piątek, 28 czerwca 2024

Wypadki

 chodzą po ludziach. Środa, dzień bez pracy, pojechałam więc raniutko na działkę, potem już za gorąco na wszelkie prace rolne. Po drodze uznałam, że wstąpię na cmentarz, tam żywe kwiaty posadziłam,  od czasu do czasu trzeba podlac krzaczki. Jechałam naokoło, więc inną drogą niż zwykle. Trzeba przeciąć ruchliwą dwupasmówkę, oddzieloną wysepką przed następnymi pasami w przeciwną stronę. Przejście dla pieszych połączone z przejazdem dla rowerów, przed pierwszym ciągiem ulic, samochody widząc, że chcę przejechać zatrzymały się, wjeżdżam na wysepkę,i widzę, że samochody nie zwalniają na mój widok, więc łapię za hamulec ..rower nie hamuje. Przez tę sekundę, kiedy uświadomiłam sobie, że nie zdołam się zatrzymać i widok pędzących przede mną samochodów miałam deja vu. Silne uderzenie i ja lecąca bezwładnie niczym szmaciana lalka, w następnym momencie leżąca na asfalcie, próbująca wstać, nie mogłam, zaczęłam się czołgać. Najpierw cisza była, a potem krzyki słyszałam, a najgłośniej krzyczał ten który mnie potrącił, ludzie zabiłem człowieka! Słyszałam to i się dziwiłam, przecież mi nic nie jest, nawet mnie nic nie boli, zaraz wstanę, muszę tylko trochę odpocząć.  Mając w oczach ten obraz, to wspomnienie, zeskoczyłam z jadącego  roweru, niezręcznie, w nodze ból poczułam, bach leżę. Samochody stanęły, podniosłam się i przeprowadziłam rower. Potem się otrzepałam i pojechałam dalej. Bolało mnie tu i tam, ale uznałam, że skoro jechać mogę, jest dobrze. Na działce wg planu zrobiłam pomidorom miksturę z aspiryny. No cóż pomidory to moja porażka krzaki wyższe ode mnie i taka tam gęstwina, że nie wiem czy cokolwiek  dojrzeje. Uznałam wcześniej, że skoro tyle lat na balkonie pomidory z ziarenka hoduję to wszystko wiem, ignorancja ze mnie wychodzi każdą dziurą z buta. Wróciłam do domu, wyszłam z psem, mama jeszcze w szpitalu, i już wtedy zaczęłam kuleć, ból w nodze narastał. Po powrocie ze spaceru, uznałam, że zrobię małe zakupy ale bolało coraz mocniej i szłam dziwnym krokiem boczno kulejącym, uznałam, że jednak bez względu na niedobory w lodówce lepiej mi iść do siebie do domu i poszłam coraz wolniej, coraz dziwniej się czując, stawałam przy drzewach odpoczywając, doszłam do klatki i.. ocknęłam się na posadzce. Kiedy dochodziłam do siebie, jednocześnie usiłując wstać, drzwi wejściowe się otworzyły i nade mną dały kroka nogi człowieka z ekipy remontującej jedno z sąsiedzkich mieszkań, że z ekipy to wiem, bo buty ochlapane były farbą albo inną białą substancją. Przeszedł nade mną(!!!) i poszedł dalej, a ja jako że kiedy próbowałam wstać znowu słabo mi się robiło, drogę na czwarte piętro pokonałam a to na kolanach, a to na pośladkach, z dużymi przerwami na odpoczynek. Wczoraj calutki dzień przesiedziałam w domu podpierając się przy wizytach np. w toalecie dużym parasolem. Dzisiaj nic mi prawie nie dolega i z tej okazji zakupiłam bilety na pociąg do Iławy, jak mam ginąć niech to będzie w ładnych okolicznościach przyrody.

4 komentarze:

  1. Może powinnaś te bolące części ciała prześwietlić.
    I dlaczego jesteś taka słaba ?
    No i ta znieczulica “Przeszedł nade mną(!!!) i poszedł dalej..”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że kostkę zwichnęłam, ale to było tylko stłuczenie. Omdlenie to chyba sprawa psyche, nieprzepracowana trauma po wypadku i kiedy znalazłam się nieomal w identycznej sytuacji, w chwili, kiedy mogłam pozwolić sobie na relaks, mózg odciął mnie od zasilania. Co do pana malarza wdzięczna mu jestem, że nie nadepnął, a mógł :)

      Usuń
  2. Jezusie Poważnie?absolutnie dygaj do lekarza. A moja kondycja to dramat w jednym.akcie pod tytulem: japrd jeste beznadziejna.
    Acha no jak przeczytałam co napisałam to zdebialam. Nienawidzę pisać telefonem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doswiadczalnie stwierdziłam, że nic mi nie jest jeżdżąc wczoraj i to nie było lajtowe rowerowanie, wieczorem bolało mnie to co zwykle: doopa i kolana.
      A Twoje komórkowe pisanie mnie bawi, czasami tylko trzeba się zastanowić nad tym, co autor miał na myśli.

      Usuń

"Gdybyś innym ptakiem był"

Moje stare kości czują wczorajszy wypad rowerowy. Ok. 70 km. i aż tak, żeby mnie wszystko bolało, żarty doprawdy jakieś. Na wycieczce piesze...