Mam na balkonie. Sikorkowe dzieci siedzą w kwiatach, i na podstawkach, na półkach od regału, ale co najgorsze beztrosko ćwierkolą i podskakują na posadzce, a kotu tylko oczy się świecą, co jakiś czas głośno krzyczę, nie wiem co o tym myślą sąsiedzi, krzykiem nie chcę straszyć kota, ale ostrzegam ptaszki, kiedy widzę jak kocur czołgalskim zasuwa w kierunku drzwi balkonowych. Kevin w ogóle urozmaica mi życie, oprócz ptaszków żywiołowo interesuje się świerszczami, nie wiem skąd się biorą, ale co chwila jakiś pojawia się w mieszkaniu, a kot nie spocznie póki nie dopadnie. Którejś nocy gwałtownie usiadłam na łóżku obudzona głośnym hałasem. Książki mam poupychane w różnych miejscach, czasami tak byle jak, i kot skacząc pod sufit za zielonym stworzeniem zwalił taki stosik blisko mojej głowy. Chowam więc w bezpieczne miejsce okulary i komórkę, zamykam lapka, a część książek poprzenosiłam na podłogę, pózniej pomyslę co z nimi zrobić.
Wczoraj wybrałam się na wycieczkę z petetekiem. Pierwszy raz od wielu tygodni. Ciśnienie mi się nieco podniosło, kiedy minutę przed odjazdem autobusu, pojawił się bohater jednego z moich postów. Jednakowoż potem, po paru km. marszu ciśnienie mi opadło, a poczucie porzucenia przyjęłam z dumom i godnościom osobistom. W ekipie pojawiła się pani w kusych spodenkach i mini topie, i wspomniany pan dotrzymywał jej towarzystwa, nie zwracając na nic innego uwagi. Pani wyglądała sympatycznie i kontaktowo, nie to co ja wcześniej, łypiąca wokół złym okiem. Szłam jak chciałam, rozmawiałam z kim chciałam, swoboda i luz. Rozczarowana tylko deczko trasą byłam. Pojechaliśmy bowiem do Ciechocinka, więcej w tym roku tam się nie wybiorę, myślałam, że będziemy wracali przez lasy, ale przewodnik ładnie mi wytłumaczył że nielzia, bo to poligon, i drony latają, dwie osoby mogłyby przemknąć ale taka grupa i co on by w sprawozdaniu napisał ? Więc szliśmy nieomal śladem ścieżki rowerowej, tylko ścieżka wiedzie wzdłuż wałów, a my szliśmy po wałach co stworzyło trochę inną perspektywę. Niby tylko 20 kilometrów, ale jeszcze czuję w nogach, ostatnio jakby mi tyłek przyrósł do siodełka i mało co chodziłam, usprawiedliwiam się upałami, które nie najlepiej znoszę. Jedno zdarzenie nieco mi humor zwarzyło, natknęłam się na swoją eks przyjaciółkę, udała,że mnie nie widzi, jakby powiedzenie mi cześć ujmę miało jej przynieść. Wkurzyłam się i przez chwilę miałam ochotę wykrzyczeć jej, że durna jest i bezmózg, ale ostatecznie gryzłam się w język. Przyszło mi do głowy, że to pretekst był, może znajomość z takim antychrystem jak ja zaszkodziłaby jej w zasłużeniu na zbawienie. Ostatnio już cierpliwości nie miałam do słuchania jej bajań w temacie pierwszego świętego najwielebniejszego ojca Rydzyka i drugiego w kolejności prezesa. Próbowałam zmieniać temat, a kiedy nie działało słuchawki do uszu. Może więc ja nie byłam dobrą koleżanką.
zacznę od końca, koleżanka jest do kasacji normalnie. I to Ty powinnaś jej nie znać na ulicy i nie odbierać telefonów. Serio. Masz teraz powód: FOCH :-))) i spadówa.
OdpowiedzUsuńoraz my mamy problem z kosami durnymi budującymi gniazda w takich miejscach, że nasza Lucynka już łapki zaciera.
Za to sikorki mamy co roku w pompie, która jest bezpieczna.
Moje koty jedzą WSZTSTKO. świerszcze też. blee
Nie tak. Nie oceniam ludzi wg. tego czy wierzy, jak wierzy, w co wierzy, takoż samo opcje
OdpowiedzUsuńpolityczne. Z jednej i drugiej mogą być fajne osoby, z jednej i drugiej złamasy.
Fanatyzmu tylko nie trawię w jakiejkolwiek formie, czy jeżeli chodzi o religie czy inne jedynie słuszne poglądy. E. była naprawdę fajną babką, więc się martwię.
Trupka znalazłam na balkonie, co było do przewidzenia, aczkolwiek przez parę godzin nie mogłam patrzeć na kocisko, a w domu, parę godzin po odkurzaniu depczę po odwlokach świerszczy.