niedziela, 27 kwietnia 2025

Zostanę

kotobójczynią, nie to nie jest żart. Sypiam troszkę lepiej, ale ciągle bywają noce, kiedy zasypiam ok.22ej, budzę po dwunastej, i do bladego świtu oglądam kryminały, chętnie morderstwa w Midsummer, bo to są takie miłe angielskie historie, nie wzbudzające  emocji, tak w okolicach czwartej w końcu oczy mi się zamykają a o piątej, jeśli mam szczęście lub wcześniej, mój zwierzak przystępuje do akcji, czyli miauczenia, ciągnięcia za włosy, wkładania wąsów do nosa. Gdyby był głodny to zrozumiałabym cierpienia małego sierściucha, ale nie, pomymla, pomymla w misce i znowu wydziera się wniebogłosy, a człek wkurzony do imentu nie myśli już o spaniu, kiedy zdarza się to dzień po dniu, patrzę na niego ponuro i wymyślam sposoby na ukatrupienie, w wyobrazni na razie, w życiu codziennym przemoc jest mi aktualnie obca. Tak to się jest karanym za dobre uczynki, znalazłam go kiedyś w worku foliowym nad Wisłą, nalatałam się z po weterynarzach, z żadnym dzieckiem nie spędziłam tyle godzin siedząc pod gabinetem, bywały miesiące, że dzień w dzień.I co mam ? osobistego dręczyciela. 

Zrobiłam dzisiaj trzecie podejście, rowerem rzecz jasna do pałacyku w Ostromecku i wreszcie udało mi się zrealizować zamysł. Za pierwszym razem skostniały mi stopy i ręce, a zęby tak szczękały, że kawy pić nie mogłam, a kiedy zaczął padać gradośnieg, chociaż 3/4 trasy miałam przejechane zawróciłam, drugi raz tuż przed rajdem , kiedy wiatr próbował tańczyć z moim rowerem oberka, wtedy zaledwie wyjechałam z miasta zaraz doń wróciłam. To jest w tym roku pierwsza dłuższa trasa, ponad 100 wykręciłam, może nie jestem jeszcze, zramolałym dziadersem. Pałacyk i otoczenie zadbane tylko, tylko kwiaciorków jakby niedostatek.



kula  z wikliny dwa razy większa ode mnie.

ławeczka sponsorowana, z jednej strony bez, z drugiej strony kalina.

Po następnej kawie z U z cyberzajęć. Teorie spiskowe, wcale nie są spiskowe, dowodem szczepionki, nie pytałam już czy wg.niej ziemia jest płaska, nie śmiałam. Dostaję od niej filmiki na yutubie, gdzie panie w białych giezłach śpiewają ? Pobudzają swoją kobiecość i duchowość, oglądałam całe trzy minuty, po kolei wywalam. Moja kobiecość schowałam do szuflady i ani mi w głowie ją podlewać. Dzieci jej córki nie chodzą do szkoły, ani do przedszkola, bo wiesz jaka tam jest indoktrynacja, perwersje kochana...Czeka mnie jeszcze jedna kawa, ostatnio ona stawiała i już mi się włos jeży na głowie. Brzydko tak obgadywać, wredna jestem.


niedziela, 20 kwietnia 2025

Rowery trzy

Powrót do rzeczywistości  bolesne doświadczenie, dzień dobry: szare, zwykłe życie, tyle z pozytywów, że na miejscu z dziesięc stopni więcej niż nad morzem. Kot z lekka obrażony, ale cały i zdrowy, sąsiadka sprzątała po nim, chociaż nie musiała, kilkadziesiąt sadzonek * na oknie w dobrej kondycji. 

