piątek, 2 sierpnia 2024

Wkurzyłam się

i chwilę potrwa zanim mi nerw opadnie. Zadzwoniła K i zimnym głosem oznajmiła, że dostała info, że nie byłam w pracy i burdel jest i pełne kosze. Słucham jej pretensji, przez chwilę próbując zrozumieć o co biega. W końcu przerwałam jej w pół słowa, że dzwoniłam do niej uprzedzając, że mnie nie będzie, że mogę przyjść dzień wcześniej, w tym biurze "bywam" dwa razy w tygodniu, i zrobić swoje, zgodziła się, a teraz upierała się, ,ze wcale nie dzwoniłam, aż zaczęłam  cytować jej słowa z poprzedniej rozmowy i w końcu przyznała, że zapomniała, i nie uprzedziła biura. Nie zależy mi na tej pracy i prawdę mówiąc gdyby nie kocisko, które tylko pstrągi żre i żarcie z wyższej półki to nie dorabiałabym w ogóle. Aczkolwiek K jako szefowa,chociaż zakręcona czasami jak świński ogonek, w porządku jest, mam swobodę, płacone na czas i kiedy potrzebuję mieć wolne nigdy nie robi problemu. Ale co się nasłuchałam... Koleżanka poprosiła mnie, żebym ją odebrała z kliniki oddalonej ok. 2 godzin jazdy. Ona sama na wywczasach i ktoś ją miał tam zawiezć, a ja po zabiegu odebrać. Wieczorem przyniesiono mi klucze od samochodu, wcześniej tylko upewniłam się,że nie automat, nie jezdziłam takim wcześniej. Zdziwiona patrzyłam na plastikowy prostokąt zastanawiając się gdzie u licha jest wichajster, którym uruchamia się silnik, nie rozwiązałam zagadki i w końcu telefon do znajomego, faceci wiedzą takie rzeczy, który przyjechał i pokazał, a rzecz polegała na naciśnięciu w odpowiednim miejscu ha ha ha. Pojechałam siedząc za kierownicą,w obcym, dużym samochodzie ,sztywno jak kij od szczotki, jadąc najszybciej 80 bo 5 bieg mi nie wchodził. Na miejscu okazało się, że koleżanka zabiegu nie będzie miała, bo opryszczka i lekarz powiedział nie. No i tak to dzień zmarnowany, dodatkowo opeer dostałam, aczkolwiek okoliczności trasy były urokliwe, Bory Tucholskie, aż korciło, żeby wysiąść. Koleżanka zła, czekała na ten zabieg prawie dwa lata. 

Czy jutro pójdę na wycieczkę, nie wiem. N i e mam się w co u b r a ć. Ma być gorąco, a krótkie  a nawet 3/4 spodnie odpadają, purchli już wprawdzie na nogach nie mam, ale skóra jest ciągle podrażniona, i gdybym ja  znowu wystawiła na ostre słońce mogłoby być całkiem zle. Jeansy w upał mnie odpychają, luzne, przewiewne ,a'la satyna nie nadają się do siadania po rowach. Miałam kiedyś świetne bojówki, ale porozcinano mi je na SORze, kupiłam niby podobne, te jednak tylko dobrze wyglądają chwilę po założeniu, swieżo wyprane i wyprasowane, dwie godziny pózniej przypominają bezkształtne szmaty, do tego dosłownie spadają mi z tyłka (rozmiar na metce 36). Nie to ,ze ja się bardzo przejmuję swoim wyglądem, do tej pory zakładałam byle co, byle wygodne i adekwatne do pogody, i nie chodzi tu bynajmniej o pana x ,tylko o dwie panie. Kiedy zaczęłam brać udział w wycieczkach, starałam się porozmawiać w celach poznawczych z każdym uczestnikiem, dwie panie okazały się nastawione negatywnie, nie przejmowałam się, wiem ,ze niektórzy do zmian, do akceptacji nowych osób w otoczeniu potrzebują więcej czasu, pózniej raz i drugi znowu próbowałam zagaić rozmowę i odbierałam od nich wyczuwalną negatywną energię. Teraz więc traktuję je niczym słupki na drodze i omijam. Kiedy jest więcej osób, idziemy grupkami, ja  z przodu, one zazwyczaj z tyłu i kontakt jest minimalny. Ostatnio jednak było niewiele osób i siłą rzeczy trzymaliśmy się razem no i za każdym razem kiedy mówiłam, wygłupiałam się, widziałam jakie robiły miny, jak wywracały oczyma. Nie mam potrzeby być lubianą przez wszystkich ,ale to było dość deprymujące. Więc muszę wyglądać dobrze, aby się pewniej czuć i prawie do galerii weszłam aby coś nabyć, w ostatniej chwili popukałam się w głowę, głupia ty i zarządziłam odwrót.

4 komentarze:

  1. Bywa że się nie zestraja, nie konweniuje i nie latają fluidy i masz dobre podejście. Robota sodatkowa żeby karmić kota podróżować i leczyć kota...znam to.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wolałabym hamerykanskie podejście hello i pocałuj mnie w dupę przykryte szerokim uśmiechem niż taką jawną niegrzeczność. Odnośnie Twojego postu, nie chciałam się tam rozpisywać,no nie cierpię świnek skarbonek w żadnym wydaniu. Kiedy z księgarenki przekwalifikowałam się w sklep papierniczy miałam w ciągłej sprzedaży świnie artystyczne, świnki kiczowate, metalowe, plastikowe, ceramiczne no jak dla mnie badziewie, które niestety klienci chętnie kupowali

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)))) ale moje sa robione przez dzieci i są świetne. a mnie wszystko jedno czy świnki czy zyrafki...ważne, ze maja wyraz artystyczny. charakter wymalowany na twarzy. uchwycony. no dobra każdy czegoś tam nie cierpi, prawda?

      Usuń
    2. Łaskawaś :)
      Wizyta w bibliotece skończyła się fiaskiem, żadnej ze wspomnianych przez ciebie pozycji nie ma...

      Usuń

"Gdybyś innym ptakiem był"

Moje stare kości czują wczorajszy wypad rowerowy. Ok. 70 km. i aż tak, żeby mnie wszystko bolało, żarty doprawdy jakieś. Na wycieczce piesze...