zapowiadał się upalnie, mamę i piesiora szybciej ogarnęłam, a następnie pojechałam trochę na przekór sobie, na wycieczkę z grupą UTW. Bo coż, na działce w temperaturze powyżej 30 stopni, żadna robota by nie szła, a siedzieć pod drzewkiem i patrzeć na to co jest do zrobienia, żaden relaks . Można by też siedzieć w domu i wzdychać: ach jak gorąco, och jak gorąco, równie kiepska opcja, lepiej ruszyć cztery litery i nad jezioro, samej by mi się nie chciało. Po dotarciu do celu, znowu rozgorzała dyskusja na tematy wyjazdowe, jedni swoje racje, drudzy swoje, ciągle te same argumenty. Prawdę mówiąc, gdyby nie to że na darmowy wyjazd załapali się znajomi i przyjaciele królika, stanęłabym za grupą "trzymającą władzę". Dużo jezdzą, tak co dwa tygodnie, kilkudniowe wyjazdy zarówno w Polsce jak i zagranicę. Chce im się szukać i organizować, a w tej poszkodowanej części grupy, nie mowię, ze wszyscy, byłoby to nadużycie, sporo jest ludzi, tzw. maruderów, często nic im nie pasuje. Stałam tam kilkanaście minut słuchając, proszono, żeby się nie rozchodzić, trzymając w ręku ręcznik i strój kąpielowy, aż w końcu zaczełam powolutku się wycofywać, ileż można ciągle o tym samym gadać, gadać, nuda...potem do jeziorka hyc, ach jaka frajda. Chłodne, czyste jezioro, trochę dalej od brzegu, nieomal nieruchoma tafla wody, bajka. Po kąpieli gadam z kumpelą, że chyba będę miała piątek wolny, mama z siostrą na badaniach w szpitalu, i jeżeli tak to objazd Jezioraka w końcu zrealizuję. Chciałam do Iławy w dzień powszedni pojechać, więcej pociągów, mniej rowerzystów, wiecej czasu na swobodną eksplorację, ok.80 km sam Jeziorak, ale są też ciekawe miejsca obok, gdzie nigdy nie dotarłam. A. mówi pojechałabym z Tobą, też mam wolny dzień, ale nie tak rano, więc finalnie pojechałyśmy sporo pózniej niż planowałam, ale cieszyłam się z towarzystwa. Tyle że ona ma elektryka, co było "lekkim" problemem na dworcu w Ilawie, nie ma wind, trzeba rowery znieśc na dól ,potem wnieść , masa schodów. I chociaż jej rower w porównaniu do innych elektrycznych okazów jest relatywnie lekki to i tak trudno go dzwigać, ale dałyśmy radę, nie było innej opcji. Bardzo udany wyjazd, aczkolwiek miałyśmy częste róznice zdań, ja upierałam się że jedziemy tak, bo wcześniej tą drogą własnie jezdziłam, ona machała mi telefonem przed nosem, że robimy objazdy i nadkładamy drogi. W Siemianach miałyśmy zaplanowaną dłuższą przerwę na kąpiel i posiłek w knajpie. Kąpieli nie było, ani A nie zjadła swojego obiadu, bo czas nam się skurczył, gnałyśmy na złamanie karku, bo pociąg. Wstępnie jesteśmy umówione na następny wyjazd za rok. W sobotę wędrówka, rezerwat piwnicki, las ,w którym od ponad stu lat działają tylko siły natury, tajemniczy i mroczny. Kilkanaście km wędrówki w takim dusznym i parnym powietrzu, miałam dosyć ,a jeszcze zakupy i latanie za kocim żarciem bo Kevin akurat zadysponował sobie jeden rodzaj karmy i nic innego nie rusza. Dzisiaj kanapa i leżando, konczyłam stosik A Kańtoch, niektóre z jej kryminałow bardzo dobrze się czyta, na prawdę dobrze.
Kaczuchy, były tak daleko, zobaczywszy nas pruły na wyścigi, wiem, że nie powinno ich się karmić ludzkim jedzeniem, ale tak w oczy patrzyły :)Portki sobie w końcu kupiłam, byłam raz i drugi w galerii, w ciuchaczach szukania nie zliczę, miałam dość, przymierzalnie w second handach są ciasne, duszne, trzeba zdjąć buty, swoje spodnie, nie ma gdzie odwiesić rzeczy, zamówiłam że strony wyprzedażowej, wprawdzie nadziei wielkich nie miałam, że dobre będą, bo obca mi marka, ale że wcześniej że zwrotami butów żadnych problemów nie było, ryzyko niewielkie i cóż założyłam i leżą jakby na mnie szyte, kolor może nie do końca, ale to rzecz drugorzędna.Rezerwat.