Wyjazd był, jak to ując w stosowne słowa? Wspaniały, niezwykły. 460 osób pełnych pozytywnej energii, radosnych, życzliwych, przyjacielskich. Masa uśmiechniętych twarzy. Nieufna, ostrożna, poczułam się po paru godzinach swobodnie, niczym w dużej rodzinie. Trudno było pod względem pogodowym, wiatr nad morzem zjawisko jak najbardziej naturalne, ale pizdziło  naprawdę ostro i prosto w twarz. Kiedy jechaliśmy wzdłuż morza, po klifach, ubrana we wszystko co zabrałam ze sobą, czyli podkoszulkę, bluzę, rozpinaną bluzę, kurtkę, kamizelę, było akurat, kiedy zjeżdżaliśmy niżej w miejsca bardziej osłonięte, człek się topił w pocie. Nie można było się za często zatrzymywać,czyli rozbierać i ubierać ponownie, podzieleni byliśmy na grupy 15 osobowe, i jeżeli dana grupa za często stawała, doganiały ją inne grupy i robiło się zamieszanie .Najcięższy był drugi dzień z Jastrzębiej do Gdyni, tak wiało, że myślałam chwilami,że odpuszczę, nie dam rady. Jechaliśmy dosyć szybko, trzos grupy to faceci powiedzmy 40 letni, no i my z A. emerytki. Ale moc grupy jest wielka.      A. okazała się świetną babką, szacun wielki. Nie przepadam za towarzystwem swoich rówieśniczek, wiadomo, że nie można wszystkich równać do jednej sztancy, ale wydają mi się często takie matronowate, uczepione  tego co było, sztywne, mało elastyczne. Do tego jeszcze zazwyczaj religijne, a kiedy dowiadują się, że jam agnostyczka, to oburzenie, bo żyję w grzechu ( ludzie, w jakim że ja grzechu żyję? ), albo próbują mnie naprawiać. U. znajoma z cyber zajęc, usil€jąca się ze mną zaprzyjaznić, kolejna kawa na mieście, częste telefony, esy. złożyła mi takie życzenia świąteczne, w co  trzecim słowie chrystus, że zaniemówiłam wprost, bo wcześniej o religii ani słowa nie było. Ale wrócmy do koleżeństwa wyjazdowego. A jest inteligentna, z dziesięcioma pomysłami na minutę, z poczuciem humoru zabarwionym złośliwością, bezpośrednia i komunikatywna. Aczkolwiek nie cierpiałam jej bardzo przez parę godzin. Przed rajdem noclegi mieliśmy w apartamencie, gdzie każde z nas miało swój pokój i kiedy chciałam mogłam iść do siebie i walnąc się na łózko, zdumiewający był tam przedpokój, wielki regał zawalony wprost polską i nie tylko fantastyką od podłogi aż po sufit, budząc się o trzeciej nad ranem nie nudziłam się ani chwili. Kryzys miałam podczas nocowania rajdowego, małe pokoiki i nas troje. Kiedy jedno się poruszało, dwoje musiało siedzieć na łóżkach. A wpadła do pokoju i krzyczy to moje łózko, moje. Z lekka osłupiałam. Dwa poj. łóżka obok siebie i trzecie trochę w kącie, wydawało się oczywiste, że będzie dla mnie. Nie było, A walnęła swoje rzeczy, nie lubi z nikim spać i już ?! Spotykając A i J na wyprawach uznawałam ich za parę, zawsze trzymali się razem, toteż kiedyś, gdy usłyszałam jak mówi ,że mąż dzwoni, lekko zaokrągliły mi się oczy, ale nie należę do osób, które interesują się kto, z kim i gdzie,po za tym pobyt w Holandii  bardzo przemeblował mi głowę. I tak to leżałam w nocy czując oddech obcego faceta na szyi, dziwne uczucie, aczkolwiek do J żadnych zastrzeżen mieć bym nie mogła. Oaza spokoju i opanowania. Jak wracałyśmy z powrotem, miałyśmy ponad godzinne oczekiwanie w środku nocy na dworcu, dopadła nas tam taka głupawka, że wyłyśmy ze śmiechu, bo do windy dworcowej nie chciał zmieścić się rower, bo wc było nieczynne, bo ludzie gapią się na nas, (też bym się gapiła) normalnie kulałyśmy się po brudnej podłodze J. stał niewzruszony i proponował herbatkę na uspokojenie, następny paroksyzm śmiechu. Nie przypominam sobie ,zebym w ostatnich latach doświadczyła takiej beztroski i radości jednocześnie.

Rano zazwyczaj jeszcze było spokojnie.
I wieczorami wiatr cichł.
Początek zbiórki na Helu
Ustawianie się do wyjazdu.
W oczekiwaniu.


