Siedziałam sobie w czarnej dziurze, wyłączywszy się nieomal . W mojej niewielkiej przecież rodzinie zle się dzieje. Któregoś niedzielnego południa ja z jednej strony, inni z drugiej szliśmy wzdłuż brzegu Wisły szukając, czego ? Śladów, przedmiotów bliskiej osoby. Nie umiem i nie chcę o tym teraz pisać.
Miałam w przeszłości epizod kiedy stałam na krawędzi. To było wówczas gdy małżeństwo mi się rozpadało. Dotarło do mnie,nagle i nieodwołalnie ,że niemożliwe jest dalsze życie z moim wówczas jeszcze mężem. Że mieszkanie z kimś kto bez przerwy kłamie ,obwinia o wszystko i jest zdolny do najgorszego świństwa nie ma racji bytu, z drugiej strony nie umiałam wyobrazić sobie niczego innego. Tak cierpiałam, że zrozpaczona, którejś nocy wstałam, wsiadłam w samochód, zaparkowałam naście km za miastem i wlazłam na tory. Zaczęło grzmieć, lać, a ja w krótkiej koszulce stałam coraz bardziej zmarznięta, pociągu ani śladu (potem sprawdziłam, w tamtym kierunku nocą pociągi nie jeżdzą ani wtedy ani teraz). W pewnej chwili byłam tak przemoczona i zlodowaciała ,ze jedyną moją myślą było ogrzać się, więc szczękając zębami, wróciłam do samochodu; zamiar odkładając na pózniej,w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające okoliczności ;).
Zaczęłam wychodzić z domu nieomal na silę. Długo nieodbywany marsz z petetekiem, 20 km, ledwo dałam radę, pod koniec to juz nieomal tylko siłą woli szłam. I Niespodzianka, która ukuła mnie zadziwiająco mocno, mój pan dotykalski za rączkę z inną. Aż po powrocie usiadłam zastanawiając się o co kaman. Czy na jakimś poziomie nieświadomie zainteresowana byłam. No nie, facet nie z mojej bajki. Zbyt nachalnie, bez żadnego wyczucia przekraczał granice przestrzeni osobistej, a rozmowy z nim, rany, długo i rozwlekle rozwijał wątek, kiedy ja np. oczekiwałam krótkiej, konkretnej odpowiedzi. Przypuszczam że pewnie trochę ego ucierpiało, że taka zastępowalna jestem a dwa żal,zazdrośc , tęsknota, że komuś dana jest bliskość i intymna relacja z drugim człowiekiem. Ano coś za coś.
Najbardziej pomogła mi uspokoić mysli nauka. Dołożyłam sobie dwa dodatkowe języki i skupiwszy się na rozumieniu i poznawaniu nowych słówek przestawałam się dręczyć. Taka mantra dla szarych komórek. Na duolingo przygarnęłam również matematykę w celu szybkiego nabijania punktów i uuups, ułamki o róznych mianownikach zmogły mnie i zmusiły do szukania na youtubie tłumaczenia, zaznaczam że maturę z matematyki kiedyś tam zdałam.
Ledwo zaczęłam wyłazić ze swojej dziury, dostałam esa od dziecka, które bywa w Polsce 3 razy w roku. Z wielkim pytaniem i info, że ciotka E chodzi po ludziach i opowiada o tym jaka podstępna i zdradziecka wywłoka ze mnie. W pierwszej chwili zamarłam, gdzieś w środku byłam przekonana, że kiedyś E przyjdzie do mnie i przeprosi. Wygląda na to ,ze dzieje się dokładnie odwrotnie. Przyszła kiedyś też do mojego e-xa, który wyśmiał jej rewelacje, na co zagroziła pieniąc się, że sprawa do prokuratury trafi. Smieszne, ale i straszne, bo ona już przedtem wytoczyła dwie sprawy sądowe innym znajomym, i skarżyła się że korupcja i kolesiostwo straszne, a ja współczująco kiwałam głową. Jakieś zaburzenie psychiczne ? Efekt jest taki, że jak ktoś się na mnie dłużej gapi, to się zastanawiam czy to znajomy mojej koleżanki. A taka porzundna kobita była, zasłyszane. Może z powrotem do dziury ?
zdecydowanie nie do dziury.
OdpowiedzUsuńHejka,sorry nawet do Twojego bloga ani razu nie zajrzałam, chociaż nie wiadomo skąd, ale mam wrażenie, że i Ty mierzyłaś się z trudnymi chwilami. Trzeba mi nadrobić zaległości.
OdpowiedzUsuńjakiś taki zły czas ostatnio...
Usuń