatnio dziewczę ostentacyjnie paliło w autobusie, kierowca musiał zatrzymać pojazd.

Bezsenność mnie wykończy, noc z soboty na niedzielę, spałam może godzinę, może połtorej. A przecież sobota była aktywna, ale  nie męcząca. Do południa wycieczka rowerowa z grupą, po południu koszenie trawnika na działce. Wieczorem oglądałam "voicy" Lubię ten program, to nie tylko muzyka, ale przede wszystkim historie o ludziach, ich wyborach, dramatach , marzeniach i odwadze. Potem kiedy już są powybierani i podgotowywuje się ich pod publikę nie jest  tak ciekawie. Nie mogłam zasnąc, więc na Netfixie "kłamstwo idealne", obejrzałam cały serial, polecam,  potem o lasce z drużyny kajakowej na deser. W niedxielę zamiast na rower ,czy grzyby snułam się niczym zjawa nie będąc zdolna do jakiegokolwiek działania. Czasami patrzę na opakowanie tabletek nasennych i myslę, gdybym polknęła wszystkie, może wreszcie bym się wyspała. 

Kwiatki z balkonu, sadzone w kwietniu, w maju, ciągle przyzwoicie wyglądają. i może sąsiadka ma rację, że tak nudnawo u mnie, te pelargonie ciągle, scewole, czubatki. Tyle że u niej w tej chwili praktycznie pusto w korytkach, a kwiatów wiosną miała masę. Petunie, surfinie szybko tracą urok a inne które kupuje nie nadają się na naszą południową wystawę. Miesiąc temu kupiła męczennicę, za stówkę nieomal, po dwóch tygodniach mówi, że sprzedali jej chorą. Próbowałam tłumaczyć kiedyś , że jezeli nie zna kwiatka, niech sprawdzi w internecie, teraz już nic nie mówię :    



niedziela, 6 września 2026

Strzały


 słychać w mieszkaniu, w każdym razie, ostro brzmiące dzwięki, które co jakiś czas podrywają mnie na nogi, najgorzej w nocy...A to tylko rozmrożona lodówka, stara dosyć, do tej czynności zabierałam się już od kilku, albo i nastu tygodni widząc że za chwilę lód z zamrażalnika zacznie ekspansję na zewnątrz. Po tym działaniu zaczeła strzelać, to są głosne dzwięki, nieprzyjemne, trwające od paru dni i dzisiaj zaczełam w końcu dostrzegać fakt, że może by trzeba rozejrzeć się za nowym sprzętem. Zadalam AL pytanie uścislając swój budzet i wymagania, ta mi odpowiedziała, że trudno będzie :) To akurat wiem doskonale sama. I jakże uprzejmie ze strony lodówki, że obwieszcza o swoim rychłym odejściu w momencie kiedy 14 na horyzoncie, doprawdy wdzięczna jestem. 