* nie wiem po co mi kilkadziesiąt sadzonek pomidorów, wysiało się niechcący i urosło ..

niedziela, 6 kwietnia 2025

"Dzień pogania noc

 świtem purpurowym".  Usłyszałam dzisiaj w radio tę piosenkę i aż mi się ciepło na sercu zrobiło. Lubiłam ją kiedyś bardzo, dalej ją lubię. Usłyszałam ją  od jednego z moich " sympatycznych " znajomych. Ciekawy był człowiek, nieciekawymi nie zawracałam sobie zresztą głowy. Stosunkowo szybko dotarło do mnie, że nikogo na  portalu randkowym nie znajdę. Ale umawiałam się dalej, bez napięcia i zastanawiania się nad tym jak mnie osoba po drugiej stronie stolika odbierze, były to zazwyczaj fajne spotkania i łechcące of course moje ego. Z tym od "bombonierki" zakończyłam znajomość, bo na rowerze ciągle się ze mną ścigał, wyprzedzał mnie bardzo, pokazując jaki jest szybki, a potem naśmiewał się , wkurzało mnie to okropnie. Najciekawszą osobą był pewien Niemiec artysta, który kupił gospodarstwo w Polsce, przebudował je to i jak. Wyburzył wszystkie wewnętrzne ściany, Wielki kominek stał na podwyższeniu, a po za tym przestrzeń. Zajmował się metaloplastyką, robił piękne witraże, malował. Stara stodoła stojąca obok jego chaty, wyglądała wprost nieprawdopodobnie, wszystkie kolory tęczy. W miarę jak znajomość się rozwijała, zaczął mnie sprawdzać najpierw w sieci, potem  śledził, a potem jeszcze wysyłał błagalne maile z przeprosinami. Zacięłam się, podejrzenie że czyham na jego majątek dotknęło mnie do żywego. Jeden pan był przystojny, bardzo, Gregory Peck to przy nim chłystek, przecudnej urody niebieskie oczy, klasyczne rysy, czupryna. Kochałam go całe pół godziny, gadał tylko i wyłącznie o samochodach. Po godzinie tylko żal czułam, mogłabym się pokazywać z takim gościem, wszystkim by oczy wyłaziły na wierzch, ale po tej godzinie myślałam że umrę z nudów nagle i ostatecznie.

Pogoda, cholerna, wstrętna pogoda. Sobota, niedziela, miałam zaplanowane całodzienne wycieczki na rowerze, że zimno będzie to wiedziałam, ale wiatr !Wyjechałam w sobotę dzielnie, jak zapizdziło, rower nieomal stawał w miejscu. Przez kilkanaście km. przechodziłam od zawracam, nie da się jechać, od jadę wbrew wszystkiemu. Ostatecznie poddałam się. Nie chciałam jednak wracac do domu, miałam czytadło o dziewczynie i jej braciach żurawiach, które wiedziałam pochłonie mnie. Na działce miała być puszczona woda, więc walcząc z powiewami wichury dotelepałam się na działkę, wyciągnęłam węża i dalej moczyć wszystko, ziemia sucha na wiór. Kwadrans po moim dotarciu na działkę zachmurzyło się bardzo i zaczął padać grad przechodzący w śnieg. Podlewałam, kiedy grad ustępował, pieliłam, nie lubię tak bezczynnie stać. I gadałam do siebie, żywej duszy dookoła, a ty podlewasz i pielisz podczas gradu, wariatka, prawdziwa wariatka. Zaczęły kwitnąć niektóre kwiatki, przez chwilę udało mi sie zrobić parę zdjęć potem już nie było jak. 


