niedziela, 20 września 2026

7 żyć


Maciek miał niewątpliwie, raz i drugi wydawało się już po nim, potrącony, zatruty, przeszedł kilka ciężkich  infekcji, ale zawsze przychodził moment, że otwierałam drzwi od mieszkania, a tam Maciek, z godnością wielką, bez poufałości,a skądże, prosił o saszetkę, ósme życie już mu nie dane
 . Parę godzin temu jak wracałam z lasu, z grzybami, zobaczyłam tego jego niby właśiciela, w ogóle okazało się, że zupełnie opacznie zinterpretowałam sytuację, kota z mieszkania wyrzuciła jego córka, która probuje teraz wyeksmitować swojego ojca, o wszystkim opowiedziała mi sąsiadka, ja sama z sąsiadami tylko dzień dobry, ewentualnie dwa słowa o pogodzie zamieniam nie wdając się w dłuższe pogawędki. Pytam więc faceta o Macka, udało mi się kupić na promocji jego ulubione saszetki a kota od trzech dni na oczy nie widziałam, zazwyczaj kiedy sąsiadka o 6 ruszała do pracy, Maciek czekał już pod klatką, hyc i u mnie, a ostatnio pustka. Pytam się więc czy nie wie co Maćkiem , wie , kot nie żyje, nasza cicha i spokojna uliczka wraz z rozpoczęciem roku szkolnego zmieniła się nieomal w autostradę, a Maciek jak to Maciek środkiem chodził. Poryczałam się. Zdjęcie stare dosć ale tylko takie znalazłam po ostatnich porządkach, kurczy mi się pamięć w telefonie, więc powywalałam wszystko co wydawało się zbędne. 

Dzisiaj grzybobranie, wczoraj grzybobranie. Dzisiaj podjechałam mzk do stosunkowo niedaleko położonego lasku, plan był iść głownym traktem i wyjśc w miejscowości podmiejskiej, stamtąd powrót pociągiem. W lesie jak to w lesie, jedna drózka w bok, potem inna dróżka, trafiłam w takie miejsca, zryte przeokropnie przez dziki, że jak słyszałam jakikolwiek trzask, stawałam na baczność spodziewając się stada i wzrokiem skanowałam przy tym drzewa, szukając ewentualnie takiego, na które mogłabym się wspiąć. Potem jednak pojawili się ludzie, napięcie ze mnie uszło, a grzyby znikły, na domiar zaczęło coś popadywać. Czas do domu, sięgam po telefon, a tam mi nawigacja pokazuje ,ze jestem 20 km od domu i pośrodku niczego.  Do najbliższej stacji kolejowej 8, uznałam, że wolę zrobić 2,3 km. więcej ale doczłapać się do miejskiego autobusu, który jest zdecydowanie pewniejszym środkiem transportu. Przestało mnie już interesować zbieranie, chciałam tylko do domu, do przystanku doszłam w chwili, kiedy autobus znikał na zakręcie, następny za 40 min. czekać, ech pójdę na tramwaj, następne kilometry. Pod domem  w miarę jeszcze dobre samopoczucie znikło wraz z wieścią o kocie.  Wczoraj planowana była wędrówka z PTTKa, problem tylko był z powrotem, na zakończenie miała być w leśniczówce impreza, taka dla wszystkich, konkursy, grochowka itp, dla mnie nieciekawie, autobus miał być podstawiony po, a my chciałyśmy wcześniej. Wieczorem A dzwoni, że załatwiła nam transport, W nas podrzuci samochodem. Zamilkłam, dziada tak nie lubię, że jak daję słowo wolałabym mchem porosnąć na przystanku niż skorzystać z jego uprzejmości. Nie powiedziałam tego oczywiście koleżance, bo ona go zawsze  broni, tylko wydukałam ,ze jednak ta wędrówka mi nie pasuje i nie idę, zakończyłam szybko rozmowę. Wybrałam się więc na grzyby w zupełnie innym niż dzisiaj kierunku, w tamtejszych  lasach widziałam tabliczki wstęp wzbroniony, gdzie i tak wszyscy łazili, ale kiedy echa wystrzałow stały się donośniejsze, uznałam, że żaden grzyb nie warty jest zbłakanej kuli.   Doprawdy nie rozumiem co moja najlepsza kumpela od wypraw, widzi w takim patafianie. Tłumaczę sobie, że nie muszę rozumieć, że to co mnie odpycha, może ją do niego ciągnie, ścieżki ludzkich relacji są niezbadane. Zresztą ja jestem prosty człowiek, lubię proste historie, klarowne, koleżanka z mężem w tle, siła rzeczy ma bardziej skomplikowane układy. Odnośnie jeszcze męskich tematów, wspominałam kiedyś o gościu spotkanym w pociągu, od czasu do czasu dostaję od niego wiadomości z informacją o jakimś rowerowym wyjezdzie. Esemesy są grzeczne, bardzo poprawne, i odpowiadam na nie równie grzecznie, że dziękuję i również pozdrawiam, ale plany mam inne. Nie wiem czy rozpoznałabym gostka przy ewentualnym spotkaniu, doprawdy nie pamiętam jak wyglądał, ale nie sądzę abym kiedykolwiek pojechała z nim rowerkować. Twarzy nie pamiętam, ale pamiętam, że dużo opowiadał o kościele, pielgrzymkach itp. Nie, nie przeszkadza mi  to że jest wierzący, ale epatowanie  wiarą już tak. Chętnie słucham o rzeczach, o których nie wiem dużo, tylko to bywa mylące, niektórzy uznają ,ze jest to zgoda, żeby mnie nawracać, przekonywać. Niestety. Do tego facet sporo młodszy, pamiętacie tego kolegę z nieudanej wycieczki, pytał w trakcie rozmowy, gdzie pracuję, a ja na to zgodnie z prawdą, że jestem na emeryturze, spojrzał się na mnie, i patrzył przez dłuższą chwilę, jakby mi naraz rogi na głowie wyrosły. Być spławionym przez emerytkę :),tak jak kiedyś spotykałam go kilka razy w tygodniu, a czasami parę razy w ciągu dnia, tak teraz wcale, nie bedę następnego narażać na podobne doświadczenie. 


