niedziela, 18 maja 2025

Z rańca

 pobiegłam do szkoły oddać głos, nawet nie siadałam, zrobienie jednego krzyżyka nie wymagało przecież żadnego namysłu. Chciałam zdążyć przed przed obywatelami i obywatelkami wracającymi z porannej mszy, doczytałam w necie, że zalecano im branie swoich długopisów, bo komisje ponoć ścieralne dawały. Ruskie trolle szalały na całego. Koleżanka, której banner wywieszono na jej płocie,  cieszyła się nim niecałą dobę, zniknął w nocy, tylko trytytki zostały na pamiątkę. Cóż sąsiedztwo świątobliwego ojca Rydzyka nie mogło dopuścić do takiej hańby. Pobiegłam rano, bo potem pojechałam na rynek, obaczyc kwiatki. Nie mam kasy, nie mam kasy, powtarzam sobie w kólko a jednak nie mam siły oprzec się kupowaniu kolejnych roślinnych nabytków. Aczkolwiek dzisiaj wróciłam tylko z truskawkami. Odkryłam hurtownię, która kwiaciorki ma zdecydowanie w lepszych cenach, na rynku pelargonie po 12 zeta, tam 7,5, a trochę biedniejsze, po 6.  Dłużej będą odbijać, ale potem odwdzięczają się pięknie kwitnąc. Zresztą mało wystawiających było, zimno i deszcz, uroki tegorocznego maja. Jako że ani na działkę ani na rower, poszłam wczoraj na wędrówkę. Nie było zle, momentami nawet się przejaśniało, zrobiliśmy rundkę wokół jeziora, dopiero godzinne oczekiwanie na autobus, przewiało i przemoczyło mnie dokumentnie. Nie mogłam się rozgrzać do końca dnia, a dziś lep mnie nawala od rana i nie wiem czy to początek przeziębienia czy co  tam innego w tej mózgownicy się dzieje. Korzystając jednak z danej mi kiedyś rady przez Teatralną, bierz tabsy bierz i zgadzając się, że cierpienie to jednak mało ubogacające jest, łykam prochy. Widząc się z A znowu, tematu przyszłego rajdu nie poruszyłam, przywitała mnie słowami witaj gwiazdo.  Reportaż był w radio w temacie minionego RSN, wspominałam że całe te 400 osób podzielone było na mniejsze 15 osobowe zespoły, zgadnie ktoś kogo najbardziej było słychać z całej naszej grupy ? Całą moją paplaninę usłyszałam, nie wycięto ani słowka, do końca, do niezręcznej ciszy, przerwałam wpół słowa, kiedy uświadomiłam sobie, że nie słucha mnie tylko reporter ale całkiem spora grupa ludzi, zamilkłam wtedy i po chwili ktoś litościwie dokończył zdanie urwane przeze mnie w połowie. Co za licho we mnie wchodzi ? A tak bardzo staram się być cicha i niezauważalna... Koleżanka namawia mnie na rolki, w końcu ruszyłam do piwnicy i wyciągnęłam pudło, okazało się nawet że mam dwie pary, jedne po dziecku i drugie nówki, nieużywane, prezent . Nigdy nie jezdziłam na rolkach i usilnie szukam w myślach miejsca, gdzie mogłabym spróbować stanąc i zobaczyć czy jestem w stanie dwa kroki zrobić, miejsce musi być odizolowane na tyle, aby nie było świadków nieuchronnych upadków. Gdybym nie odzywała się dłuzęj możliwe, że ewentualne przewroty w tym wieku starczym już przecie, zakończyły się połamaniem róznych kostnych częsci. Zmieniając temat na weselszy, mój widok z okna. Jaśnie pan Kevin, pomimo,że okno balkonowe jest otwarte,życzy sobie żebym otworzyła mu właśnie te, a kiedy nie otwieram, wali łapami i w końcu ulegam, zawsze ulegam.