Pojechałyśmy na wystawę róż do Kutna. O wystawie poinformowała mnie B, pytając, czy chciałabym, a ja na to, że tak i owszem. Lubię B jest bezpretensjonalna i taka bezproblemowa. Dzień przed wyjazdem, dzwoni i mówi ,ze jedzie z nami jakaś jej koleżanka, co mi się nie spodobało tak, że zaczęłam się zastanawiać czy nie wycofać się z wyjazdu, wiadomo, towarzyska jestem niezmiernie,  potem nieco przyhamowałam emocje zapytawszy siebie czy jadę tam dla koleżanki,czy piękności roślinne pooglądać. Uznałam ,że w razie czego zawsze znajdę pretekst, żeby odłaczyć się. Koleżanki B poznałam na pierwszych wykładach, kiedy siedziałam z nią w ławce, gadały bez przerwy, co wiadomo nie pozwalało się skupić, rozpraszało itd. Bodajże po drugim wykładzie, spytałam czy jej to nie przeszkadza, przeszkadza a jakże odpowiedziała, a mówiłaś im o tym ? Mówiłam, ale one już takie są i rozłożyła ręce. Przesiądzmy się w inne miejsce, zaproponowałam, a nie, ona tu zawsze siedzi ...Przesiadłam się sama, wychodzę w ciemny wieczór żeby posłuchać interesujących rzeczy , przecież nie plot na temat obcych mi osób.                         Roże piękne były i taka róznorodność, delikatny, nieomal niezauważalnie inny odcień, kształt płatków i już zupełnie inna odmiana, ale cuda, cudeńka zachwycające.  Dobrze, że w miarę wcześnie przyjechałyśmy, bo z kazdą godziną tłum gęstniał, tak ,ze jak wychodziłyśmy z wystawy ledwie można było przecisnąć się do wyjścia. Koleżanka mojej koleżanki okazała się osobą dosyć powolną i fotografującą dosłownie wszystko, bez końca czekałam a to na jedną a to na drugą, ale , nie okazywałam zniecierpliwienia, nie poganiałam, chociaż w środku cholera mnie brała :) Cierpliwośc zaczęła mnie w końcu opuszczać, kiedy wyszłysmy już z wystawy i była cała masa stoisk ogrodniczych też, ale też dużo budek oferujących tzw. mydło i powidło, które, musiały koniecznie dokladnie obejrzeć, aż zaproponowałam ,ze one sobie pooglądają wszystko wg upodobań, a ja pójdę w swoją stronę, ale nie, nie, nie zostawiaj nas, usłyszałam dość rozpaczliwe, w odpowiedzi. W ogóle uznały, że tak dobrze nam razem, że musimy znowu gdzieś sie wspolnie wybrać,  na co pomyslalam: nigdy w życiu;) Kutno, niespodziewanie dla mnie, okazało się ciekawym miastem, nie miałyśmy już za dużo czasu do łażenia, bilety powrotne kupione, ale przypuszczam, że jest warte jeszcze jednej wizyty.  Na stoiskach ogrodniczych oczywiście była duża rozmaitość wszelkich odmian róż do kupienia, ale były i inne kwiaciorki, takie niecodzienne dla mnie. W moim fyrtlu, czy to na rynku, czy w którymś z center ogrodniczych rośliny zazwyczaj są takie same, róznią się  tylko ceną, czasami odmianą, a tam podziwiałam kwiaty, których do tej pory na oczy nie widziałam. Przytargałam ze sobą sadzonkę takich wysokich asterków, po krótkiej walce, bo i na inne rzeczy miałam chętkę, o kupnie róż nie pomyslałam, te które do tej pory sadziłam, marniały, mimo mojej dbałości i starań..  Były I odmiany bardzo stare, ale na zdjęciach kiepsko wypadają, do gustu przypadły mi takie najbardziej napakowane, najpełniejsze w środku, wiadomo miłośniczką piwonii jestem :)                                    






poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Oto łupy


 z pieszej wędrówki. A zapowiadało się nieciekawie. Na stronie było podane info, że spotykamy się na dworcu, kilka stacji, wysiadka w środku lasu, szlak czarny i powrót na tą samą stację, na której wysiadaliśmy. Koleżanka miała napięty harmonogram czasowy, toteż uznała, że na tą stacyjkę w lesie podjedzie samochodem, bo przecież możemy nie zdążyć na dany pociąg, a potem trzeba będzie czekać ze dwie godziny na następny. Pojechałyśmy. Na miejscu okazało się, że plan wycieczki się zmienił i kończymy wędrówkę zupełnie gdzie indziej. Koleżanka rozłosciła się, a co mam zrobić z samochodem, pyta się prowadzącego, a podjedziesz pociągiem  do samochodu beztrosko odpowiedział  przewodnik. Przecież po to własnie wzięłam samochód żeby nie jechać pociągiem ! A. zla jak osa szła i było dosyć nieprzyjemnie, frustrację wylewała może nie na mnie ale na naszego kolegę już bardziej. W końcu po paru kilometrach uznałyśmy, że odłaczamy się od grupy, zrobimy kółeczko i wracamy do samochodu. Idziemy leśną drogą, najpierw jeden grzybek, minęłam go obojętnie, potem znowu, tu już nie zdzierżyłam, zaczęłam się schylać, potem koledze udzieliła się chęć schylania, tylko A. szła z telefonem , nie odrywając zeń wzroku. Grzybki rosły wprost pod nogami. Nazbierałam reklamówkę, kolega drugą, miał większą i trzecia dla A., która wcale nie była zachwycona ani naszym tempem, ani darem. Miska maślaków, trochę zaniosłam mamie, potem zawołałam sąsiadkę, żeby przyszła z talerzem. Wyszła z czubatym, mówiąc że do jajecznicy lubi, potem dopiero zauważyłam, że nieomal wszystkie podgrzybki zwinęła, spryciara, jeszcze dzisiaj mam brązowe slady na opuszkach palców po obieraniu. 

