poniedziałek, 14 września 2026

Scenka


Wychodzę rano z psem jak zazwyczaj. Psisko niechętnie wychodzi na poranne spacery, czasami kiedy zdradza ku temu ochotę idziemy do parku, lasku, ale zazwyczaj kończy się na dwóch siknięciach, obwąchaniu okolicznych drzewek i śmietników, a potem na legnięciu się w trawie. Rzadko kiedy mu się przeciwstawiam, ostatnio jak go przymusiłam do dłuższego spaceru, w ramach protestu położył się na środku osiedlowej uliczki i stawił mi bierny opór :) Na przeciwko wejścia do bloku gdzie mieszka mama, jest niewielki plac zabaw i skwerek z dwiema ławeczkami, to miejsce omijam bo na tym skwerku jest taka piaszczysta łacha nie wiadomo skąd i psisko uwielbia się tam zagrzebywać i czasami nie ma sposobu żeby go  stamtąd wyciągnąc. Jak daję słowo, kiedyś zrozpaczona, bo miałam coś umówionego, zadzwoniłam do mamy z prośbą o pomoc, i mama ruszyła w sukurs ze swoim trzymadełkiem przy ktorym chodzi, Bari go nie lubi, parę razy mama mu najechała na ogon, przypadkowo, rzecz jasna i tym chodzikiem we dwie w końcu zmusiłyśmy psa do powstania i powrotu do domu. Za skwerkiem jest boisko, za boiskiem znowu skwerek, taki potęzniejszy w sensie, dużo drzew  rośnie, krzewy, żywopłot, potem stoi wiezowiec, od którego uliczką oddzielona jest szkoła, liceum,  stojące dosyć wysoko w rankingu lokalnych szkół. Bari po wstępnych czynnościach fizjologicznych i zapachowych walnął się pod krzakiem, a ja wyciągnęłam zza pazuchy czasopismo, tak mama ciągle kupuje parę papierowych gazet. Jednym okiem na psa, drugim czytając, widzę jednocześnie na drugim końcu tegoż wieżowca, przy którym stoję grupę młodzieży sadowiacą się na ławce. Z tej grupy oddala się chłopak i chowa  pod balkonem. Najpierw pomyślałam, załatwia się, ale przeczytałam jeden długi artykuł, kończę drugi a ten ciągle pod  balkonem. W pewnym momencie zza rogu wychodzi pani z małym białym pieskiem, idzie powolutku wzdłuż  balkonów, dochodzą do tego chłopaka i dotychczas spokojnie spacerujące maleńswto nagle zaczyna szczekać , jazgotać, dostaje białej gorączki, pani ma problem z utrzymaniem psiaka na smyczy. Cokolwiek młody robił pod tym balkonem pies mu przeszkodził, wraca na ławkę do towarzystwa. Pani podchodzi do mnie ze łzami w oczach i powtarza co usłyszała od chłopca.  1 Wyp...ku... bo ci psa zaj...(!!!) i kilka innych równie kolorowych wyrażeń. Uznałam, że podejdę bliżej, wprawdzie nie mam ze sobą telefonu, ale myślę że warto przyjrzeć się tej grupce, żeby ewentualnie na przyszłość wiedzieć, przecież bywam tu często, no i mojego psa trudniej by było zaj... Na mój widok, albo po prostu czas na zajęcia, grupa pośpiesznie się ulatnia.  Przeraża mnie młodzież, nie twierdzę że wszyscy są tacy, wiadomo nie są, ale...ostatnio dziewczę ostentacyjnie paliło w autobusie, kierowca musiał zatrzymać pojazd.

Bezsenność mnie wykończy, noc z soboty na niedzielę, spałam może godzinę, może połtorej. A przecież sobota była aktywna, ale  nie męcząca. Do południa wycieczka rowerowa z grupą, po południu koszenie trawnika na działce. Wieczorem oglądałam "voicy" Lubię ten program, to nie tylko muzyka, ale przede wszystkim historie o ludziach, ich wyborach, dramatach , marzeniach i odwadze. Potem kiedy już są powybierani i podgotowywuje się ich pod publikę nie jest  tak ciekawie. Nie mogłam zasnąc, więc na Netfixie "kłamstwo idealne", obejrzałam cały serial, polecam,  potem o lasce z drużyny kajakowej na deser. W niedxielę zamiast na rower ,czy grzyby snułam się niczym zjawa nie będąc zdolna do jakiegokolwiek działania. Czasami patrzę na opakowanie tabletek nasennych i myslę, gdybym polknęła wszystkie, może wreszcie bym się wyspała. 