 



sobota, 10 maja 2025

David i Goliat

W parku, jakie niecodzienne spotkanie. Małe pieski, Bariego nie lubią, niektóre wprost nienawidzą, tak szczekają zawziecie, że aż się krztuszą, Bari znosi to obojętnie, ale czasami wkurza się, najgorzej gdy mniejszy piesek jest bez smyczy i biegnie za moim, bez przerwy jazgocąc, boję się wtedy ,ze jak Bari pacnie szczekadło łapą, to krzywdę 


zrobi. Ale spotkane w parku maleństwo, prawdziwy drobiazg, do małej torebki dałby się upchać, do Bariego podchodził z onieśmieleniem, nie bał się i obskakiwał go z wszystkich stron, belgijski gryfonik, o ile nazwę dobrze pamiętam, słodziak i całkiem dorosły pies.


Na koniec spaceru Bari zawsze się wyturla, jeżeli w trawie to pół biedy, ale lubi piach, ziemię, liście. Potem opeer dostaję, że pies wraca brudny. Jakbym była w stanie temu zapobiec. To jest i tak myszka Miki w porównaniu z sytuacją, gdy kiedyś wybrałam się z nim nad Wisłę, spuszczam go wówczas ze smyczy, nie zuwazyłam że na jednej z łąk było  pastwisko a na nim mnóstwo krowich placków. Psisko wytarzało się w gównie dokumentnie. To była pózna jesien, rano temp. niemal zerowe, próbowałam go trochę umyć w Wiśle, ale co można zrobić dwiema papierowymi chusteczkami ? W efekcie byłam i  ja cała w odchodach i na dodatek  mokra, przemarznięta. Miałam wrażenie, że smród czuć od nas na kilometr. Jak wróciłam do domu to się rozpłakałam. Wówczas jeszcze paniusia, w kostiumikach i dopasowanych sukienkach, mokra i powalana gównem dwa kilometry od domu. Myslałam, że umrę ze wstydu.

Przemiłe komentatorki, niewątpliwie chcąc mi sprawić przyjemność piszą, żem dobra ogrodniczka, co mnie kąsa, bo buu bez mi nie kwitnie ! Jak tylko sprawiłam sobie działkę, moje pierwsze nasadzenia, to kalina, jaśmin i bez, zapachy dzieciństwa. Kalina zakwitła nieomal od razu, jaśmin w ubiegłym roku coś żarło, ale wygląda na to, że w tym niedługo będę cieszyć się słodkim zapachem. A bez, mam trzy krzaki i zero  kwiata. Czuję się dotknięta i urażona no bo jak to tak ? Te Krzaki mam od swojej byłej już przyjaciółki, po co będziesz kupować ? Mam w siedlisku tyle pięknego bzu wezmiesz sobie, ile będziesz chciała. Dla mnie był to średnio opłacalny interes, siedlisko oddalone ze 150 km, ale E chciała coś zawieżć, albo coś przywiezć. Ok. pojechałyśmy, nakopałam się tam jak głupia, bo te krzewy wielkie, zarośnięte, no i masz, rosną, ale gdzie kwiaty ? Jeżeli w przyszłym roku nie postarają się bardziej to je wykopię, jak daję słowo. Jako same krzaki wielkiej urody nie posiadają, wywalę je i już.    Wędrówki sobotnie przełożono na niedzielę, rocznica rajdu granicznego, prowadzona historyczną granicą między Rosją a Prusami, jak wstanę rano to pójdę. Dzisiaj natomiast pojechałam odkrytą niedawno scieżką rowerową, w okolice, w których nie byłam nigdy wcześniej. Kręci mnie i to bardzo(każdy ma swoje podniety), kiedy jadę pierwszy raz, nie wiedząc co będzie za zakrętem. Pomimo wiatru i deszczyku podobało mi się widziałam bażanty i sarenkę, a po drugiej stronie pola, najpierw myślałam ,ze bociany lażą , ale inne pióra miały i większe gabaryty, na moje widziałam żurawie, aczkolwiek gdyby się odezwały miałabym pewność ,a tak tylko przypuszczenie. Piękny dzień i jakie fajne górki. Jak wjeżdżałam sapiąc z wysiłku, rozpinałam kurtkę, zjeżdżając w szalonym pędzie, na dole zakładałam rękawiczki :)

