poniedziałek, 20 lipca 2026

obrazki

Ciemno, wiatr siecze deszczem, a chwilami gradem z ogromną wsciekłością, mrok rozszczepiają  tylko  błyskawice i zaraz za nimi ciągną się  grzmoty, od których szyby drżą. Gdyby ktoś przypadkiem zajrzał na balkon na czwartym piętrze zobaczyłby doszczętnie przemoczoną postać w pomarańczowej, ociekającej wodą koszulce,  która podczas  krótkich przerw pomiędzy grzmotami uprawia coś w rodzaju szalonego tańca z doniczkami w rękach.    Obudziła mnie burza, zobaczyłam jak  wiatr wymachuje we wszystkie strony zawieszonymi kwiatami, i to byłby pikuś, doniczek tylko kilka wisi, ale ten grad, zgroza mnie ogarnęla na widok moich pięknych pelargoni rosnących w korytkach ,odcinanych przez grad. Korytka wiszą po drugiej stronie balustrady i pelargonie są zwisające, metra długości może nie mają, ale te 60, 70 cm. na pewno. Splątane wzajemnie ze sobą, przeplecione z balustradą, ciężkie jak cholera, nie byłam w stanie ich wysunąc z metalowych obejm, na bosaka, na posadzce, grad nawalał mi po twarzy, kiedy widziałam błyskawicę, chowałam się pokoju, bo pioruny waliły jakby prosto nade mną, po chwili, kiedy cichło   znowu na balkonie wyszarpywałam kwiaty z obręczy.. Do tego kocur, nie boi się burzy, a skądże, nie podobało mu się tylko że coś mu  sierść moczy, ale widząc mnie biegającą, uznał to za rodzaj zabawy i wraz ze mną na balkon i z balkonu, slalom pomiędzy nogami, a przecież slisko było Kiedy w końcu wszystko stało już w środku, zasnęłam bez żadnych wspomagaczy. Od pewnego czasu planuję jeden z wolnych dni przeznaczyć na Jeziorak, ale nie składa się nijak. Najpierw pieruńskie upały, potem w dni wolne deszcze, a że tam miejscami ścieżka jest przy samym jeziorze i nawet kiedy wszędzie jest sucho, tam rower grzęznie to znowu ten weekend nie był własciwym czasem. Uznałam że robię dzień gospodarczy, na balkonie wiadomo sajgon, w pokoju równie pięknie, ziemia i kawałki pourywanych kwiatków, ale najpierw trza iść po żarcie dla kotka, ma napady , zre tylko jeden rodzaj karmy, obok innych siedzi, nawet nie spojrzawszy 1. Wychodzę, spotykam po drodze siostrę z Barim, prosi, chodz ze mną kawałek, Bari cię bardziej słucha. Idziemy, rozmawiamy, pytam się jakie ma plany na dzień dzisiejszy, opowiada, słyszę Dobrzyń nad Wisła, gdzie nigdy nie byłam, a chciałam, oko mi błysło i pytam cokolwiek niepewnie czy mogłabym pojechać z nimi ? Niepewnie, bo odkąd odpuściłam okazywanie urazy, historia ze spadkiem i nieuczciwe zagrania, relacje między nami się poprawiły, aczkolwiek to dalej delikatna kwestia.  Pewnie, że możesz jechać, ale za 35 min mamy pociąg. Zrobiłam w tył zwrot, kiecka z grzbietu ląduje na podłodze, spodnie, strój kąpielowy, była wzmianka o jeziorach, ręcznik, woda, kotu nałożyłam coś innego, trudno mówię mu; zjesz ,albo nie zjesz, z głodu raczej nie umrzesz. Do piwnicy i na rower wio. Ledwie dotarłam na peron, ściana deszczu, czy coś przeciwdeszczowego wzięłam ? ależ skądże. Do pociągu wraz z nami wsiadał pewien pan, który przysiadł się do mnie i prowadziliśmy miła konwersację, na koniec pan namawiał żebym się zapisała na pielgrzymkę rowerową, pięknie jest zachwalał i nie męcząco 60 km przez cały dzień, co godzina przerwa i modlitwy :) Mam go zapisanego w kontaktach Adam z pociągu, religijny z wykrzyknikiem. Nie dyskryminuję nikogo ze względu na wiarę, ale trza być ostrożnym :) 


 

Skępe, nadal leje i to jak, schroniliśmy się w sanktuarium, oglądamy, suszymy się, deszcz troszkę jakby zmalał w kwestii obfitości, kafejka, kawa. Jedziemy, trasę sister wybrała od jeziora do jeziora. Kąpiel, wracamy znowu przez Skępe nad następne jezioro i znowu kąpiel. I potem jeszcze raz. W Dobrzyniu jest wspaniały punkt widokowy, Wisła w ogóle nie wygląda jak rzeka.                            



 Potem kierunek Włocławek, jechaliśmy Wislaną trasą rowerową która zapewnia moc doznań, czyli piachy, kamienie, wąwozy, rozpadliny, trzeba było przenosić rower i po opadach błocko, dużo błocka, tak że do Włocławka dotarliśmy pózno i wracalismy do domu nocą, a ja bez świateł. Sady przed Włocławkiem; kilometry drzew oblepionych wiśniami , a nawet czereśniami, czasu nie było bo pociąg, ale pobuszowałabym :)      

Wpis dzisiejszy miał być o zgoła czymś zupełnie innym, o ludziach trzymających władzę :) i o konfliktach, ale nie sądzę żeby temat przebrzmiał, więc może następnym razem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

obrazki

Ciemno, wiatr siecze deszczem, a chwilami gradem z ogromną wsciekłością, mrok rozszczepiają  tylko  błyskawice   i zaraz za nimi ciągną się ...