niedziela, 14 czerwca 2026

Zmokła kura


Plotki poruszyły mnie chyba bardziej, niż to przyznawałam, bo kiedy w tygodniu zaczepił mnie ten gość mieszkający w bloku mamy, że w pobliskiej miejscowości jest impreza rowerowa i czy nie chciałabym pojechac z nim, zgodziłam się bez namysłu. Zaskoczona potem sama przed sobą usprawiedliwiałam się, że trzeba dać ludziom szansę i a nuż zyskam towarzystwo do rowerowych wojaży. Liczyłam, na cóż to ja liczyłam ? że facet będzie miał np. więcej ikry, kilkanaście lat młodszy. Okazało się że najstarsze klubowiczki z wędrówek, czyli lat 80 około, mają sto razy więcej ikry od owego jegomościa. Pojechaliśmy, pogoda  byle jaka, w powietrzu wisiał deszcz, pytam się P: wziąłeś coś na deszcz, och nic nie mam, i przez cała drogę; co to będzie jak zacznie padać, najpierw żartowałam, że zmokniemy, potem wyschniemy, w miarę ciepło było, dalej przeżywał, będzie padać i będzie padać. Dam ci swoją deszczówkę," nie nie", nie wyjechaliśmy jeszcze z miasta myślę, człek widocznie nie lubi bardzo jechać w deszczu, , albo ma fobię, zaproponowałam może wrócimy, jak tak obawiasz się zmoknąć, nie, nie. Dojechaliśmy, kieruję się prosto do biura zawodów, zapisać się i wziąć numery, P ciągnie mnie za ramię, wiesz nie wezmę w tym udziału bo coś tam no i deszcz będzie padał :)  To po co tu przyjechaliśmy? pytam już trochę zirytowana .Gdybym wiedziała, że przejedziemy całe 30 km, to w ogóle nie ruszyłabym się z domu. 30 km to robię kiedy jadę na działkę i z powrotem i np. robię szlak biedronkowy. Kiedy są fajne promki na kocie żarcie, a w pobliskich owadzich sklepach tylko etykiety wiszą, towaru niet, ruszam na obrzeża miasta, gdzie towar z promocji pręży się dumnie. Może tam koty nie są trzymane w domach i ich nie karmią kocim żarciem ? Wracamy, może zrobimy kóleczko tak chociaż 20 km jeszcze, proponuję, zgadnijcie co odpowiedział :)  Ok to wracamy prosto do domu, dopiero wtedy nieomal zaczęłam warczeć. Przyczepił się do mojego roweru, zaczeło się od tego ze przechodziliśnmy przez nasyp kolejowy, wysoko usypany, takie drobne kamyczki, niestabilne pod nogami . Trzeba było szybko przechodzic z rowerem  trzymanym u góry, szybko bo a nuż pociąg zza zakrętu, i stęknęłam kilka razy. Ale ty słaba jesteś, zaczął kpić. Tłumaczę się że rower do lekkich nie należy. To czemu nim jezdzisz, kup sobie coś lepszego, powinnaś mieć inną kierownicę, więcej przerzutek. Do mojego roweru przywiązana jestem bardzo, więc poczułam się tak jakby mnie krytykował. Ponadto byłam na wielu imprezach rowerowych z ludzmi tak zakręconymi rowerowo, że głowa boli i posiadającymi sprzęt wartości kilkudziesięciu tysięcy, i nie mówię tu bynajmniej o elektrykach i nikt nigdy słowa mi złego nie powiedział, a ten tutaj poucza wrrr...Jestem w domu, godzina pózniej esemes z godzinami i miejscami następnych wycieczek rowerowych ! Przysięgłam sobie po ostatniej historii, że gdyby coś, to już żadnych uników, udawania, że nie rozumiem podtekstu, przeczekiwania, bo w końcu się znudzi. Od razu jasno sytuację wyjaśnć, bez względu jak malo komfortowe i niewygodne jest dla mnie samej.  Piszę coś, nie wysyłam, bo może za ostre słowa, znowu coś klecę, nie, nie tak. Odłożę, może pózniej mi coś zgrabniejszego do głowy przyjdzie. Potem sie upominam, znowu to robisz,metoda na strusia: głowa w piasek. "Jestem bardzo zajęta, nie będę miała czasu na rower". Wyślij, uff. 