Bardzo lubię szafirki, zobaczyłam kiedyś całe ich pole w Hortulusie, nie mogłam oderwać wzroku, u mnie nie wyglądają tak spektakularnie, i rozłaża się po całym ogródku.     
 Wyjazd może okazać się dramatyczny, nad morzem przecież gorzej wieje niż tu i zepsuł mi się zamek od mojej ulubionej kurtki, nie to że nie mam innej, ale w niej się czułam najlepiej, to ciuch na trudne chwile. Litości...                                                                                   


niedziela, 30 marca 2025

"Gdybyś innym ptakiem był"

Moje stare kości czują wczorajszy wypad rowerowy. Ok. 70 km. i aż tak, żeby mnie wszystko bolało, żarty doprawdy jakieś. Na wycieczce pieszej kolejny raz nie byłam, bo opłotki miasta, bo krótka trasa, bo masa ludzi rozciągająca się w długi ogon. Potem ci pierwsi czekają na resztę, potem odpoczynek, a jak tak ładna pogoda, to część chce dłużej obsiadać przydrożne rowy. Aczkolwiek rozumiem, że dla niektórych jest to towarzyskie spotkanie, mnie takie drobienie w miejscu męczy psychicznie i zniechęca. Więc rower, trzeba się rozjezdzić przed rajdem, bo w sumie za tydzień będę się pakować. Rajd trwa dwa dni, nasza trójka jedzie parę dni wcześniej, bo trzeba  nacieszyć się pobytem nad morzem.  I w sumie to mnie najbardziej niepokoi, pobyt z dwójką prawie obcych mi osób, jestem introwertyczną indywidualistką, która miewa problemy z dopasowaniem się. Czym ja się martwię ? Zrobiłam sobie pętęlkę wokół pobliskiego miasteczka, szosą, czy wyprzedzające mnie samochody nie mogą zachowywać przyzwoitego odstępu ? Nie wiem czy to nieuwaga, czy złośliwość, postraszyć tego zawalidrogę na drodze.


Pod tym zamkiem w miasteczku, które wczoraj odwiedziłam mieszkali kiedyś moi rodzice, i ponoć ja, nie pamiętam. Pamiętam tylko opowiadanie mamy, że nie było tam bieżącej wody, i niby pod zamkiem, ale ciagle wysoko było dzwigać wiadra wody z najbliższej studni. W drodze powrotnej mijałam moje jeziorko, gdzie woda połyskiwała niczym polana srebrem.

Zajęcia informatyczne niespodziewanie rozrosną się nam o następne godziny, studenci prowadzą projekt. Mam szczerą nadzieję, że nie będzie bardzo nudno, a wprost przeciwnie dowiem się paru nowych rzeczy. Po ostatnich zajęciach wylądowałam z poznaną na zajęciach babką na kawie. Zapraszała mnie na tą kawę od pewnego czasu, i uznałam ,ze to już niegrzeczne , ciągle wymawianie się. U. załatwiła mi miejsce na bezpłatnym kursie angielskiego, co najpierw ucieszyło  mnie niebotycznie, jednak kiedy okazało się ,ze dzień i godziny kursu pokrywają się z informatycznymi po namyśle zrezygnowałam. Uczenie się języka jest dla mnie formą zabawy, jako turystka sądzę ,że poradziłabym sobie językowo nieomal w każdej kwestii, natomiast posiadanie pewnych kompetencji cyfrowych jest wprost niezbędne w codziennym funkcjonowaniu. Na tej kawie U zaproponowała też wspólny wyjazd, niedrogo, fajne miejsce. Cóz poczułam ulgę, kiedy okazało się, że siostra na ten czas ma własne plany wyjazdowe, a mama z nikim obcym nie zostanie, bo nie i już. Dziwi mnie okazywana, czasami niechęć od mało znanych mi osób, bo na prawdę  staram się nikomu nie wchodzić w paradę, z drugiej strony czyjaś nadmierna życzliwość wprawia mnie w duże zakłopotanie.

Odnośnie ostatniego postu wizytę u dermatologa z nfz udało załatwić mi się , ku swojemu zdziwieniu nieomal bezboleśnie. Teleporada z lekarzem rodzinnym, musiałam być przekonywująca bo dostałam skierowanie na cito. Kilka telefonów do poradni w mieście, u nas najbliższy termin na grudnia, telefon do innego miasta i mogłabym mieć wizytę na już. Ostatecznie umówiona jestem za miesiąc. Miałam jechać dzisiaj na działkę,ale zdecydowanie będę leżeć cały dzień na kanapie, mam fajne czytadła, a na działkach coś zżera tulipany, sąsiadka powiedziała, że wszystkie ma obżarte, ślady, a raczej bobki wskazują na zająca. Ciężkie jest życie rolnika.