Widziałam świetny mem, pasuje do mnie jak ulał, tylko jesienią,  kobieta może swobodnie chodzic po lesie z nożem w ręku.

6 komentarzy:

  1. Na uliczce obowiązuje ograniczenie do 30 km/h, czy ktoś tego przestrzega ? a skądże. Maciuś był naprawdę mądrym kotem, rządził na dzielni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najnowsza moda, ściganie się motorami (nocą) i w dzień autami -gratami z jakimiś strzelającymi silnikami na ulicach ogólnie uczęszczanych, albo crosami i quadami po polnych i leśnych (fauna mało że jest pozbawiana przestrzeni to jeszcze musi znosić ryk silników. Dochodzą jeszcze hulajnogi i rowery elektryczne, które pędzą jak szalone. Raz mnie o mało przybrała - ja na zwykłym. Nie ma już nigdzie spokoju, nawet w lesie, i ciemności nie ma. Cała planeta oświetlona. U nas na krótkiej ulicy postawili dwie dodatkowe silne lampy niemal jedna przy drugiej. Dotąd starczały trzy. Tak by można ciągnąć, aże strach 🫣

      Usuń
    2. Hałas jest wszechobecny niestety, a dla części spoleczeństwa im głośniej tym lepiej. Ludzie jednak szukają ciszy, przeprowadzają się na wieś, a potem oburzenie i sprawa do sądu, bo kogut, po stokroć wolę koguta niż ryk samochodu.
      Lampy postawili przypuszczam na czyjś wniosek, komu za ciemno było i uznał, że ciemność mu zagraża, możliwe, że chody miał w urzędzie.
      Uwielbiam jazdę na rowerze, ale jazda z punktu a do b przez miasto to czasami mam wrażenie nieomal szkoła przetrwania. Dzieciaki jak szalone jeżdżące na hulajnogach, dostawcy i rowery , które czasami przypominają motocykle, o samochodach, których kierowcy za nic mają twoje pierwszenstwo już nie wspomnę.

      Usuń
    3. Też pomyślałam że na czyjś wniosek, mało że lampy, to jeszcze przy drzwiach zamontowali sobie długą jarzącą świetlówkę, która razi w oczy nawet jak na nią nie patrzysz. A młody sąsiad postawił w ogrodzie trzy wielkie lampy samoróbki. Taką ma fantazję ☹️
      I jeszcze taki "rodzynek", wiosną ścięli przy głównej sporo zdrowiusieńkich drzew liściastych. Trochę jeszcze o dziwo zostawili. I tak robią na okrągło, a najbardziej przeszkadzają im takie trochę dzikie zarośla, nie mają dla krzewinek litości. Teraz "czekam" kiedy rozłupią trzy przepiękne wielkie kamienie wapienne leżące w polach. Chciałam już kiedyś perfidnie w urzędzie o to zapytać.
      Ulało mi się, ale staram się tak:🙈🙉🙊 bo niczego nie zmienię, tylko nerwy tracę. Ale czasem się nie da.

      Usuń
  2. Zabić tę francę!!! 😖 😡 🤬

    OdpowiedzUsuń

7 żyć

Maciek miał niewątpliwie, raz i drugi wydawało się już po nim, potrącony, zatruty, przeszedł kilka ciężkich  infekcji, ale zawsze przychodzi...