z pieszej wędrówki. A zapowiadało się nieciekawie. Na stronie było podane info, że spotykamy się na dworcu, kilka stacji, wysiadka w środku lasu, szlak czarny i powrót na tą samą stację, na której wysiadaliśmy. Koleżanka miała napięty harmonogram czasowy, toteż uznała, że na tą stacyjkę w lesie podjedzie samochodem, bo przecież możemy nie zdążyć na dany pociąg, a potem trzeba będzie czekać ze dwie godziny na następny. Pojechałyśmy. Na miejscu okazało się, że plan wycieczki się zmienił i kończymy wędrówkę zupełnie gdzie indziej. Koleżanka rozłosciła się, a co mam zrobić z samochodem, pyta się prowadzącego, a podjedziesz pociągiem do samochodu beztrosko odpowiedział przewodnik. Przecież po to własnie wzięłam samochód żeby nie jechać pociągiem ! A. zla jak osa szła i było dosyć nieprzyjemnie, frustrację wylewała może nie na mnie ale na naszego kolegę już bardziej. W końcu po paru kilometrach uznałyśmy, że odłaczamy się od grupy, zrobimy kółeczko i wracamy do samochodu. Idziemy leśną drogą, najpierw jeden grzybek, minęłam go obojętnie, potem znowu, tu już nie zdzierżyłam, zaczęłam się schylać, potem koledze udzieliła się chęć schylania, tylko A. szła z telefonem , nie odrywając zeń wzroku. Grzybki rosły wprost pod nogami. Nazbierałam reklamówkę, kolega drugą, miał większą i trzecia dla A., która wcale nie była zachwycona ani naszym tempem, ani darem. Miska maślaków, trochę zaniosłam mamie, potem zawołałam sąsiadkę, żeby przyszła z talerzem. Wyszła z czubatym, mówiąc że do jajecznicy lubi, potem dopiero zauważyłam, że nieomal wszystkie podgrzybki zwinęła, spryciara, jeszcze dzisiaj mam brązowe slady na opuszkach palców po obieraniu.
Dni pod psem wymęczyły mnie, Freja zwierzak przyjacielski i łaknący uwagi ale z energią niespożytą i nie do opanowania, a nawet Bari. Okazało się że mój szwagier wieczorne spacery urządzał do żabki i tam Bari mnie prowadzał każdego wieczoru po ciemnicy już przecież, a w okolicy żabki tłumek panów o róznym stopniu upojenia i nie to że się bałam, Bari ma imponującą posturę, ale przebywanie koło takich typków, wszystkie pobliskie ławki obsiadłe przez podobne towarzystwo, za bardzo relaksujące nie było, mimo, że to park. Wchodzenie po 10 razy na czwarte piętro, uzmysłowiło mi, że może nie dzisiaj i nie jutro, ale przyjdzie mi się zmierzyć z faktem zamiany mieszkania. To jest dołujące, ze względu na finanse, mieszkanie będzie musiało być i mniejsze i prawdopodobnie w gorszej lokalizacji i pewnie w wieżowcu. Nie chcę, ale przypuszczam ,ze wyjścia nie będzie innego. Zamiast tak ciągle latać do mieszkania, na czwartym, mogłam niby posiedzieć u mamy, teoretycznie. Radio w kuchni na full, w pokoju telewizor również dawał czadu i mama przekrzykująca ten cały harmider. Oszalałabym na dłuższą metę. Mama nie pamiętająca co się działo wczoraj, bardzo dobrze pamięta to co się działo kiedyś, i gdy powtarza opowieści o neutralnych wydarzeniach, to ok, kiwam głową, niech sobie wspomina, ale czasami porusza tematy bolesne dla mnie, te o których już prawie zapomniałam, wyparłam, mam wrażenie ,ze pół swojego życia wygumkowałabym najchętniej i wtedy zaciskam dłonie, żeby nie krzyczeć, bo przecież nie mówi tego świadomie. Na szczęście sister wróciła z wywczasów i wszystko wraca do normy.


Ty wiesz, że ja lubię obierać maślaki, nawet bardzo 😉 Fajny zbiorek, taki znienacka...
OdpowiedzUsuńPiękny kolor mieczyków, takiego nigdy nie miałam. Mam bardzo ciemny bordo, niemal czarny bordo. Ale coś mi się zdaje że tak się przebarwiły z innych kolorów.
Dla mnie to była nieomal katorga, zaniosłam mamie w celu pozbycia się części, ale mama ma problem z rękoma, więc musiałam jej obrać, potem myślałam że sąsiadka mnie trochę odciąży, ale jak pisałam, skubana zabrała podgrzybki, wolę sto razy zbierać :)
UsuńJak przechowujesz mieczyki ? Cebulki tzn ? Ani dali ani mieczyków nie udało mi się przechować do wiosny.
Miałam tych mieczów w pięknych kolorach, nawet w seledynowym - sporo, ale raz machnęłam na wyjmowanie i przetrwały przez kilka zim. Ale chyba z tego powodu mam tylko czerwone i te bordo. W zeszłym roku wyjęłam, i chyba tej zimy by nie przetrwały.
UsuńMam chłodną piwnicę. W altance chyba im za zimno. Szkoda, masz zdrowe, krępe. Ja jak im nie dam lepszej ziemi to mam wybujałe chudziny.
Skoro masz warunki do przechowywania, możesz zaszaleć i uzupełniać kolory. I fakt gladiole są dosyć wymagające jeżeli chodzi o podłoże, zetknęłam się z informacją, że co roku powinny być sądzone w innym miejscu.
UsuńWymagania, upały, krótki czas pełnego kwiatu- słowem, nie jestem zmotywowana. Ale czuję, że w jakimś Brico znowu mnie najdzie i kupię kolorki, które lubię🫣
UsuńMam trochę dalii, te mnie bardziej motywują.
Żabki są na topie. Pracuje tam moja znajoma i mówi, że ludzie, faceci zwłaszcza urządzają tam sobie lokal rozrywkowy. W powiatowym mieście nic nie ma, więc Żabka to dla nich baropub, kawiarenka... czyli miejsce spotkań i jadłodajnia w jednym, no i co najważniejsze sklep monopolowy 😀
OdpowiedzUsuńKilka razy w tygodniu widzę radiowóz przy tej żabce. W dzień to jeszcze, ale wieczorami jeżeli muszę iść, wolę dookoła drogę niż tamtędy. I współczuję mieszkańcom pobliskiego bloku, może zimą mają trochę więcej spokoju.
OdpowiedzUsuńNa to dictum mam tylko jedną odpowiedź: kocham grzyby 🍄🍄🟫🧺🍄🟫🍄
OdpowiedzUsuńJeść czy zbierać ?
Usuń