niedziela, 23 marca 2025

Dupa

jest do srania, nie to nie moje słowa, :) W tygodniu musiałam wybrać się do Vectry, nie lubię tej firmy, bywają nierzetelni, wykorzystują nieznajomość procedur i w tej chwili  UOKiK toczy przeciwko nim postępowanie. Ale do brzegu, siedzę grzecznie na krzesełku czekając na swoją kolej i słyszę pana który czerwony na twarzy warczy do drugiego pana siedzącego za biurkiem, a pan jest od tego ,jak dupa do srania, na cały głos, potem coś o fiucie było. Nie wiem o co poszło, przetrząsałam torebkę w poszukiwaniu telefonu po raz dziesiąty i im bardziej telefonu szukałam tym bardziej go nie było, dopiero ta głośna wymiana zdań oderwała mnie od owego beznadziejnego zajęcia. Facet za biurkiem w miarę spokojnie tłumaczył, że owszem mógłby to zrobić, ale w zasadzie nie leży to w jego kompetencjach, więc zrobić nie zamierza, mężczyzna na fotelu petenta nieomal krzyczał ,ze jest od tego jak dupa od srania, nie wiem jakby to się skończyło, gdyby nie siedząca obok kobieta, do tej pory milcząca, Józek wyjdz stąd ,wyjdz natychmiast i facet czerwony jak burak z ociąganiem ale w koncu wstał i wyszedł. Chciałam  tylko przedłużyć internet, nie wiem jak to się stało, ten człek tak gadał i gadał bez końca ,że to i owo,nie pozwalając mi dojść do głosu w pewnym momencie chciałam już tylko wstać i wyjśc i podpisałabym wszystko i tak to mam piękny pakiet telewizyjny. Telewizji, której w zasadzie nie oglądam. Rzecz działa się w czwartek. W piątek poszłam do kosmetyczki. Na szyi w centralnym miejscu pojawiło mi się jakieś, skoro była dupa, może być i gówno. Wiadomo dermatolog, NFZ, zapomnij, prywatnie podzwoniłam i jęknęłam. Koleżanka podpowiedziała mi, że ona z takimi rzeczami do kosmetyczki, kosmetyczka spojrzała, ok i w piątek miałam mieć, laser ? Ale już na fotelu pod lampą, pani zafrasowała się i powiedziała,że jednak lekarz to powinien obejrzeć, ale skoro już jestem i leżę to jedną i drugą zmianę połojotokową usunie mi szybko i niedrogo. I chodzę w tej chwili z czarno czerwonymi strupami na twarzy, jakbym pobiła się z kimś w ciemnym zaułku i niektórzy lampią się na mnie bez pardonu.A szyja no coż ,najpierw po skierowanie do rodzinnego. Jeżeli ktoś, kiedyś przy 40 stopniach gorąca zobaczy rowerzystkę okutaną apaszką to niechybnie będę ja. 

Po za wszystkim mam doła, buntuję się przeciwko starzeniu, chorobom, życiu w biedzie. Nie zgadzam się i już. Gdyby był czerwony guziczek, gdybym wymówić się mogła albo złożyć wypowiedzenie na piśmie, powiedziałabym adieu, przedtem tylko jeszcze poleciałabym do La Palmy, o której tak ładnie pisała Teatru, popatrzeć  tylko, pozachwycać się i to by wystarczyło.

