Tak obładowana wracam od pewnego czasu z działki, a dopiero w piątek dowiozłam trochę peonii do własnego wazonu. Rozdaję po drodze, znajomym i nieznajomym; kiedy ktoś się zachwyci i skomplementuje urodę kwiatów, albo jak np. jedna babeczka, spytała czy może powąchać, bo kocha ten zapach, wyciągnęłam cały pęk żeby tym zapachem mogła nasycić się dłużej. Ludzie się cieszą i to jak, jedna z osób goniła mnie( nie chciałam wziąć),próbując dać mi własnoręcznie robione mydełka, inna wcisnęła mi kawę, te próby rewanżu nieodmiennie wprawiają mnie w zakłopotanie. A peonie kwitną tylko przez chwilę.
Orientację zmieniłam, seksualną ! koleżanka, która wszędzie bywa i wszystkich zna poinformowała mnie, że słuchy chodzą, że ponoć jestem lesbijką.Trzymam się tylko z dziewczynami, szczególnie z jedną, a jak mnie jakas męska osoba probuje dotknać to się wzdragam, wypisz wymaluj homo :) Jednocześnie poczułam rozbawienie i złośc, rozbawienie, wiadomo , złość, bo ktoś coś chlapnie, wiadomo kto, a inni powtarzają bezrefleksyjnie, przecież w każdej plotce jest ziarno prawdy, czyż nie? A zresztą gdybym miała skłonności do tej samej płci, to co ? Nie wolno mi ? miałoby mnie to jakoś stygmatyzować ? Niechęc do dziada nagle stwardniała i przybrała rozmiary głazu. Dzwoni koleżanka, inna, z wędrówek, przyjdziesz w sobotę na wycieczkę ? Chyba nie, odpowiadam będzie W, nie mam ochoty na jego towarzystwo, e tam, mówi, przecież nie ma już powodu, żeby cie zaczepiać, wyjaśniłaś sprawę wyjazdu, będziesz przez niego rezygnować z wyjścia, no weź. Poszłam, dochodzę do grupy, ktos mnie ciągnie za łokieć, odciągając w bok w celu ważnej rozmowy. Jestem niespotykanie spokojny człowiek :) dużo rzeczy trzymam w sobie, ale jeżeli pokrywka mocno zaciśnięta a ciągle dokładane jest do ognia...Kiedy znowu miał mi do powiedzenia cos waznego podczas marszu...uznałam ,ze za chwilę nie wytrzymam, nie używam przekleństw, niezmiernie rzadko w każdym razie, ale miałam ochotę krzyczeć ku...odpie...się! na cały głos. Nie krzyknęlam, cicho powiedziałam prowadzącej że odłaczam się od grupy, byliśmy gdzieś w lesie, nie wiadomo gdzie, poszłam przed siebie, och, to był podmiejski las, góra parę km w każdą stronę...więc wielkie błądzenie mi nie groziło.
Orientację jednak zmieniam w stosunku podejścia do ogrodkowania. Moją koncepcję wyboru roślin porzucam bo inaczej każdą chwilę spędzę na pieleniu, normalnie garba się dorobię, a satysfakcji z wielogodzinnego kleczenia trudno oczekiwać. Więc to co słabo, albo wymaga sporej pracy w utrzymaniu niech sobie znika, a to co się rozrasta samo z siebie niech rośnie. Np. jeżowek nie mogę utrzymać, a taki jastrun, posadziłam , jedną czy dwie sadzonki i proszę :) Że to nieomal jak chwast ?ale jaki ładny...



Sympatyczne to obdarowywanie peoniami i ślicznie rower zdobią 🙂 U mnie już prawie koniec, deszcz je zmiętolił, a w ogóle mało zakwitło, nie wiem dlaczego.
OdpowiedzUsuńTeż tak pokombinuję, żeby się mniej urobić, bo sił brakuje na wszystko.
Jak ludzie lubią takie sensacyjki. Jak posucha to sami sobie stworzą. Nieważne, że nawet w to nie wierzą i że Cię to boli...
Piwonie, peonie, petunie, begonie - jak Ty to wszystko rozróżniasz?!
OdpowiedzUsuńW dodatku wszystkie wyglądają tak samo.
UsuńJakie cudne kwiaty! I peonie i jastrun! Chciałabym mieć tyle peonii, żeby móc je rozdawać :). Na razie mam jedną sporą kępę, ale plan jest taki, żeby dosadzić inne odmiany. Uwielbiam peonie! A ogród od dawna mam prowadzony według metody "róbta co chceta", czyli co chce to rośnie, a co nie chce to państwu już dziękujemy. Mniej stresu i mniej roboty :).
OdpowiedzUsuń