Dni pod psem wymęczyły mnie, Freja zwierzak przyjacielski i łaknący uwagi ale z energią niespożytą i nie do opanowania, a nawet Bari. Okazało się że mój szwagier wieczorne spacery urządzał do żabki i tam Bari mnie prowadzał każdego wieczoru po ciemnicy już przecież, a w okolicy żabki tłumek panów o róznym stopniu upojenia i nie to że się bałam, Bari ma imponującą posturę, ale przebywanie koło takich typków, wszystkie pobliskie ławki obsiadłe przez podobne towarzystwo, za bardzo relaksujące nie było, mimo, że to park.  Wchodzenie po 10 razy na czwarte piętro, uzmysłowiło mi, że może nie dzisiaj i nie jutro, ale przyjdzie mi się zmierzyć z faktem zamiany mieszkania. To jest dołujące, ze względu na finanse, mieszkanie będzie musiało być i mniejsze i prawdopodobnie w gorszej lokalizacji i pewnie w wieżowcu. Nie chcę, ale przypuszczam ,ze wyjścia nie będzie  innego. Zamiast tak ciągle latać do mieszkania, na czwartym, mogłam niby posiedzieć u mamy, teoretycznie. Radio w kuchni na full, w pokoju telewizor również dawał czadu i mama przekrzykująca ten cały harmider. Oszalałabym na dłuższą metę. Mama nie pamiętająca co się działo wczoraj, bardzo dobrze pamięta to co się działo kiedyś, i gdy powtarza opowieści o neutralnych wydarzeniach, to ok, kiwam głową, niech sobie wspomina, ale czasami porusza tematy bolesne dla mnie, te o których już prawie zapomniałam, wyparłam, mam wrażenie ,ze pół swojego życia wygumkowałabym najchętniej i wtedy zaciskam dłonie, żeby nie krzyczeć, bo przecież nie mówi tego świadomie. Na szczęście sister wróciła z wywczasów i wszystko wraca do normy.  


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Po co komu pies ?


Włascicielem psa, z którym tymczasowo wychodzę jest syn mojego znajomego. Nie lubię człowieka, chociaż nigdy go nie spotkałam, a ów znajomy jest z syna dumny. Zapłacił za psa parę tysi, jechał po niego gdzieś w Polskę i coż. Psem głownie zajmuje się jego ojciec, ale że często wyjeżdża, pies poniewiera się po różnych hotelach, psich rzecz jasna, albo przychodzą doń przypadkowe osoby takie jak ja. Sam własiciel pracuje  za granicą i jak jest tydzień w Polsce w ciągu miesiąca to jest niezle. Z Barim mają tą wspólną cechę, że oba zwierzaki są nieposłuszne i oba ważą sporo, z tym że Bari to leniwiec w słusznym wieku i wyniesiono by go z mieszkania z cała jego zawartością. Freya szaleje, znajomy nadwerężył bark próbując ją utrzymać w miejscu, także zachwycona sytuacją nie jestem. Dni mam poszatkowane na wąskie kawałki, bo i Barim zajmuję się całodobowo. Rano schodzę ze swojego czwartego piętra, godzinę pózniej wchodzę, po godzinie, dwóch znowu schodzę, potem się znowu wspinam i tak do wieczora.

