niedziela, 5 lipca 2026

Byc emerytem


 Postój na wycieczce, jeden z rowerzystów prosi koleżankę aby zrobiła mu parę zdjęc, ma nowe bardzo kolorowe okulary przynależne do kasku, przybiera różne pozy podczas pstrykania,a to noga na rower,a to wygina się opierając o kierownicę. Potem z zainteresowaniem przegląda zdjęcia. Stoję tuż obok i słyszę: ale zajebisty jestem, co za gość ze mnie ! Najlpierw myślałam że ironizuje, już otwierałam usta żeby rzucić dowcipem, ale widzę że człek jest jak najbardziej poważny i to co widzi w komórce zachwyca go,więc w końcu się nie odzywam , nie znam go , nie będę psuła mu afirmacji i zachwytu nad samym sobą. Mnie osobiście on się  nie podoba. Ba dalej, męskiej części nie rozróżnam  w takich samych kaskach, w podobnych koszulkach. Jechałam ostatnio na zbiórkę w wielkim pośpiechu, pies od ostatnich upałow przestał współpracować, wychodzi, siknie i koniec, nie ma siły,żeby go ruszyć z powrotem, jak mam czas to pół biedy, ale kiedy go nie mam...Tego dnia,kiedy wybierałam się na wycieczkę na domiar złego zepsuła się winda. Normalnie nie byłoby problemu, odpuściłabym i tyle, ale obiecałam, ba przyrzekłam koleżance, że będę. Wycieczka była nad jezioro, a nikt z grupy nie kąpie się, koleżanka do pływania potrzebuje towarzystwa, każdy ma jakiegoś bzika :) Na dół Bari jakoś zszedł, do góry; utknął na pierwszym schodku i koniec. Mama mieszka na piątym piętrze. Proszę, błagam, ciągnę, psisko ani drgnie, wykładam smakołyki na schodkach, odwraca głowę. Sytuacja patowa, zaczęłam go suwać (waga blisko 60 kg.), przekładać łapy. Najpierw znosił to ze stoickim spokojem, w końcu jednak wnerwił się nie na żarty i próbował mnie ugryżc, wkurzenie go jednak poskutkowało bo   podniósł się w koncu i jakoś doszliśmy na to piąte piętro. Do czego zmierzam, spózniona mocno, nie mysląc za bardzo i kręcąc pedałami jak szalona pomyliłam miejsce zbiórki, po drodze minełam machających do mnie kolegów, no widziałam ,że ktoś macha, ale co mnie obchodzą krzyczący do mnie obcy faceci :) Grupa jest mocno zintegrowana i wspierająca, co budzi we mnie  mieszane uczucia, jednocześnie rozumiem i się wkurzam. W te dni kiedy temperatura oscylowała wokół 40 stopni jechaliśmy nad jezioro, nie chciałam, koleżanka uprosiła. Jeden z panów ewidentnie zle się czuł, nie nadążał, a na elektryku jechał, przewrócił się dwa razy, krew się lała, poklepywano go po ramieniu, Bolek dasz radę, zamiast kazać mu wracać do domu. Innym razem jechała z nami pani, rekonwalescentka po poważnej operacji, żeby jej nie męczyć tempo było 5 km/h, pani po wjechaniu na lesne drogi zdecydowała ,ze jednak wróci, do miasta pojechały ją odwieżć dwie osoby, na które potem musiałyśmy czekać. Jako że koleżanka przedstawiła mnie jako super hiper wspaniałą osobę, którą oczywiście nie jestem, staram się okazywać wyrozumiałość i cierpliwość, ale te wspólne jazdy nie wydają mi się wcale fajną opcją. Z drugiej strony sobotnie wędrówki na razie odpuściłam, z wiadomych powodów, więc jednak przebywanie od czasu do czasu w większej grupie ludzi byłoby wskazane.  Minione upały, koszmar, na zewnątrz jeszcze funkcjonowałam, ale w mieszkaniu, stojące nagrzane powietrze powodowało ,ze dosłownie sie dusiłam, mimo zalecenia zamykania okien, swoje od czasu do czasu otwierałam, nie mogłam oddychać. Kwiaty na balkonie  popaliło, tylko pelargonie , wytrzymały prawie bez uszczerbku. Biedne zwierzaki, kot zaczął gubić sierśc w ilościach nie do opanowania. Taki paskudnik, balkon w nocy szeroko otwarty wiadomo, okno przy którym spię zamknięte, wiewory przychodzą i popijają z poidełka dla ptaków, widziałam je śmigające po parapecie, a nuż którejś pomyliłyby się kierunki i zamiast na balustradę skoczyłaby na kanapę ? I kocisko przebrzydłe na balkon wychodzi przez drzwi , ale wracać chce przez to okno, które jest zamknięte. W nocy śnię jakieś kocie nieszczęście, rozpaczliwe miauczenie, w końcu się budzę a to całkowicie realny kot stoi po drugiej stronie okna na dwóch łapach a dwoma wali z całej siły w szybę miaucząc przy tym przerazliwie . Bari najszczęsliwszy pod czas upałow był nad wodą. Kiedy dysponowałam samochodem gramolił się na tylne siedzenie i jechaliśmy. Teraz najpierw na przystanek, potem autobusem na dworzec, potem pociąg, a od pociągu spory przecież kawałek nad jezioro,duży wysiłek dla piesa podczas  upałów. Podczas ostatniego wyjazdu pociąg stanął w polu , trwało to ponad dwie godziny, bez klimatyzacji, biedne psisko.







Byc emerytem

  Postój na wycieczce, jeden z rowerzystów prosi koleżankę aby zrobiła mu parę zdjęc, ma nowe bardzo kolorowe okulary przynależne do kasku, ...