sobota, 3 maja 2025

Nocą

Około 22: Morderstwa w Midsommer ; 23: True love. Kilkoro przyjaciół postanawia, że gdy przyjdzie ich pora, pomogą sobie w godnym odejściu, żeby niepotrzebnie nie cierpieć, w tym odcinku starsza pani z postępującą demencją wypija szampana i połyka stosowną porcję tabletek, jej przyjaciólka kładzie się obok, łapie ją za rękę i czeka aż zaśnie, to było dość poruszające, przełączyłam na  Slady zbrodni na TVN, z Samuelem l.Jacksonem i Edem Harrisem, niezle się oglądało, ale te reklamy, ostre, zmieniające się światło, krzyczące głosy, kup,kup...z powrotem na BBC. Nie pamiętam tytułu, serial o patolożce, rozwiązującej kryminalne sprawy, oglądałam z trudem było dużo o przemocy wobec kobiet i bezkarności ich oprawców. Potem serial, którego nie lubię, a'la para dokumentalny o policjantach, za duzo krzyku. Włączyłam Netfixa, komedia bodaj Cztery pory roku. Sympatyczna, bezpretensjonalna, obejrzałam cztery odcinki. Zasnęłam o czwartej ? O piątej kot w akcji, zwaliłam go z łóżka raz i drugi no ale wiedziałam, już spać nie będę. Nie wiem czemu sypiać nie mogę, gdybym miała jakieś tabsy pewnie coś bym łyknęła z rozpaczy, ale w szufladzie leżą tylko z rok przeterminowane, a bez recepty nic na mnie nie działa. Od dawna zasypiam przy włączonej telewizji, pomaga odciąć mi się od myśli, które kiedy cicho jest, zaczynają  osaczać, wszystkie lęki i niepokoje nagle tłuką mi się po głowie. W związku z tym majówka taka se. Miałam planowane całodzienne wyjazdy rowerowe, ale kiedy głowa mdła,a cialo byle jakie... Może i dobrze że ostałam doma. Przy wieszaniu prania nabiłam sobie najprawdziwszego guza o pręta, po umyciu podłogi chwilę potem wywaliłam doniczkę z ziemią,rozsypując przy tym drobne kamyki. Pizza spalona na czarno, więc dobrze, że rower w piwnicy spoczywa spokojnie. 

Na wycieczkę dzisiaj nie poszłam, i tydzień temu też nie, będę musiała nałgać A, a nie lubię kłamać, sprawia mi to kłopot, więc odwlekam jak to ja, a nuż problem sam się rozwiąże. Nigdy sie nie rozwiązuje ... Miałyśmy znowu jechać razem na następny rajd, zadeklarowałam się, ale po zrobieniu bilansu, w cholerę nie stać mnie na żaden wyjazd. A należy do zamożnych osób, i kiedy ja wieczory spędzałabym, cała szczęśliwa zresztą, nad morzem, opatulona w koc, z termosem ciepłej herbaty i bułką z serkiem, to chodziłam z nimi po knajpach, bez mrugnięcia oka zamawiając, rzeczy na które nie było mnie stać. Nie jestem wylewna, a o swoich problemach to już w ogóle nie lubię mówić, stąd po części to pisanie, czasami trzeba coś z siebie wyrzucić, żeby w pewnym momencie nie pęknąć. I tak to tak, życie. Na pociechę kwiatki, chociaż działka tylko raniutko, potem grille , umpa, umpa, wiercenie, kucie. Zrobiwszy najpilniejsze rzeczy przed 11 ulatniam się w majówkowy weekend z działki.

Tulipanami cieszyłam się krótko, najpierw długo w pąkach, potem wybuch lata i już przekwitają.
Sąsiadka wyrzuca z trawnika stokrotki, a ja je lubię i nie koszę.
cegiełki, moje pierwsze.
nie wiem, czasami kupuję jakieś biedule przecenione

to wszystko z biedul, nazw nie pamiętam,sprawdzam, potem znowu nie wiem, taka ze mnie ogrodniczka.

