piątek, 23 stycznia 2026

Od szycia do picia

 krótka historia. Sikorki wyjadły, wydziobały raczej, nieomal cały zapas słonecznika, więc bilet w dłoń i kierunek rynek. Na rynku jest także świetny szmateks, sama nie za bardzo umiem wyszukiwać, ale rzeczy ,która koleżanka tam kupiła warte są zachwytu, tyle ,ze w takiej temperaturze i po przerzuceniu jednej kupki czułam ze zamarzam,zesztą nie mam cierpliwości nawet w bardziej komfortowych warunkach, po 15 min. zazwyczaj mam dosyć wszystkich ciuchów na świecie, złapałam tylko ala bieżnik, kwieciste mazaje,bez konkretnego kierunku wzoru. Uznałam, że go przetnę w połowie, zszyję dłuższymi bokami i na stolik będzie jak znalazł. Na ten stolik potrzebuję dużo nakryć, piję przy nim kawę, podjadam no i kocisko ma tam ulubiony punkt obserwacyjny na podejrzanego osobnika, czyli  mnie, więc kocie włosy non stop, a po pobycie w kuwecie na tymże stoliku wylizuje sobie to i owo, mimo mojego sprzeciwu i walki z tym zwyczajem. Pasmanterię mam w barku, kolorowe nici, igły, szpilki, tasiemki, guziki, jest tego trochę. Pod tylną scianą barku, stoją grzecznie alkohole, są to wysokoprocentowe trunki, w takich grubo ciosanych szkłach, stoją sobie od lat. Pamiątki z czasów pracowych. Kiedy jeżdziłam na targi, robiąc zamówienia, do zamówień handlowcy dołączali suveniry. Najbardziej lubiłam bony Sodeho, wiadomo mogłam za nie kupić to co sama chciałam, zdarzała się i biżuteria,zegarek Atlantic mam do tej pory, najwięcej jednak było alkoholi, przeróznych. Wydawałam to potem w formie prezentu. Ostało mi się na dzień dzisiejszy parę butelek wódki, jak mniemam nie psuje się ? i jedno wino, kompletnie niewymiarowe, które przy szukaniu choćby centymetra, przestawiałam z jednego boku na drugi, i teraz mi spadło na nogę. Wkurzyłam się na siebie, po co ja to trzymam, dobrze, że się nie rozbiło. Rękę z winem trzymam już nad koszem, a może otworzę, a nuż jest dobre. Po chwili siłowania się z korkiem, który złamał się w połowie, wącham, delikatnie próbuję. Wino jest wytrawne, lekko cierpkie z goryczką, smakuje mi..Przez trzy dni wypiłam może jedną piątą butelki, jak dobrze po tych kilku łykach się zasypiało, kładłam głowę na poduszki i już. Fantastyczne uczucie, niestety po paru godzinach budziłam się z takim łupaniem w łepetynie, ,ze jedna tabletka to mało ,zeby ten łomot uciszyć. Może nie dbam o siebie jak powinnam, np. nie biore przepisanych lekarstw, w mniemaniu całej rodziny jestem zdrowa jak koń, ale bez przesady. Nie będę alkoholu przegryzac prochami. Wino odstawiłam, koleżanki nie lubią wytrawnych alkoholi. Kawę niedopitą wylewam do kwaśnolubnego kwiaciorka, czy któreś z nich by zniosło podlanie winem ? Chyba powątpiewam.    Jutro wędrówka, pożyczyłam raczki, jak wspomnę te ostatnie wygibasy na leśnej drodze przypominającej lodowisko to mi się zimno i ciepło robi jednocześnie. A nie chce mi się wcale, planowałam trochę schudnąc a siedząc w domu jedno ciasteczko, drugie ciasteczko,za chwilę nie ma całej paczki; beznadziejna jestem . Wieczorem koncert, o którym też myslę z niechęcią. Oby do wiosny. Zastanawiam się czy posadzone chwilę przed tymi grudniowymi mrozami tulipany mają szansę zakwitnąć ?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od szycia do picia

  krótka historia. Sikorki wyjadły, wydziobały raczej, nieomal cały zapas słonecznika, więc bilet w dłoń i kierunek rynek. Na rynku jest tak...