niedziela, 16 marca 2025

Nigdy w życiu

 W tygodniu byłam na działce, pomimo, że pogoda skiepściła się już zauważalnie, nie było tak zle, a miałam parę rzeczy na już do zrobienia. Podeszły do płota dwie takie działkowe sasiadki, z którymi czasami pitu - pitu o kwiatkach i innych duperelach. Stoją i się gapią, potem jedna zagaja, Grażynka miałybyśmy dla ciebie propozycję, o co chodzi, pytam się trochę niecierpliwie bo raczej spieszy mi się, ach wiesz gdybyś się zgodziła, zgłosiłybyśmy cię do sanatorium. Sanatorium ? dziwię się i zaraz jeżę, czy ja wyglądam na osobę potrzebującą sanatorium ? W połowie zdania wiem już o co chodzi. Ale w życiu ! Never ! Nie oceniam poziomu programów, które bywają oglądane przez znajomych, każdy ma swój gust i wybiera to co mu się podoba. Nie śmiałabym nikogo krytykować, sama od wielu miesięcy siedzę głownie w fantastyce, z filmów wybieram opcje lekkie i przyjemne. Chociaż napomknąć mogę ,ze w tym miesiącu byłam na koncercie muzyki poważnej, dosłownie wywlokłam się za włosy, czasami inne bodzce bywają potrzebne. Były prezentowane utwory kompozytora Ciurlionisa, słyszał ktoś o takim ? Ja w każdym razie nigdy, i to było moją głowną motywacją. Nasza orkiestra symfoniczna i litewski chór Vilnius. Nie żałowałam wyjścia w żadnym razie. Wracając do zgłoszeń na przyszły sezon Sanatorium dla emerytów, czy jakoś tak., pytam się koleżanki, która ma sympatyczną buzię i rezolutna jest w działaniu, jak ci się tak podoba ten program, czemu sama się nie zgłosisz ? Ja? Wiem jak wyglądam, nie to co ty, byśmy ci kibicowały.  Na co parsknęłam smiechem, bo moją pierwszą myslą było, że za brzydka jestem i czasami najchętniej wpełznełabym pod kamień, żeby nikt nie musiał mnie oglądać a już na pewno nie w telewizji.  A propos znajomych, wróciłam na zajęcia informatyczne, przysłanej w mailu liście tematów nie umiałam się oprzeć, po drugie nie chowam długo urazy. Ja nie chowam, ale ta druga jest na mnie ciągle obrażona bez dwóch zdań. Kiedy wchodzę do sali, gdzie odbywają się zajęcia i siedzi tam tylko ona, mówię cześć, dzień dobry, nie odpowiada, zaczyna np.grzebać gwałtownie w torebce. Nie rozumiem, kiedy napadła na mnie, nie odezwałam się ani słowem, długo mnie nie było, kiedy się pojawiłam, gryzłam się w język , chyba że pytana byłam personalnie, a teraz w ogóle się nie odzywam, mamy temat który jest dla mnie trudny, koleżanka obok natomiast jest dużo bardziej do przodu i mnie prowadzi, więc tylko rozmawiamy między sobą bez angażowania Aurelii. O co chodzi więc ?

Wczorajsza wycieczka dała mi do wiwatu. Jeszcze dzisiaj czuję zmęczenie. Ubrałam zamszowe butki , uważając, że skoro w nocy mrozi, sucho będzie , błąd, lezliśmy przez zaorane, nasiągnięte wilgocią pola, buty oblepione slizgały się ,albo zatapiały, naprzemiennie, do kompletu miałam spodnie ala dzwony, które też przepięknie zostały ozdobione przez błotko. Godzina jazdy pociągiem w jedną stronę, ponad godzinna jazda z powrotem, czekanie na peronie też około godziny. Jak dotarłam do domu no padłam. Nawiązując do jednego z ostatnich wpisów Frau żadnych ciekawych z nazw miejscowości nie mijaliśmy po drodze, za wyjątkiem




 a z wiosennych kwiatków tylko storczyki rozwijają pączki. Na działce to co mi kwitło w ub. roku, biało żółte, przekopałam jesienią, zapominając, że coś tam rosło. Nornice, ślimaki i ja jako trzeci największy szkodnik ew!

poniedziałek, 10 marca 2025

Wiosna ach to ty

Z rańca, godzina szósta piję kawę, dobrowolnie najzupełniej, czasami wcześniej, kiedy kocur tak mi dokuczy, że zdzierżyć nie mogę, potem odpalam Duolingo, szybko przeskakuję kolejne poziomy, nie wiem jednak na ile jest to wiarygodna nauka, zwątpiłam. Ostatnio przez parę dni pomieszkiwała córa i prowadziła rozmowy w sprawie nowej pracy,i zgroza, czasami nie rozumiałam prawie nic. Córce skończyła się umowa i w sumie nie była zdecydowana co dalej, ale człek od zasobów zamiast podsunąć jej marchewkę w postaci chociaż ścieżki awansu czy niewielkiej podwyżki zaczął jej wykrzykiwać , że drugiej tak dobrze płatnej pracy nie znajdzie, że błąd wielki popełni odchodząc, co bardzo wkurzyło moje dziecię, teraz relaksuje się łażąc po Barcelonie i przesyłając mi zdjęcia okolicznej roślinności. 