Cóż mam napisać o swoim wyjezdzie, wróciłam cała i nienaruszona. Jeżeli założymy, że najważniejsza jest podróż, to było niezle, do Skalnego Miasta jednak nie dotarłam. Wiadomo powszechnie że pociągi się spózniają, trąbią o tym tu i ówdzie, wiedza teoretyczna to jedno, konsekwencje z tego płynące to drugie. Zaplanowałam drobiazgowo przesiadki zakładając ,ze tu i tam czas na przesiadki 15bminut będzie czasem wystarczającym. Intercity z Gdynii do Szklarskiej Poręby pojawił się z opóznieniem ponad godzinnym, w nagrodę był wafelek i mineralna :). POnad półtorej godziny spędziłam czekając w nocy na naszym dworcu, a dworzec w ciągu dnia i nocą to są zupełnie odrębne obrazy. Bezdomni, narkomani, 10 razy w ciągu tego czekania miałam ochotę wrócić do domu. Człowiek w swoim świecie nie napotyka  na taką nędzę ludzką, może gdybym towarzystwie była, odbierałabym to inaczej, a tak to czułam taksujące i badawcze spojrzenia, oceniające, czy dam czy się nadam, nabrać na litość oczywiście. Wylądowałam rano na małej stacyjce, planowana przesiadka dawno już pojechała, ha, czekałam z godzinę na następny pociąg, potem Kamienna, u dyżurnego w odpowiedzi usłyszałam; następny autobus, za dwie godziny i nie wiadomo czy będzie jechał, bo remonty i objazdy, do tego deszcz, człek sam by usiadł i popłakał, z drugiej strony, niebo się przejasniało a i samo miasteczko budziło sympatię,poszłam połazić. W końcu blisko południa wylądowałam w chełmsku śląskim, skąd miałam ruszyć pieszo. Toteż poszłam przed siebie, trasa była ładnie oznakowana, padać przestało. Nie czułam się bardzo samotna, to w borach cisza i pustka była bardziej przygniatająca, po czeskiej stronie, a to stado owiec ,a to koniki, , a to kózki,  ba nawet indory mi towarzyszyły. Doszłam do granic miasta Adrspach zaczęło padać, spojrzałam na zegarek i czując już zmęczenie, nie ma co ukrywać, nieco przeceniłam swoje możliwości, chodzenie nawet po łatwych trasach w okolicach gór to jest inne chodzenie niż w swoich rejonach. 12 w jedną , dwanaście w drugą, gdyby dołożyć jeszcze zwiedzanie skalnego, hm.. dosyć ekstremalny wysiłek, i bałam się o powrót, jeżeli te autobusy jezdża losowo?  zrobiłam w tył zwrot i słusznie, bo były momenty,ze ledwo nogi ciągnęłam. Planowany autobus o dziwo przyjechał, natomiast pociąg, normalka, miał opóznienie,  tak to zamiast z Wrocławia odjechać po 19, musiałam czekać do 23;30. Wrocław jest piękny, już zapomniałam jak, w ogóle cały Dolny śląsk to cuda. Tak dawno nie byłam we Wrocku, że musiałam pytać o drogę na stare miasto. Łaziłam i zachwycałam się, ąz ze zmęczenia zaczęło mi się kręcić w głowie, wiec zarządziłam odwrót na dworzec. W macu wzięłam frytki  i kawę i usiadłam nie przy stoliku , tylko dalej na drewnianych schodkach, było już całkiem ciemno i spod któregoś schodka zaczęły wyłaniać się ruchliwe stworzenia, szczury, jeden po drugim wychodziły żwawo, kierując się na pobliskie chodniki, przy trawnikach. Frytka w przełyku mi stanęła i przez chwilę myślałam że zwymiotuję.  Przeniosłam się do wewnątrz, trudno jednak zachwycać się architekturą, kiedy siada obok ciebie jeden menel, potem następny, jaka perfumeria :(  W końcu usiadłąm na betonowym stopniu przy stojącym funkcjonariuszu, nie wiem jakich służb, nieprzytomna już byłam i uff dotrwałam do przyjazdu pociągu, a jakże opoznionego :)  Zamierzam, bo ja uparta jestem, jeszcze raz wyruszyć w tamte strony, ale chyba rower wezmę ze sobą, nie będą mnie wtedy interesować już żadne przesiadki, opóznienia, najwyżej od czasu do czasu będę pchac ten rower pod gorę, ale w tym już mam  wprawę :)

