Czyż nie pisałam kiedyś, że rzadko kłamię i że nie lubię ? Hm, każdy ma jakieś złudzenia dotyczące własnej osoby. Wczoraj rozpoczęły się zapisy na rajd, moja brać rajdowa dowiedziała się że nie jadę, esemesy, telefony, wiłam się jak piskorz. Cóż miałam powiedzieć, prawdę, że finansowo zle stoję ? Ludziom, których widuję dwa razy do roku ? A w życiu ! Nawet tych dwoje, z którymi jestem w miarę blisko raczej nie ma pojęcia, skryta jestem i nie zwierzam się z podobnych problemów. To jest w cholerę upokarzające, a ja honorowa jestem i nie przyjęłabym pomocy, pożyczki itd. Za pracą się rozglądam, w teorii w każdym razie,już nawet zaczęłam znowu rozważać sprzątanie, ale przyszły te upały, pamiętam jak się czulam doszczętnie wyczerpana, nawet na czytanie nie miałam siły, nie i nie. Elaborat esemesowy otrzymałam od W, w którym przeprasza mnie za niestosowną, jak do niego teraz dotarło propozycję i prosi o wybaczenie, ze nie miał nic złego na myśli, pitu, pitu. A już prawie zapomniałam o sprawie. Uznałam że odpowiem w kilku słowach niecenzuralnych, bo grzecznie to ten człowiek nie rozumie. Zawahałam się jednak wspominając koleżankę, z którą zimą się za rączkę prowadził, jego mam w niewymownej części, ale na kumpeli mi zależy, dzwonię do niej, rozmawiamy sporo, ale tematy scisle osobiste, intymne nigdy nie były poruszane, więc wyobrażam sobie jej zdziwienie kiedy słyszy, powiedz mi czy co cię łaczy z W ? odpowiada z wahaniem, że od dwóch miesięcy słowa z nim nie zamieniła i jej nie przeszkadza gdybym...Smieję się i mówię, że odwrotnie, chcę być bardzo nieuprzejma. Koleżanka mityguje mnie, że nie tak, że powinnam docenić, że przyznał się do błedu że faceci to wolno myslą...Parę godzin póznej dzwoni do mnie i mówi, że nie powiedziała całej prawdy.Ze z W od czasu do czasu bywają ze sobą, aż jej się znudzi, albo nawinie się ktoś ciekawszy, po jakimś czasie znowu się spotykają, mężatka :) Szczęka mi opadła, jakiś brakujący klocek wskoczył na miejsce. Nie rozumiałam wcześniej ,za chiny ludowe, że kiedy teoretycznie interesował się mną, lekceważył nie tylko moje nie, dziękuję, nie, nie chcę ale także oczywiste sygnały pozawerbalne. Bo jeżeli ktoś się odsuwa od ciebie, wyrywa rękę, krzyżuje ramiona, zaciska usta, odpowiada lakonicznie i najkrócej jak się da, to pień by zauważył, a jemu jakby moje zachowanie wcale nie przeszkadzało. Czyli w tym czasie kiedy koleżanka miała przerwę w relacji z nim, on pokazywał jej ,ze są inne kobiety, które może obdarzyć swoją uwagą ? Popieprzone . Przeszył mnie też zimny dreszcz, bo a nuż gdybym odwzajemniła zainteresowanie i zaangażowała się ? Zaczęłam polegać na swojej intuicji od czasów małzenskiej dramy. Wiedziałam, nie wiedziałam, czułam, że coś jest nie tak, ale mitygowałam się kładąc to na karb bujnej wyobrazni, kiedy próbowałam rozwikłać wątpliwości pytając męża, ten mnie wyśmiewał, mówiąc że za dużo czytam i od tego głupieję, a moja rodzina i koleżanki uważały że mój obecny eks jest wspaniałym , wprost cudownym meżczyzną, toteż przekonana byłam, że popadam w paranoję. W grupie rowerowej do której należę, tez się dzieją ciekawe rzeczy. Koleżanka, nie mająca nic wspólnego z rowerami , dzwoni któregoś dnia, wiesz jest coś dla ciebie. Wycieczka na Podlasie w całości dofinansowana a przeznaczona dla osób z niższymi dochodami. Jako że następnego dnia było spotkanie grupy rowerowej, uznałam że nie będę dzwonić, dowiem się u żródeł. Nie musiałam o nic pytać, trwała potężna awantura, okazało się że żadnych wolnych miejsc od dawna nie ma, z dotacji skorzystała raczej elita finansowa grupy, wcześniej bedąca w Szwecji, teraz ta okreslona grupa wróciła z wysp. Rzecz była załatwiana po cichu, a że jednym z warunków dofinansowania było umieszczenie ogłoszenia to sprawa się rypła. Jako, że jeszcze nie zdążyłam przyzwyczaić się do myśli że mogłabym jechać nie czułam szczególnego rozczarowania, ale część grupy pominięta nie kryła żalu i oburzenia. Dla mnie osobiście nie fajny był fakt, że na to Podlasie pojechały osoby w ogóle nie związane z klubem, żony, przyjaciele. W rezultacie niektóre osoby zrezygnowały z uczestnictwa, niektóre planują utworzyć własny, byłam agitowana do przystąpienia do owego:) Zle się czuję w atmosferze pełnej niedomówien i wzajemnych pretensji i raczej to nie jest miejsce dla mnie, w czasie gdy elita była na wyjezdzie, a ja pojechałam z pozostałymi na miejscu ludzmi nad jeziorko, było zdziwienie będziesz się kąpać, naprawdę ? powtórzone kilka razy, potem kiedy towarzystwo usiadło przy stolikach, a ja uznałam że będę wracać, sama ? , popatrywano na mnie jakby mi róg na czele wyrósł :)
Jak się dobrze przypatrzeć, Maćka widać, w mieszkaniu na parterze pojawił się wilczur i kot, który poprzednio polegiwał pod klatką ,teraz zajął bardziej bezpieczne stanowisko obserwacyjne, w oczekiwaniu na przyjście bufetu, czyli autorki powyższego postu :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz