środa, 20 listopada 2024

Deszcz

 W miniony czwartek jak wiadomo, albo i nie wiadomo, bo ja np. do tego roku żyłam w błogiej nieświadomości istnienia tego dnia, był dzień seniora, i z tej okazji nasza zacna pkp urządziła promocje, wszystkie pociągi pośpieszne, expresowe za jeden zł polski. Przypomnę, że nadal nie pracuję, więc grzech nie skorzystać. Gdybym jechała sama, zaszalałabym, ale chęć wyraziła koleżanka, i nie chciała bardzo daleko. Padło na Olsztyn, w którym ona nigdy nie była a i ja tylko przejazdem. Myślałam, żeby rowery ze sobą zabrać, ale H nie była tym pomysłem zachwycona, więc odpuściłam, na całe szczęście zresztą bo to byłaby prawdziwa masakra. Ledwo wysiadłyśmy z pociągu zaczęło mżyć, potem padać , raz trochę mniej, raz trochę więcej za to nie przerwanie przez dzień cały. Obeszłyśmy najpierw jezioro Długie, leżące nieomal przy Dworcu Zachodnim, urokliwe i z alejką dookoła, z kładką pośrodku łączącą oba brzegi, potem podmoknięte już dosyć zahaczyłyśmy o mcdonalda, potem łaziłyśmy po starówce ,zamek , kościół, muzeum. Standard. Co mi się rzuciło w oczy, wszędzie schodki w prawo , w lewo, na dół , do góry, i Łyna, płynąca przez całe miasto, nawet w deszczu ,cudna. Jedna kawiarnia, druga, ubrana byłam w ciepłą nieprzemakalną kurtkę, ale w pewnym momencie jak zaczęło mną telepać, to nie odpuściło przez kilka następnych dni. Przypuszczam, że to przez łeb, na który nie wzięłam czapki, a kaptur zakładam w ostateczności, i spędzenie całego dnia z mokrą głową w temp. około 2 stopni wywołało taki, a nie inny efekt. Wydaje się komuś, że ciągle młody jest, he, he...Jako, że ze względu na pogodę chodziłyśmy mocno przyśpieszonym krokiem, zostało nam jeszcze sporo czasu do pociągu, a niedaleko następne jezioro Ukiel, więc podążyłyśmy w tym kierunku. Zaiste super pomysł, w zmierzchającym już dniu, podczas lejącego deszczu, nad samym jeziorem zaczeło jeszcze ostro powiewać, ale były tam były przeróżne mola, łódki ,plaże i szłyśmy i szłyśmy nie widząc nieomal drogi przed sobą. A powrót ? Kiedy się nie pamięta , bo ciemno jak w dupie Maryny , która to ścieżka do cywilizacji wiedzie. Gdyby nie komórka , pewnie zostałabym tam zamarznięta na amen. 

   Piszę tego posta od dwóch dni, przedwczorajszego wieczoru, zapukała sąsiadka z wielkim talerzem ciacha, wiadomo trzeba pogadać, więc wieczór i nastrój do pisania minął. Mam świetną sąsiadkę, razu jednego mój kot się do niej wślizgnął i nie bawiąc się w delikatne słówka, obsrał i obrzygał jej łóżko, i kapę z fotela, on czasami tak ma. Ktoś inny aferę by zrobił, a ona kiedy zbierałam te brudy żeby je wyprać , z ręki  mi wyrywała , bo jej pościel i do niej należy to pranie.  Wczoraj wkurw mnie na życie wziął i ochoty do skończenia tychże wypocin żadnego cienia nawet nie miałam.

Wracamy do deszczu. W sobotę wybierałam się na wycieczkę, fajna miała być w moich leśnych klimatach, ścieżkami którymi do tej pory nie szłam, ale kiedy rankiem wyjrzałam przez okno , krople zobaczyłam, a ciągle jeszcze czułam w kościach czwartkową wilgoć i jako ,ze na miejsce zbiórki musiałabym wyjść ze dwie godziny wcześniej, takie lipne połaczenie podczas weekendu mam, odpuściłam. W zamian udałam się w wędrówkę po sklepach, są wyprzedaże cebulek, a wyobrażanie sobie ogrodu pełnego kwitnących  tulipanów i innych takich dobrze mi robi. A że ja jak wspomniałam nie pracująca, więc oszczędzam i szukam okazji. A propos oszczędzania, jedna ze znajomych zaproponowała mi udział we wspaniałej wycieczce, Emiraty Arabskie, kilkanaście tysięcy, zdusiłam śmiech w zarodku. Podziękowałam grzecznie i powiedziałam ,ze ta destynacja nie leży w zasięgu moich zainteresowań podróżniczych, co nawet kłamstwem nie było, bo dysponując taką kwotą na wyjazd wybrałabym zdecydowanie inny kierunek.      W niedzielę miałam wyjście na koncert, szłam niechętnie bo wyjście w tłum, zawsze mnie nieco stresuje, ale fajnie było, Kayah, Mariusz lubomski , Koteluk, Kalush Orchestra i inni, trochę żywiołu, trochę poezji. Ubrałam płaszczyk, żadne z nakryć głowy mi do niego nie pasowało, więc bez, parasolki też nie wzięłam bo miałam ze sobą maluchną torebusię. Chciałam się ubrać nieco odmiennie niż zazwyczaj, więc nie spodnie ,tylko wyciągnęłam czarną szmizjerkę nie noszoną od kilku lat, wlazłam w nią o dziwo, aczkolwiek z oporami, brzuszysko tylko szpeciło całokształt, zaczęłam szukać gaci korygujących, kupiłam je kiedyś kiedy nosiłam rozmiar34/36, jak to człowiek nasrane w głowie ma. Wychodzimy po koncercie na zewnątrz a tam leje deszcz, przechodzący w śnieg z deszczem, tramwaj nam uciekł, poszłyśmy zatem na inny przystanek i znowu po chwili wyglądałam jak zmokła kura i się trzęsłam z zimna, bo i kiecka raczej krótka. A kiedy wróciłam do domu ,dygocząc okazało się że zamek na plecach się zaciął, sąsiadka wyjechała i znikąd pomocy, 15 minut walczyłam z ciasną kiecką nie mogąc się od niej uwolnić, aż w koncu zrobiłam łańcuszek z agrafek i zaczepiwszy o koniec zamka to ustrojstwo, po którymś pociągnięciu w końcu odzyskałam wolność. Kiecka wylądowała w pawlaczu na następne parę lat. A dzisiaj o dziwo nie pada...

  

2 komentarze:

  1. a Ty zdrowa jesteś czy cie rozłozyło po tych przygodach. Mam nadzieje że wszystko ok.
    Ja bym kiecke nożyczkami zdjęła :-0

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam u Ciebie i wycofałam się ukradkiem, nie umiejąc przywołać słów niosących otuchę. Przy czym wszystko jest trudniejsze o tyle, że musisz znaleźć w sobie siłę, żeby wspierać drugą osobę, pogrążoną w żałobie.
    Katar mi został na pamiątkę, a kiecki szkoda, taki ponad czasowy ciuch i pięknie modelujący figurę.

    OdpowiedzUsuń

"Gdybyś innym ptakiem był"

Moje stare kości czują wczorajszy wypad rowerowy. Ok. 70 km. i aż tak, żeby mnie wszystko bolało, żarty doprawdy jakieś. Na wycieczce piesze...