Kamienna Góra

Chełmsko Śląskie 







niedziela, 23 sierpnia 2026

Jutro

 Idę na konsultacje do mediateki. Może pani A pomoże mi w problemie z umieszczaniem zdjęć. Bez zdjęć, blog wydaje mi się niekompletny, bez wyrazu, goły....Zatem do jutra :)

piątek, 14 sierpnia 2026

Wieczorem


 któregoś dzionka nagle głośno się zrobiło, ja  w łóżku, do dziesiątej jeżeli nie zasnę, noc mam z głowy, słysząc więc syrenę, widząc migające światła zwlokłam się z wyrka i głowę przez okno wychylam, straże pożarne, karetka, samochody policyjne...Jakieś łobuzy ostatnio podpalają na osiedlu śmietniki, piwnice, w pierwszej chwili pomyślałam pali się i o boże mój rower, trzeba ratować, ale zanim zdązyłam coś na siebie narzucić, widzę jak strażacy drabinę wyciągają. Wybito okno w klatce obok, na drugim piętrze, strażak wszedł i wyszedł. Wiedziałam już że coś złego się stało. Ta pani, która leżała tam parę dni nawet bardzo stara nie była, młodsza od mamy, koło osiemdziesiątki. Dwa dni pożniej na klepsydrze: pogrązona w smutku rodzina, siostra, dzieci, wnuki. Jakim cudem nikt z nich nie zainteresował się samotnie mieszkającą mamą, babcią ? Z drugiej strony, czy wiem co mnie czeka? Siostra dzwoni, kiedy ma jakąs sprawę, starsza córa jak jest w potrzebie, młodsza wiadomo daleko, towarzyska za bardzo nie jestem...:)

Zarobiłam parę groszy, niedużo ale i praca nietrudna, wyprowadzanie piesa i zamierzam zaszaleć. Zadnych rozsądnych wydatków typu podkaszarka, rata na laptopa, pomoc starszej, która zawsze ma kłopoty, spełnię jedno ze swoich marzeń, czyli pojadę do skalnego  miasta w Adrspach. Siostra ma wolne więc i ja mam wolne od obowiązków rodzinnych i chcę wykorzystać to że mam jakąs kasę i czas. W górach byłam tylko parę razy w życiu, więc póki siły mam dosć. Cała noc bedę jechała do Sedzisławia, stamtąd do Kamiennej Góry, a potem do Chełmska ślaskiego, pechowo z powodu remontu, pociągi nie jezdża, więc z buta pójdę, są dwie trasy dłuższa i krótsza, wybiorę dłuzśzą, wydaję się łatwiejsza,oby.  Trochę się bojam , byłam ostatnio na rowerze w Borach tucholskich i przez cały dzień widziałam może z kilka samochodów, cisza i pustka, aż po pewnym czasie czułam się trochę nieswojo,a jak już sieci nagle nie miałam w telefonie, to poczułam coś na kształt paniki, jednak góry , jednak góry to zupełnie  inny poziom. Najgorzej martwi mnie pogoda, miałam jechać z niedzieli na poniedziałek, ale pokazywało że lać będzie cały dzień, przełożyłam zakup biletu na noc następną, ale prognozy się znowu zmieniają. Potem z kolei siostra wyjeżdża, tak że jestem ograniczona czasowo i myślę, będzie co będzie a prognozy pogodowe sprawdzam co godzinę :)

Miały być zdjęcia samochodów strażackich, karetek, itp i moje piękne gladiole w niezwykłym kolorze, ale po kilku bezskuteczych probach zamieszczenia takowych,cóż mam rzec... najważniejsze, że dało się pisać :)