Tydzień miałam trochę wolniejszy od obowiązków u mamy, planowałam działkę doprowadzić do ładu. Ha, nie byłam na niej cały ten tydzień.  Wizyty u lekarzy, odkładane w nieskończoność, kurcze wracam stamtąd zawsze taka zmęczona, jakbym tonę ziemniaków przerzuciła. Nawet  głupia wizyta z prośbą o wypisanie środka nasennego. Próbowałam przez telefon, ależ proszę panią takich tabletek nikt pani przez telefon nie wypisze. Rzadko biorę, ale czasami nie mam wyjscią, kiedy na przykład  mam kumulację i śpię dwie, trzy godziny przez kilka nocy i jestem zombie, i w tym stanie usiadłam na swoje okulary,połamane. Poszłam z nimi do jednego, drugiego optyka, którzy kręcąc głowami, nic z tego, nie da się naprawić. Proszę spojrzeć na półkę , tu ma pani podobne, 1000 zł. I już nie muszę wymyślać pretekstu do nie wyjazdu na jesienny rajd, finansowo jestem zablokowana  amen. kropka. Wizyta po receptę, liczyłam na 5 min. siedziałam z godzinę. Przyjęła mnie młodziutka rezydentka która poszła po poradę do bardziej doświadczonego lekarza. A nuż uzależniona jestem, a przecież moja ostatnia recepta na tabletki jest sprzed trzech lat. Bo raz rzadko biorę, a jak biorę dzielę na okruchy. Powinna iśc pani z tymi kłopotami do psychiatry, bo może to depresja. Możliwe, a może jednak nie, za kązdym razem jednak jakoś sama zbieram się do kupy. Na działkę pojechałam dzisiaj raniutko, trawa taka wysoka. Lapię za kosiarkę, nie muszę mieć pięknego trawnika, ale że na rabatach hulaj dusza, to trawnik trzeba uładzić. Nagle lunęło, biegusiem chowam kable, kosiarkę, kucam pod drzewem przeczekując i pielę rabatkę, nie pomna że moje ciuchy zostawione na fotelu przed domkiem zamieniają się w mokrą szmate, a w butach pływają liście. Jako że deszcz nie przestaje, decyduję na powrót i wtedy dociera do mnie mokrośc sytuacji :) Działkowy strój upaprany w zielone błocko nie nadaje się na przejazd przez miasto , więc zakładam ociekające wodą spodnie, wkładam nogi do wody, wróć do butów...     Zdjęcia; łaka przy polnej drodze, kwiatki z balkonu i pomidorki koktajlowe, za chwilę będą dojrzewać.





3 komentarze:

  1. O, a moje pomidorki jeszcze nawet nie kwitną. Towarzysz wycieczki faktycznie nieszczególnie się spisał :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie ci mężczyźni, herosy...😁
    W marcu nasionka pomidorków wciskałam do ziemi, z tęsknoty za wiosną, mam duże okna wychodzące na południe, więc sobie rosły:)

    OdpowiedzUsuń
  3. po takich przygodach działkowych u mnie bankowo zapalenie płuc. jak nic. kfiatek fioletowy balkonowy śliczny, co to?
    wymiękł koleś normalnie. ... i jeszcze złośliwy czy niedouczony?
    Poważna ty musisz sobie młodszego chłopaka, towarzysza znaleźć, bo ci równolatkowie do stópek nie sięgają :-) poważnie piszę, tak z dyszkę młodszy co najmniej, serio.

    OdpowiedzUsuń

Zmokła kura

Plotki poruszyły mnie chyba bardziej, niż to przyznawałam, bo kiedy w tygodniu zaczepił mnie ten gość mieszkający w bloku mamy, że w poblisk...