Kwiatki z balkonu, sadzone w kwietniu, w maju, ciągle przyzwoicie wyglądają. i może sąsiadka ma rację, że tak nudnawo u mnie, te pelargonie ciągle, scewole, czubatki. Tyle że u niej w tej chwili praktycznie pusto w korytkach, a kwiatów wiosną miała masę. Petunie, surfinie szybko tracą urok a inne które kupuje nie nadają się na naszą południową wystawę. Miesiąc temu kupiła męczennicę, za stówkę nieomal, po dwóch tygodniach mówi, że sprzedali jej chorą. Próbowałam tłumaczyć kiedyś , że jezeli nie zna kwiatka, niech sprawdzi w internecie, teraz już nic nie mówię :    



niedziela, 6 września 2026

Strzały


 słychać w mieszkaniu, w każdym razie, ostro brzmiące dzwięki, które co jakiś czas podrywają mnie na nogi, najgorzej w nocy...A to tylko rozmrożona lodówka, stara dosyć, do tej czynności zabierałam się już od kilku, albo i nastu tygodni widząc że za chwilę lód z zamrażalnika zacznie ekspansję na zewnątrz. Po tym działaniu zaczeła strzelać, to są głosne dzwięki, nieprzyjemne, trwające od paru dni i dzisiaj zaczełam w końcu dostrzegać fakt, że może by trzeba rozejrzeć się za nowym sprzętem. Zadalam AL pytanie uścislając swój budzet i wymagania, ta mi odpowiedziała, że trudno będzie :) To akurat wiem doskonale sama. I jakże uprzejmie ze strony lodówki, że obwieszcza o swoim rychłym odejściu w momencie kiedy 14 na horyzoncie, doprawdy wdzięczna jestem. 

Pojechałyśmy na wystawę róż do Kutna. O wystawie poinformowała mnie B, pytając, czy chciałabym, a ja na to, że tak i owszem. Lubię B jest bezpretensjonalna i taka bezproblemowa. Dzień przed wyjazdem, dzwoni i mówi ,ze jedzie z nami jakaś jej koleżanka, co mi się nie spodobało tak, że zaczęłam się zastanawiać czy nie wycofać się z wyjazdu, wiadomo, towarzyska jestem niezmiernie,  potem nieco przyhamowałam emocje zapytawszy siebie czy jadę tam dla koleżanki,czy piękności roślinne pooglądać. Uznałam ,że w razie czego zawsze znajdę pretekst, żeby odłaczyć się. Koleżanki B poznałam na pierwszych wykładach, kiedy siedziałam z nią w ławce, gadały bez przerwy, co wiadomo nie pozwalało się skupić, rozpraszało itd. Bodajże po drugim wykładzie, spytałam czy jej to nie przeszkadza, przeszkadza a jakże odpowiedziała, a mówiłaś im o tym ? Mówiłam, ale one już takie są i rozłożyła ręce. Przesiądzmy się w inne miejsce, zaproponowałam, a nie, ona tu zawsze siedzi ...Przesiadłam się sama, wychodzę w ciemny wieczór żeby posłuchać interesujących rzeczy , przecież nie plot na temat obcych mi osób.                         Roże piękne były i taka róznorodność, delikatny, nieomal niezauważalnie inny odcień, kształt płatków i już zupełnie inna odmiana, ale cuda, cudeńka zachwycające.  Dobrze, że w miarę wcześnie przyjechałyśmy, bo z kazdą godziną tłum gęstniał, tak ,ze jak wychodziłyśmy z wystawy ledwie można było przecisnąć się do wyjścia. Koleżanka mojej koleżanki okazała się osobą dosyć powolną i fotografującą dosłownie wszystko, bez końca czekałam a to na jedną a to na drugą, ale , nie okazywałam zniecierpliwienia, nie poganiałam, chociaż w środku cholera mnie brała :) Cierpliwośc zaczęła mnie w końcu opuszczać, kiedy wyszłysmy już z wystawy i była cała masa stoisk ogrodniczych też, ale też dużo budek oferujących tzw. mydło i powidło, które, musiały koniecznie dokladnie obejrzeć, aż zaproponowałam ,ze one sobie pooglądają wszystko wg upodobań, a ja pójdę w swoją stronę, ale nie, nie, nie zostawiaj nas, usłyszałam dość rozpaczliwe, w odpowiedzi. W ogóle uznały, że tak dobrze nam razem, że musimy znowu gdzieś sie wspolnie wybrać,  na co pomyslalam: nigdy w życiu;) Kutno, niespodziewanie dla mnie, okazało się ciekawym miastem, nie miałyśmy już za dużo czasu do łażenia, bilety powrotne kupione, ale przypuszczam, że jest warte jeszcze jednej wizyty.  Na stoiskach ogrodniczych oczywiście była duża rozmaitość wszelkich odmian róż do kupienia, ale były i inne kwiaciorki, takie niecodzienne dla mnie. W moim fyrtlu, czy to na rynku, czy w którymś z center ogrodniczych rośliny zazwyczaj są takie same, róznią się  tylko ceną, czasami odmianą, a tam podziwiałam kwiaty, których do tej pory na oczy nie widziałam. Przytargałam ze sobą sadzonkę takich wysokich asterków, po krótkiej walce, bo i na inne rzeczy miałam chętkę, o kupnie róż nie pomyslałam, te które do tej pory sadziłam, marniały, mimo mojej dbałości i starań..  Były I odmiany bardzo stare, ale na zdjęciach kiepsko wypadają, do gustu przypadły mi takie najbardziej napakowane, najpełniejsze w środku, wiadomo miłośniczką piwonii jestem :)                                    






Scenka

Wychodzę rano z psem jak zazwyczaj. Psisko niechętnie wychodzi na poranne spacery, czasami kiedy zdradza ku temu ochotę idziemy do parku, la...