Wydawałoby się, że w pewnym wieku wypadałoby być stateczną osobą, rozważną i mądrzejszą nieco, niestety nic z rzeczy powyższych mnie nie dotyczy. Mądrość ? A owszem wiem ,ze nic nie wiem, rozwaga, stateczność, możliwe, że w trumnie owej rozwagi nabędę, jako że dzisiaj wpis kwiatkowy będzie, przykład mojej rozważności z działki przytoczę. Wzięłam się dnia pewnego za drzewa, tzw.wilczki. Postawiłam taboret, na niego z niemałym trudem ustawiłam pieniek leżący w chaszczach, drzewo wysokie, drabina? A komu chciałoby się drabinę tachać dla paru gałązek. Wyłamałam parę dostępnych gałęzi, parę jednak było poza zasięgiem moich rąk, więc na paluszkach próbowałam stawać, to podskakiwałam i tak to od moich tańców na pieńku, pieniek rozpadł się na dwie części, stary, spróchniały, jakby ktoś się nie domyślił jeszcze, na szczęście rozpadał się na tyle wolno, że zdążyłam mocno gałęzi się chwycić i w ostatniej chwili nogę zarzuciłam do góry i tak siedziałam na drzewie stabilnie i całkiem bezpiecznie. Na działki, kiedy do pracy nie idę jeżdżę rano, i o tej porze w mojej alejce żywego ducha nie ma. Siedziałam tak z godzinę, kiedyś bym skoczyła, ale od czasu wypadku, wiem jakie kruche bywają kości, coraz bardziej zdesperowana i w końcu pojawił się 90 letni sąsiad, ten na moje okrzyki w pierwszej chwili nie zareagował, potem załamał ręce i po chwili przyciągnął drabinę i mnie uwolnił, normalnie mój książę.
Bardzo lubię kosmosy, delikatnie tańczą na wietrze, praktycznie bezobsługowe, same się wysiewają i nie wchodzą w żadne relacje ze ślimakami.Podobna rzecz ma się z nachyłkami, ale do nich mniejszą symatię czuję, chociaż urody im nie brak, ale nie trzymają pionu i nachylają się jak na trawnik, to nie mogę tam dobrze skosić, jak na grządce to rosną w takim poplątaniu, że do chwastów nie mam dojścia.parę dalii ocalało i parę cynii, cynii to nawet więcej niż parę, rzutem na taśmę ocaliłam sporo obsypując niebieskimi granulkami i teraz dopiero większość dochodzi do siebie.Rudbekię kupiłam w ubiegłym roku w postaci trzech listków, jeden był złamany,za całe 5 zł, spodobał mi się obrazek wciśnięty do doniczki, dopiero w domu doczytałam, że nie zimuje, no coż obsypałam go korą i tadam! Kwitnie tak od połowy czerwca i czasami go macam, bo nic się w wyglądzie nie zmienia, żeby sprawdzić czy on nie sztuczny.
Też z odzysku, ale ta różyczka od razu poczuła czaczę, miesiąc temu wsadzałam smętne, żółtawe listki.A to albo lewizja, albo gazania, nie chce mi się w tej chwili szukać, z całej doniczki siewek ostał mi się jeden dorosły. A na balkonie niespodziankaWiosną wyrzuciłam amarylisy do śmietnika, od dwóch lat nie kwitły kierdy i uznałam,że kończę z nimi, po chwili widząc jakie dorodne cebule niektóre mają wyciągnęłam je z kosza i z powrotem do ziemi wsadziłam.
Byłam na wycieczce, więcej na takie krótkie, czyli 10 km nie chodzę, za dużo starszych osób, ktoś mi wytknie, młódka się znalazła, no ale takie tempo spacerowe to nie na moją skrzywioną psychikę. I cóż, pan W, z którym już wydawało się wszystko ok, więc rozmawiałam z nim jak z każdym innym znajomym, w pewnym momencie kiedy szliśmy obok siebie złapał mnie za rękę!
Te... nachyłki, czy jak im tam, podobają mi się najbardziej. W ogóle uwielbiam żółte kwiaty. Chciałabym kiedyś dostać wielki bukiet z samych żółtych kwiatków.
OdpowiedzUsuńGdybyśmy się kiedyś spotkały, co jest zapewne mało prawdopodobne, acz nie niemożliwe, proponowałam Ci niegdyś podwózkę z Torunia do Ciechocinka, zerwę dla Ciebie wszystkie żółte kwiaty z ogrodu.
OdpowiedzUsuńSprytna jesteś, że udało Ci się na drzewo wciągnąć w tym dramatycznym momencie. Kara należała się że posiedziałam trochę na tym drzewie, widzisz trzeba było jednak drabinę wziąć a nie żeby starszy pan ja tachał 😃
OdpowiedzUsuńTo raczej instynkt przetrwania, na dole, pod drzewem leżały grabie, motyka, sekator i inne takie, które skutecznie zniechęciły mnie do upadku. Starszego pana i mnie było szkoda, tym bardziej, że jego drabina jest ciężka i duża, a on z laseczką chodzi.
OdpowiedzUsuńNajwazniejsze ze wszystko dobrze skończyło się. Ogród masz piękny, też dla mnie urokliwe są kosmosy.
UsuńMam nadzieję, że kiedyś ten ogród na prawdę będzie ładny, w tej chwili ma tylko akceptowalne fragmenty.
OdpowiedzUsuńDałabym mu z liścia! Temu W.
OdpowiedzUsuńIrytuje mnie nawet przez internet, nachał jeden. :-)
A Twoje ślimaki mają inne upodobania smakowe niż tutejsze.
Moje pomrowy ( o nie, nigdy, one nie są moje, w życiu nie chciałabym posiadać, być w kontakcie, mieć do czynienia ze stworem tak durnym i wstrętnym ( i tu należałby otworzyć kolejny nawias, konkurencja przemawia, nie lubię ich, bo żrą to co ja chcę sama zeżreć, albo mieć ) ) żrą kosmosy, nachyłki, dalie i wszystkie inne nieprawdopodobne rośliny, o których czytam na internecie, że są ślimakoodporne.
Nie lubię konfliktów, unikam. W. należy do trzonu grupy, chodzą i przyjaźnią się od lat co najmniej kilkunastu, a wśród nich jest parę osób z którymi dobrze mi się chodzi i gada więc no cóż, przyjmijmy, że to nie jest poważny problem, raczej coś w rodzaju brzęczącego komara.
OdpowiedzUsuńPomrowy wydawałoby się, lubić powinny mięsistą zieloność, a kosmosy i inne podobne, listki mają pierzaste, delikatne, ale że u mnie częstowały się aksamitkami, które odporne są zazwyczaj na ataki fauny to już niczemu się nie dziwię. Konkurencja powiadasz, a może podobieństwo dusz :)
Nie chcę, naprawdę nie chcę nawet myśleć o możliwości podobieństwa pomiędzy pomrowem a człowiekiem. Ale trafiłaś w czuły punkt, bo podobieństwa generalnie są, niestety.
UsuńTo żart miał być, kiepsko wyszło.
UsuńŚlimory są ohydne i inwazyjne, aczkolwiek i one mają prawo do życia.
Ciebie podejrzewam o wrażliwość i kilka innych cennych cech, które gdzieś tam przebijają przez Twoje słowa.