niedziela, 27 kwietnia 2025

Zostanę

kotobójczynią, nie to nie jest żart. Sypiam troszkę lepiej, ale ciągle bywają noce, kiedy zasypiam ok.22ej, budzę po dwunastej, i do bladego świtu oglądam kryminały, chętnie morderstwa w Midsummer, bo to są takie miłe angielskie historie, nie wzbudzające  emocji, tak w okolicach czwartej w końcu oczy mi się zamykają a o piątej, jeśli mam szczęście lub wcześniej, mój zwierzak przystępuje do akcji, czyli miauczenia, ciągnięcia za włosy, wkładania wąsów do nosa. Gdyby był głodny to zrozumiałabym cierpienia małego sierściucha, ale nie, pomymla, pomymla w misce i znowu wydziera się wniebogłosy, a człek wkurzony do imentu nie myśli już o spaniu, kiedy zdarza się to dzień po dniu, patrzę na niego ponuro i wymyślam sposoby na ukatrupienie, w wyobrazni na razie, w życiu codziennym przemoc jest mi aktualnie obca. Tak to się jest karanym za dobre uczynki, znalazłam go kiedyś w worku foliowym nad Wisłą, nalatałam się z po weterynarzach, z żadnym dzieckiem nie spędziłam tyle godzin siedząc pod gabinetem, bywały miesiące, że dzień w dzień.I co mam ? osobistego dręczyciela. 

Zrobiłam dzisiaj trzecie podejście, rowerem rzecz jasna do pałacyku w Ostromecku i wreszcie udało mi się zrealizować zamysł. Za pierwszym razem skostniały mi stopy i ręce, a zęby tak szczękały, że kawy pić nie mogłam, a kiedy zaczął padać gradośnieg, chociaż 3/4 trasy miałam przejechane zawróciłam, drugi raz tuż przed rajdem , kiedy wiatr próbował tańczyć z moim rowerem oberka, wtedy zaledwie wyjechałam z miasta zaraz doń wróciłam. To jest w tym roku pierwsza dłuższa trasa, ponad 100 wykręciłam, może nie jestem jeszcze, zramolałym dziadersem. Pałacyk i otoczenie zadbane tylko, tylko kwiaciorków jakby niedostatek.



kula  z wikliny dwa razy większa ode mnie.

ławeczka sponsorowana, z jednej strony bez, z drugiej strony kalina.

Po następnej kawie z U z cyberzajęć. Teorie spiskowe, wcale nie są spiskowe, dowodem szczepionki, nie pytałam już czy wg.niej ziemia jest płaska, nie śmiałam. Dostaję od niej filmiki na yutubie, gdzie panie w białych giezłach śpiewają ? Pobudzają swoją kobiecość i duchowość, oglądałam całe trzy minuty, po kolei wywalam. Moja kobiecość schowałam do szuflady i ani mi w głowie ją podlewać. Dzieci jej córki nie chodzą do szkoły, ani do przedszkola, bo wiesz jaka tam jest indoktrynacja, perwersje kochana...Czeka mnie jeszcze jedna kawa, ostatnio ona stawiała i już mi się włos jeży na głowie. Brzydko tak obgadywać, wredna jestem.


niedziela, 20 kwietnia 2025

Rowery trzy

Powrót do rzeczywistości  bolesne doświadczenie, dzień dobry: szare, zwykłe życie, tyle z pozytywów, że na miejscu z dziesięc stopni więcej niż nad morzem. Kot z lekka obrażony, ale cały i zdrowy, sąsiadka sprzątała po nim, chociaż nie musiała, kilkadziesiąt sadzonek * na oknie w dobrej kondycji. 