niedziela, 2 sierpnia 2026

Czwartek

zapowiadał się upalnie, mamę i piesiora szybciej ogarnęłam, a następnie pojechałam trochę na przekór sobie, na wycieczkę z grupą UTW. Bo coż, na działce w temperaturze powyżej 30 stopni, żadna robota by nie szła, a siedzieć pod drzewkiem i patrzeć na to co jest do zrobienia,  żaden relaks . Można by też siedzieć w domu i wzdychać: ach jak gorąco, och jak gorąco, równie kiepska opcja, lepiej ruszyć cztery litery i nad jezioro, samej by mi się nie chciało. Po dotarciu do celu, znowu rozgorzała dyskusja na tematy wyjazdowe, jedni swoje racje, drudzy swoje, ciągle te same argumenty. Prawdę mówiąc, gdyby nie to że na darmowy wyjazd załapali się znajomi i przyjaciele królika, stanęłabym za grupą "trzymającą władzę". Dużo jezdzą, tak co dwa tygodnie, kilkudniowe wyjazdy zarówno w Polsce jak i zagranicę. Chce im się szukać i organizować, a w tej poszkodowanej części grupy, nie mowię, ze wszyscy, byłoby to nadużycie, sporo jest ludzi, tzw. maruderów, często nic im nie pasuje. Stałam tam kilkanaście minut słuchając, proszono, żeby się nie rozchodzić, trzymając w ręku ręcznik i strój kąpielowy, aż w końcu zaczełam powolutku  się wycofywać, ileż można ciągle o tym samym gadać, gadać, nuda...potem do jeziorka hyc, ach jaka frajda. Chłodne, czyste jezioro, trochę dalej od brzegu, nieomal  nieruchoma tafla wody, bajka. Po kąpieli gadam z kumpelą, że chyba będę miała piątek wolny, mama z siostrą na badaniach w szpitalu, i jeżeli tak to objazd Jezioraka w końcu zrealizuję. Chciałam do Iławy w dzień powszedni pojechać, więcej pociągów, mniej rowerzystów, wiecej czasu na swobodną eksplorację, ok.80 km sam Jeziorak, ale są też ciekawe miejsca obok, gdzie nigdy nie dotarłam. A. mówi pojechałabym z Tobą, też mam wolny dzień, ale nie tak rano, więc finalnie pojechałyśmy sporo pózniej niż planowałam, ale cieszyłam się z towarzystwa. Tyle że ona ma elektryka, co było "lekkim" problemem na dworcu w Ilawie, nie ma wind, trzeba rowery znieśc na dól ,potem wnieść , masa schodów. I chociaż jej rower w porównaniu do innych elektrycznych okazów jest relatywnie lekki to i tak trudno go  dzwigać, ale dałyśmy radę, nie było innej opcji.  Bardzo udany wyjazd, aczkolwiek miałyśmy częste róznice zdań, ja upierałam się że jedziemy tak, bo wcześniej tą drogą własnie jezdziłam, ona machała mi telefonem przed nosem, że robimy objazdy i nadkładamy drogi. W Siemianach miałyśmy zaplanowaną dłuższą przerwę na kąpiel i posiłek w knajpie. Kąpieli nie było, ani A nie zjadła swojego obiadu, bo czas nam się skurczył, gnałyśmy na złamanie karku, bo pociąg. Wstępnie jesteśmy umówione na następny wyjazd za rok. W sobotę wędrówka, rezerwat piwnicki, las ,w którym od ponad stu lat działają tylko siły natury, tajemniczy i mroczny. Kilkanaście km wędrówki w takim dusznym i parnym powietrzu, miałam dosyć ,a jeszcze  zakupy i latanie za kocim żarciem bo Kevin akurat zadysponował sobie jeden rodzaj karmy i nic innego nie rusza. Dzisiaj kanapa i leżando, konczyłam stosik A Kańtoch, niektóre z jej kryminałow bardzo dobrze się czyta, na prawdę dobrze. 

Kaczuchy, były tak daleko, zobaczywszy nas pruły na wyścigi, wiem, że nie powinno ich się karmić ludzkim jedzeniem, ale tak w oczy patrzyły :)




Portki sobie w końcu kupiłam, byłam raz i drugi w galerii, w ciuchaczach szukania nie zliczę, miałam dość, przymierzalnie w second handach są ciasne, duszne, trzeba zdjąć buty, swoje spodnie, nie ma gdzie odwiesić rzeczy, zamówiłam że strony wyprzedażowej, wprawdzie nadziei wielkich nie miałam, że dobre będą, bo obca mi marka, ale że wcześniej że zwrotami butów żadnych problemów nie było, ryzyko niewielkie i cóż założyłam i leżą jakby na mnie szyte, kolor może nie do końca, ale to rzecz drugorzędna.
Rezerwat.

Scenka

Wychodzę rano z psem jak zazwyczaj. Psisko niechętnie wychodzi na poranne spacery, czasami kiedy zdradza ku temu ochotę idziemy do parku, la...