Jasność nastała i ciepełko przyjazne, toteż przywitałam się z rowerem, byłam na działce, wróciwszy pokłuta niemiłosiernie. Kiedy kupiłam działkę, rosła tam róza, odchwaściłam, zasiliłam, i nagle róża wybiła do nieomal 2 metrów, jeden gruby pęd, nie znam się na różach, ale to nie tak powinno wyglądać, wyczytałam,ze można przyciąć, więc najostrzejszy sekator w dłoń i obcięłam, teraz jest niższa ode mnie, zobaczę co będzie się z nią działo dalej, chciałabym przyciąć ja jeszcze bardziej. W każdym razie mimo założenia dwóch rękawic kolce zostawiły na moich dłoniach nader wyrazne ślady.  W sobotę wędrówka w towarzystwie pięknego słońca, nieomal 20 km, panowie z torbami pełnymi cukierków, z wiadomej okazji. Wczoraj rowerek, muszę przyzwyczajać swoje cztery litery do siodełka. Miała to być krótka, góra do 50 km przejażdżka asfaltem. Pierwsza część przejażdżki prowadziła wzdłuż lasu, wracać miałam wzdłuż bardzo ruchliwej trasy i myśląc o tym zupełnie bezwiednie odbiłam w leśną drogę. Wydawało mi się, że wiem mniej więcej gdzie wyjadę, wydawało się ,słowo kluczowe, zmysł orientacji przestrzennej jest u mnie zupełnie nieobecny. Scieżka wyprowadziła mnie z lasu na jakieś pola i tam się skończyła. Cofać się nie lubię, więc poprzez te pola, po jakiejś oziminie, jedna miedza, druga, uff jest droga. Potem znowu las a potem już odpaliłam mapę, co za dużo to niezdrowo, chcę wracać do domu.

Papiery, ostatnie trzy kartony, leżą nieruszane. W pewnym momencie miałam wrażenie, że drę tnę całe swoje życie. Najnowsze lata to głównie faktury im dalej do tyłu tym papierologia się rozrasta. Cała korespondencja z zusem ,ze skarbówką obecnie w formie elektronicznej kiedyś całe segregatory papierologii. Cała masa kontrahentów, które powoli znikały. Zimowe nocne jazdy do Warszawy, na Kolejową ,czerwonym maluchem, który lubił się psuć w nieoczekiwanych momentach. Kiedyś na skrzyżowaniu właśnie w Wa-wie utknęłam, tory tramwajowe, skrzyżowanie, wszystko na mnie trąbi, a ja spocona ze zdenerwowania usiluję wożonym przez siebie kijkiem, uruchomić zdechnięty rozrusznik, woziłam ze sobą też rajstopy, bo i pasek klinowy wymagał czasem bliskiej współpracy. Mam żal do siebie, że tak poległam z firmą, że nie zorientowałam się wcześniej, że idę na dno, myślałam kolejny kryzys, parę ich przetrwałam, trzeba przeczekać. Zabrakło wizji, pomysłu i na pewno determinacji, żeby walczyć dalej. 

Obejrzałam wczoraj, nie wypowiem się o całokształcie, bo oglądałam jednym okiem, wchodząc i wchodząc z pokoju, Wonka na Netflixie, Hugh Granta jako gnoma, krasnoluda czy jak go tam zwać można, śpiewającego Umpa, lumpa, dumpa, di, da, rozbawił mnie do łez, świetny kawałek na poprawę humoru bez dwóch zdań.

Po co komu pies ?

Włascicielem psa, z którym tymczasowo wychodzę jest syn mojego znajomego. Nie lubię człowieka, chociaż nigdy go nie spotkałam, a ów znajomy ...