Wyjazd był, jak to ując w stosowne słowa? Wspaniały, niezwykły. 460 osób pełnych pozytywnej energii, radosnych, życzliwych, przyjacielskich. Masa uśmiechniętych twarzy. Nieufna, ostrożna, poczułam się po paru godzinach swobodnie, niczym w dużej rodzinie. Trudno było pod względem pogodowym, wiatr nad morzem zjawisko jak najbardziej naturalne, ale pizdziło  naprawdę ostro i prosto w twarz. Kiedy jechaliśmy wzdłuż morza, po klifach, ubrana we wszystko co zabrałam ze sobą, czyli podkoszulkę, bluzę, rozpinaną bluzę, kurtkę, kamizelę, było akurat, kiedy zjeżdżaliśmy niżej w miejsca bardziej osłonięte, człek się topił w pocie. Nie można było się za często zatrzymywać,czyli rozbierać i ubierać ponownie, podzieleni byliśmy na grupy 15 osobowe, i jeżeli dana grupa za często stawała, doganiały ją inne grupy i robiło się zamieszanie .Najcięższy był drugi dzień z Jastrzębiej do Gdyni, tak wiało, że myślałam chwilami,że odpuszczę, nie dam rady. Jechaliśmy dosyć szybko, trzos grupy to faceci powiedzmy 40 letni, no i my z A. emerytki. Ale moc grupy jest wielka.      A. okazała się świetną babką, szacun wielki. Nie przepadam za towarzystwem swoich rówieśniczek, wiadomo, że nie można wszystkich równać do jednej sztancy, ale wydają mi się często takie matronowate, uczepione  tego co było, sztywne, mało elastyczne. Do tego jeszcze zazwyczaj religijne, a kiedy dowiadują się, że jam agnostyczka, to oburzenie, bo żyję w grzechu ( ludzie, w jakim że ja grzechu żyję? ), albo próbują mnie naprawiać. U. znajoma z cyber zajęc, usil€jąca się ze mną zaprzyjaznić, kolejna kawa na mieście, częste telefony, esy. złożyła mi takie życzenia świąteczne, w co  trzecim słowie chrystus, że zaniemówiłam wprost, bo wcześniej o religii ani słowa nie było. Ale wrócmy do koleżeństwa wyjazdowego. A jest inteligentna, z dziesięcioma pomysłami na minutę, z poczuciem humoru zabarwionym złośliwością, bezpośrednia i komunikatywna. Aczkolwiek nie cierpiałam jej bardzo przez parę godzin. Przed rajdem noclegi mieliśmy w apartamencie, gdzie każde z nas miało swój pokój i kiedy chciałam mogłam iść do siebie i walnąc się na łózko, zdumiewający był tam przedpokój, wielki regał zawalony wprost polską i nie tylko fantastyką od podłogi aż po sufit, budząc się o trzeciej nad ranem nie nudziłam się ani chwili. Kryzys miałam podczas nocowania rajdowego, małe pokoiki i nas troje. Kiedy jedno się poruszało, dwoje musiało siedzieć na łóżkach. A wpadła do pokoju i krzyczy to moje łózko, moje. Z lekka osłupiałam. Dwa poj. łóżka obok siebie i trzecie trochę w kącie, wydawało się oczywiste, że będzie dla mnie. Nie było, A walnęła swoje rzeczy, nie lubi z nikim spać i już ?! Spotykając A i J na wyprawach uznawałam ich za parę, zawsze trzymali się razem, toteż kiedyś, gdy usłyszałam jak mówi ,że mąż dzwoni, lekko zaokrągliły mi się oczy, ale nie należę do osób, które interesują się kto, z kim i gdzie,po za tym pobyt w Holandii  bardzo przemeblował mi głowę. I tak to leżałam w nocy czując oddech obcego faceta na szyi, dziwne uczucie, aczkolwiek do J żadnych zastrzeżen mieć bym nie mogła. Oaza spokoju i opanowania. Jak wracałyśmy z powrotem, miałyśmy ponad godzinne oczekiwanie w środku nocy na dworcu, dopadła nas tam taka głupawka, że wyłyśmy ze śmiechu, bo do windy dworcowej nie chciał zmieścić się rower, bo wc było nieczynne, bo ludzie gapią się na nas, (też bym się gapiła) normalnie kulałyśmy się po brudnej podłodze J. stał niewzruszony i proponował herbatkę na uspokojenie, następny paroksyzm śmiechu. Nie przypominam sobie ,zebym w ostatnich latach doświadczyła takiej beztroski i radości jednocześnie.

Rano zazwyczaj jeszcze było spokojnie.
I wieczorami wiatr cichł.
Początek zbiórki na Helu
Ustawianie się do wyjazdu.
W oczekiwaniu.


