piątek, 6 lutego 2026

Deszczyk, śnieżek, kupka




 Nie ceregielę się ostatnimi dniami wyprowadzając psa, zrobi to co ma zrobić i wio do domu, marsz.  Przy temperaturze minus kilkunastu zamarzam,kostnieję, lodowacieję. A psisku żadna temperatura niestraszna, kroczy dostojnie, niespiesznie obwąchując każdy krzaczek, napotkane drzewo, kamyk, przy niektórych starannie się zastanowiwszy, zostawia dowód swojej obecności. Alejki parkowe są oblodzone, część chodników osiedlowych również nie nadaje się do użytkowania, spaceruję z Barim więc po trawnikach, między blokami, tam przynajmniej nie grozi mi skręcenie karku przy poślizgu. Normalnie unikam tych terenów, ludzie wyrzucają rózne smieci przez okna, bo czemu i nie, skoro mogą, czasami są to rzeczy, które kuszą zwierzę, wypatruję jak mogę niebezpieczeństwa, zdarza się jednak ,ze Bari jest pierwszy, mamy na osiedlu "miłośnika" który niegdyś faszerował kiełbasę trutką, zdarzały się też i gwożdzie w mięsie, więc moje obawy wydają się być zrozumiałe. Na trawniku po którym wczoraj szłam siedziało stado ptaszorów, nie wrony czy gołebie, tylko kilkanaście, a może i więcej ,mew. Bari ciągnie w ich kierunku wiedząc z autopsji, że to co interesuje ptaki może być i dla niego jadalne. Nie pozwalam, ale ptactwo przestraszone zrywa się i zaczyna krązyć w powietrzu. Pies swoje zdanie ma, jeżeli nie pozwalam mu iść, tam gdzie chce, to całym sobą oznajmia, że w takim razie nigdzie się nie ruszy ,kładzie się i już. Ptaki ciągle fruwają nad nami, stoję tak minut 5, potem 10, mija kwadrans, widzę spadające z nieba białe kształty w dużej obfitości, moje synapsy zdają się jednak nie przetwarzać tej informacji, ot śnieg pada, dziwny ale czego w ciągu ostatnich dni to już nie było. Po kwadransie poddaję się, wyciągam smaczka, na co pies reaguje łaskawie i idziemy dalej. Wracam z psem do mamy, dowiaduję się co mam kupić, idę na zakupy. Po drodze notuję,że przechodnie jakoś z zainteresowaniem mi się przyglądają, najpierw nie zwracam na to uwagi, potem się dziwię ,jestem ubrana tak jak wczoraj i przedwczoraj. W końcu idę za spojrzeniem jednej kobiety patrzę na swoje ramię, rękaw i co widzę ? Kto zgadnie ? Zupełnie nieartystyczne białe mazaje, ohyda i fuj !

Czuję się ostatnio nieco ubezwłasnowolniona,ta pogoda, raz wyszłam sobie na spacer do lasu, na skarpie, z górki ,pod górkę i znowu z górki, a pod kolejną górkę, bardziej stromą już podejśc nie mogłam, dwa kroki do góry, trzy w postaci zjazdu na dół i tak ileś tam razy, aż wypolerowałam lód na błysk, sytuacja była już wielce irytująca, scieżka prowadząca przez niewielki wąwóz, czyli zejscie z trasy nie wchodzi w grę, zaczełam już się zastanawiać czy na siedząco odpychając się bokami butów dałabym radę, w końcu jednak chwytając się zwisających  gałazek, z krzaczorów rosnących wyżej,kroczek po kroczku wspinałam się powolutku aż wyszłam na prostą i jakoś zniechęciłam się, w każdym razie na jakiś czas , do spacerów po lesie.  Książki, filmy, fajnie, ale  ileż można. Wyciągnęłam wełnę i druty, od czasu wypadku, oprócz połamanej nogi, miałam też połamane palce nie trzymałam ich w ręku, ale skoro daję radę pisać więc myślę ,ze i z drutami poradzę sobie. Tyle, że chciałabym robić wg. jakiegoś konkretnego wzoru, mój ostatni wyrób robiony na żywioł nie podoba mi się i już. Niby osiągnęłam efekt jaki chciałam, luzny, swobodny, dekolt w serek, po prostu nie leży, te w Holandii robione złachałam na amen i przecież też leciałam z oczkami na żywioł. Ale wracając do wzorów, nic nie mogę znależć, to co widziałam nie podoba mi się, inne są płatne. Ech, miałam tyle Burd, przy przeprowadzce wywaliłam,bo po co zapracowanej bizneswoman takie szpargały.

Jezu jak się cieszę, idę do teatru, koleżanka załatwiła wejściówki. Znowu wracając pamięcią wstecz, kiedyś wyjście do teatru, wyjazd do opery to była oczywistość, nic nadzwyczajnego, a teraz...w każdym razie frajda niesamowita, yuupi !

4 komentarze:

  1. jak ja bym chciała nie musieć wychodzić z domu. jestem tym tygodniem przeorana i zimą już solidnie zmęczona. śnieżyce, gradobicia, lodowisko....
    widuję psy wywalające się na spacerze. ...i ledwo idących opiekunów.
    a na co do teatru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bojam się Ciebie trochę :)
      Kiedy dostałam info, czy chcę, nie pytałam na co, tak dawno nie byłam, że poszłabym na cokolwiek.
      Piękna Lucinda , 1 rząd :)
      Odwilż przyszła, można odetchnąć.
      Czytałam Twoje kartki z podróży, niewiarygodne, że ten cały ogrom i wspanialosc dotrwała do naszych czasów .

      Usuń
    2. to mam nie czytac i nie komentowac??
      powinnaś przestać sie bojać:-)

      Usuń
  2. No tak, psiak lubi postawić na swoim i ma w tym dużo determinacji 😁

    OdpowiedzUsuń

Deszczyk, śnieżek, kupka