słychać w mieszkaniu, w każdym razie, ostro brzmiące dzwięki, które co jakiś czas podrywają mnie na nogi, najgorzej w nocy...A to tylko rozmrożona lodówka, stara dosyć, do tej czynności zabierałam się już od kilku, albo i nastu tygodni widząc że za chwilę lód z zamrażalnika zacznie ekspansję na zewnątrz. Po tym działaniu zaczeła strzelać, to są głosne dzwięki, nieprzyjemne, trwające od paru dni i dzisiaj zaczełam w końcu dostrzegać fakt, że może by trzeba rozejrzeć się za nowym sprzętem. Zadalam AL pytanie uścislając swój budzet i wymagania, ta mi odpowiedziała, że trudno będzie :) To akurat wiem doskonale sama. I jakże uprzejmie ze strony lodówki, że obwieszcza o swoim rychłym odejściu w momencie kiedy 14 na horyzoncie, doprawdy wdzięczna jestem.
Pojechałyśmy na wystawę róż do Kutna. O wystawie poinformowała mnie B, pytając, czy chciałabym, a ja na to, że tak i owszem. Lubię B jest bezpretensjonalna i taka bezproblemowa. Dzień przed wyjazdem, dzwoni i mówi ,ze jedzie z nami jakaś jej koleżanka, co mi się nie spodobało tak, że zaczęłam się zastanawiać czy nie wycofać się z wyjazdu, wiadomo, towarzyska jestem niezmiernie, potem nieco przyhamowałam emocje zapytawszy siebie czy jadę tam dla koleżanki,czy piękności roślinne pooglądać. Uznałam ,że w razie czego zawsze znajdę pretekst, żeby odłaczyć się. Koleżanki B poznałam na pierwszych wykładach, kiedy siedziałam z nią w ławce, gadały bez przerwy, co wiadomo nie pozwalało się skupić, rozpraszało itd. Bodajże po drugim wykładzie, spytałam czy jej to nie przeszkadza, przeszkadza a jakże odpowiedziała, a mówiłaś im o tym ? Mówiłam, ale one już takie są i rozłożyła ręce. Przesiądzmy się w inne miejsce, zaproponowałam, a nie, ona tu zawsze siedzi ...Przesiadłam się sama, wychodzę w ciemny wieczór żeby posłuchać interesujących rzeczy , przecież nie plot na temat obcych mi osób. Roże piękne były i taka róznorodność, delikatny, nieomal niezauważalnie inny odcień, kształt płatków i już zupełnie inna odmiana, ale cuda, cudeńka zachwycające. Dobrze, że w miarę wcześnie przyjechałyśmy, bo z kazdą godziną tłum gęstniał, tak ,ze jak wychodziłyśmy z wystawy ledwie można było przecisnąć się do wyjścia. Koleżanka mojej koleżanki okazała się osobą dosyć powolną i fotografującą dosłownie wszystko, bez końca czekałam a to na jedną a to na drugą, ale , nie okazywałam zniecierpliwienia, nie poganiałam, chociaż w środku cholera mnie brała :) Cierpliwośc zaczęła mnie w końcu opuszczać, kiedy wyszłysmy już z wystawy i była cała masa stoisk ogrodniczych też, ale też dużo budek oferujących tzw. mydło i powidło, które, musiały koniecznie dokladnie obejrzeć, aż zaproponowałam ,ze one sobie pooglądają wszystko wg upodobań, a ja pójdę w swoją stronę, ale nie, nie, nie zostawiaj nas, usłyszałam dość rozpaczliwe, w odpowiedzi. W ogóle uznały, że tak dobrze nam razem, że musimy znowu gdzieś sie wspolnie wybrać, na co pomyslalam: nigdy w życiu;) Kutno, niespodziewanie dla mnie, okazało się ciekawym miastem, nie miałyśmy już za dużo czasu do łażenia, bilety powrotne kupione, ale przypuszczam, że jest warte jeszcze jednej wizyty. Na stoiskach ogrodniczych oczywiście była duża rozmaitość wszelkich odmian róż do kupienia, ale były i inne kwiaciorki, takie niecodzienne dla mnie. W moim fyrtlu, czy to na rynku, czy w którymś z center ogrodniczych rośliny zazwyczaj są takie same, róznią się tylko ceną, czasami odmianą, a tam podziwiałam kwiaty, których do tej pory na oczy nie widziałam. Przytargałam ze sobą sadzonkę takich wysokich asterków, po krótkiej walce, bo i na inne rzeczy miałam chętkę, o kupnie róż nie pomyslałam, te które do tej pory sadziłam, marniały, mimo mojej dbałości i starań.. Były I odmiany bardzo stare, ale na zdjęciach kiepsko wypadają, do gustu przypadły mi takie najbardziej napakowane, najpełniejsze w środku, wiadomo miłośniczką piwonii jestem :)






Trudno się dopasować, miałabym podobnie, mam trochę adhd chyba, na wykładach, szkoleniach , teatrach chcę słyszeć co zacz. Po co ja tam idę... pogadać jasne ale po. Z różami próbowałam, dogadzałam, nie ma szans. Kosmosy wsadziłam w tym roku w piach i też średnie. Najlepsze te którym zawsze dobrze.
OdpowiedzUsuńADHD ma moja najlepsza koleżanka a i ja z tych co trudno im dłużej stać spokojnie. Co do dopasowania, im częściej, im więcej czasu spędza się samemu, albo tylko w bliskim gronie, tym trudniej się przełamać, żeby wyjść do ludzi. Toteż zmuszam się poniekąd, żeby chodzić na spotkania rowerowe i inne takie..
OdpowiedzUsuńKosmosy wybujały w szklarni tak, że nie byłam ich w stanie połamać, zasłaniały pomidory i przy borówkach im przypasowalo, wyższe ode mnie. Roże szkoda gadać:(
Masz szklarnię... Aleś ty pracowita kobita. Jeżeli masz duże zbiory, to nieźle byś sobie zarobiła. Ludzie by ci wykupili na pniu warzywa "bio".
UsuńAle czemu kosmosy w szklarni?
Rozsialy się podejrzewam, a że mi żal kwiatków niszczyć toteż rosną sobie wysoko, bardzo wysoko :)
UsuńHmmmm, moja lodówka też wydaje dziwne dźwięki, ale już się przyzwyczaiłem i nawet w nocy mi to nie przeszkadza.
OdpowiedzUsuńDzwieki i u mnie wczesniej lodowka wydawala ale te obecne przekraczają wszelkie dopuszczalne granice częstotliwości i głośności, niestety.
UsuńNie jestem jakąś miłośniczką róż, ot po prostu lubię je jak każde inne kwiaty. Tylko że niektóre bardziej.
OdpowiedzUsuńA co to jest ten "Twój fyrtel "?
Moja okolica, mój teren, mój kąt, oczywiście mój to w cudzysłowiu...
OdpowiedzUsuń