* nie wiem po co mi kilkadziesiąt sadzonek pomidorów, wysiało się niechcący i urosło ..

niedziela, 6 kwietnia 2025

"Dzień pogania noc

 świtem purpurowym".  Usłyszałam dzisiaj w radio tę piosenkę i aż mi się ciepło na sercu zrobiło. Lubiłam ją kiedyś bardzo, dalej ją lubię. Usłyszałam ją  od jednego z moich " sympatycznych " znajomych. Ciekawy był człowiek, nieciekawymi nie zawracałam sobie zresztą głowy. Stosunkowo szybko dotarło do mnie, że nikogo na  portalu randkowym nie znajdę. Ale umawiałam się dalej, bez napięcia i zastanawiania się nad tym jak mnie osoba po drugiej stronie stolika odbierze, były to zazwyczaj fajne spotkania i łechcące of course moje ego. Z tym od "bombonierki" zakończyłam znajomość, bo na rowerze ciągle się ze mną ścigał, wyprzedzał mnie bardzo, pokazując jaki jest szybki, a potem naśmiewał się , wkurzało mnie to okropnie. Najciekawszą osobą był pewien Niemiec artysta, który kupił gospodarstwo w Polsce, przebudował je to i jak. Wyburzył wszystkie wewnętrzne ściany, Wielki kominek stał na podwyższeniu, a po za tym przestrzeń. Zajmował się metaloplastyką, robił piękne witraże, malował. Stara stodoła stojąca obok jego chaty, wyglądała wprost nieprawdopodobnie, wszystkie kolory tęczy. W miarę jak znajomość się rozwijała, zaczął mnie sprawdzać najpierw w sieci, potem  śledził, a potem jeszcze wysyłał błagalne maile z przeprosinami. Zacięłam się, podejrzenie że czyham na jego majątek dotknęło mnie do żywego. Jeden pan był przystojny, bardzo, Gregory Peck to przy nim chłystek, przecudnej urody niebieskie oczy, klasyczne rysy, czupryna. Kochałam go całe pół godziny, gadał tylko i wyłącznie o samochodach. Po godzinie tylko żal czułam, mogłabym się pokazywać z takim gościem, wszystkim by oczy wyłaziły na wierzch, ale po tej godzinie myślałam że umrę z nudów nagle i ostatecznie.

Pogoda, cholerna, wstrętna pogoda. Sobota, niedziela, miałam zaplanowane całodzienne wycieczki na rowerze, że zimno będzie to wiedziałam, ale wiatr !Wyjechałam w sobotę dzielnie, jak zapizdziło, rower nieomal stawał w miejscu. Przez kilkanaście km. przechodziłam od zawracam, nie da się jechać, od jadę wbrew wszystkiemu. Ostatecznie poddałam się. Nie chciałam jednak wracac do domu, miałam czytadło o dziewczynie i jej braciach żurawiach, które wiedziałam pochłonie mnie. Na działce miała być puszczona woda, więc walcząc z powiewami wichury dotelepałam się na działkę, wyciągnęłam węża i dalej moczyć wszystko, ziemia sucha na wiór. Kwadrans po moim dotarciu na działkę zachmurzyło się bardzo i zaczął padać grad przechodzący w śnieg. Podlewałam, kiedy grad ustępował, pieliłam, nie lubię tak bezczynnie stać. I gadałam do siebie, żywej duszy dookoła, a ty podlewasz i pielisz podczas gradu, wariatka, prawdziwa wariatka. Zaczęły kwitnąć niektóre kwiatki, przez chwilę udało mi sie zrobić parę zdjęć potem już nie było jak. 


Bardzo lubię szafirki, zobaczyłam kiedyś całe ich pole w Hortulusie, nie mogłam oderwać wzroku, u mnie nie wyglądają tak spektakularnie, i rozłaża się po całym ogródku.     
 Wyjazd może okazać się dramatyczny, nad morzem przecież gorzej wieje niż tu i zepsuł mi się zamek od mojej ulubionej kurtki, nie to że nie mam innej, ale w niej się czułam najlepiej, to ciuch na trudne chwile. Litości...                                                                                   


niedziela, 30 marca 2025

"Gdybyś innym ptakiem był"

Moje stare kości czują wczorajszy wypad rowerowy. Ok. 70 km. i aż tak, żeby mnie wszystko bolało, żarty doprawdy jakieś. Na wycieczce pieszej kolejny raz nie byłam, bo opłotki miasta, bo krótka trasa, bo masa ludzi rozciągająca się w długi ogon. Potem ci pierwsi czekają na resztę, potem odpoczynek, a jak tak ładna pogoda, to część chce dłużej obsiadać przydrożne rowy. Aczkolwiek rozumiem, że dla niektórych jest to towarzyskie spotkanie, mnie takie drobienie w miejscu męczy psychicznie i zniechęca. Więc rower, trzeba się rozjezdzić przed rajdem, bo w sumie za tydzień będę się pakować. Rajd trwa dwa dni, nasza trójka jedzie parę dni wcześniej, bo trzeba  nacieszyć się pobytem nad morzem.  I w sumie to mnie najbardziej niepokoi, pobyt z dwójką prawie obcych mi osób, jestem introwertyczną indywidualistką, która miewa problemy z dopasowaniem się. Czym ja się martwię ? Zrobiłam sobie pętęlkę wokół pobliskiego miasteczka, szosą, czy wyprzedzające mnie samochody nie mogą zachowywać przyzwoitego odstępu ? Nie wiem czy to nieuwaga, czy złośliwość, postraszyć tego zawalidrogę na drodze.


Pod tym zamkiem w miasteczku, które wczoraj odwiedziłam mieszkali kiedyś moi rodzice, i ponoć ja, nie pamiętam. Pamiętam tylko opowiadanie mamy, że nie było tam bieżącej wody, i niby pod zamkiem, ale ciagle wysoko było dzwigać wiadra wody z najbliższej studni. W drodze powrotnej mijałam moje jeziorko, gdzie woda połyskiwała niczym polana srebrem.

Zajęcia informatyczne niespodziewanie rozrosną się nam o następne godziny, studenci prowadzą projekt. Mam szczerą nadzieję, że nie będzie bardzo nudno, a wprost przeciwnie dowiem się paru nowych rzeczy. Po ostatnich zajęciach wylądowałam z poznaną na zajęciach babką na kawie. Zapraszała mnie na tą kawę od pewnego czasu, i uznałam ,ze to już niegrzeczne , ciągle wymawianie się. U. załatwiła mi miejsce na bezpłatnym kursie angielskiego, co najpierw ucieszyło  mnie niebotycznie, jednak kiedy okazało się ,ze dzień i godziny kursu pokrywają się z informatycznymi po namyśle zrezygnowałam. Uczenie się języka jest dla mnie formą zabawy, jako turystka sądzę ,że poradziłabym sobie językowo nieomal w każdej kwestii, natomiast posiadanie pewnych kompetencji cyfrowych jest wprost niezbędne w codziennym funkcjonowaniu. Na tej kawie U zaproponowała też wspólny wyjazd, niedrogo, fajne miejsce. Cóz poczułam ulgę, kiedy okazało się, że siostra na ten czas ma własne plany wyjazdowe, a mama z nikim obcym nie zostanie, bo nie i już. Dziwi mnie okazywana, czasami niechęć od mało znanych mi osób, bo na prawdę  staram się nikomu nie wchodzić w paradę, z drugiej strony czyjaś nadmierna życzliwość wprawia mnie w duże zakłopotanie.

Odnośnie ostatniego postu wizytę u dermatologa z nfz udało załatwić mi się , ku swojemu zdziwieniu nieomal bezboleśnie. Teleporada z lekarzem rodzinnym, musiałam być przekonywująca bo dostałam skierowanie na cito. Kilka telefonów do poradni w mieście, u nas najbliższy termin na grudnia, telefon do innego miasta i mogłabym mieć wizytę na już. Ostatecznie umówiona jestem za miesiąc. Miałam jechać dzisiaj na działkę,ale zdecydowanie będę leżeć cały dzień na kanapie, mam fajne czytadła, a na działkach coś zżera tulipany, sąsiadka powiedziała, że wszystkie ma obżarte, ślady, a raczej bobki wskazują na zająca. Ciężkie jest życie rolnika.

Po co komu pies ?

Włascicielem psa, z którym tymczasowo wychodzę jest syn mojego znajomego. Nie lubię człowieka, chociaż nigdy go nie spotkałam, a ów znajomy ...