z tym łepem, który dokucza mi nieomal bez przerwy. Lykam prochy i jakoś funkcjonuję, jakoś to słowo kluczowe. Rozważam, w chwilach śmiechu przez łzy, połknięcie tylu tabletek, zeby przestać czuć cokolwiek, ewentualnie dekapitację, aczkolwiek samo słowo brzmi całkiem ładnie, wyobrażenie sobie efektu to już groteska w połaczeniu z makabrą. Mieszkałam kiedyś na wsi i zdarzyło mi się widzieć kurczaka po obcięciu głowy. Hamuj konie wyobrazni kobieto, wiosnę mamy, no prawie, prawie. Jakkolwiek się czuję, kiedy tylko mogę jadę na działkę szukać nowych oznak życia. Niewiele tam robię , ale widok pierwszych kolorow dobrze mi robi, jakby na przekór. Uprzejmie donoszę, że tulipany sadzone pod koniec ubiegłego roku, kiedy to wycinałam, siekierą waląc w przecinak, dołki w zamarzniętej już ziemi, pokazują pierwsze czubeczki, a myślałam już że cały mój wysiłek poszedł na darmo, kiedy tak wcześniej klęczałam nad tym kawałkiem ziemi próżno wypatrując czegoś więcej niż chwasty, sąsiadka krzyknęła,że lupę ma i może pożyczyć :). Nie jest tego tyle, ile sadziłam , ale są.
Pojechałam z mamą do biblioteki. Mama po operacji oczu nie jest w stanie czytać książek z normalnym drukiem, w pobliskiej bibliotece jest niewielki zasób ksiązek z dużymi literami, większy księgozbior jest w bibliotece dla niepełnosprawnych na starówce. Zdziwiłam się, temu życzeniu,bo mama bardzo niechętnie opuszcza swój fyrtel, cokolwiek, gdziekolwiek dalej to nie i nie. Prosta sprawa wsiąść w tramwaj, wysiąść z niego, potem całkiem niedaleko do punktu docelowego i powrót. A wróciłam zziajana niczym koń po westernie. Dojechałyśmy do miasta, przechodzimy przez pasy, tłum ludzi na tych pasach, z jednej strony bowiem punkt przesiadkowy, gdzie zatrzymuje się masa autobusów, o tramwajach nie wspomnę, z drugiej zaczyna się starówka. I na tych pasach jedna kobieta popyla na rowerze (nie ma przejazdu dla rowerów) nieomal wjeżdżając w babkę idącą o dwóch kulach. I ta potrącona pyta się czy musi pani tu na rowerze jechać, a ta ze złoscią i agresją ,a pani tu musi o kulach chodzić ?! Mama stanęła na środku i się gapi na scenkę, ciągnę ją, ale światło już zmieniło barwę i teraz z kolei samochody trąbią na mamę. Kroczek za kroczkiem, nierówne kostki brukowe doszłyśmy do biblioteki. Sama wypożyczam ksiązki w trzech miejscach, ale ta placówka jest szczególna, niczym powiew dawnych czasów. Pani za biurkiem jest zajęta, każe nam usiąść i zaczekać, podchodzimy do regałow, mama wyciąga jakąś książkę. Pani jest oburzona, zaraz podejdę. Mama stropiona siada, ja wzruszam ramionami i dalej grzebię w ksiązkach, Niepełnosprawność fizyczna nie jest tożsame z umyslową. Wyciągam książki podaję je mamie do przejrzenia i akceptacji. Kiedy bibliotekarka kończy wypełnianie papierów, na stoliku już mamy pokazny stosik, pani całą sobą wyraża głębokie niezadowolenie. Kiedy w końcu wychodzimy, przy drzwiach, grzecznie siedzi dwóch panów w kolejce, widocznie już nauczonych porządku. Biblioteka w której nie można wybrać sobie samemu ! Książki z dużymi literami są wielkości powiedzmy to encyklopedii, duże grube i ciężkie, wózek na kółkach który wzięłam ze sobą ledwo ciągnę po bruku. Nadjeżdża tramwaj, ludzi w pip, najpierw wnoszę i usadzam mamę, nie to,że sama by nie weszła, ale zajęłoby jej to tyle czasu, że niechybnie drzwi by ją przytrzasnęły w trakcie. Wybiegam po zostawiony pod tramwajem wózek, do którego przeniesienia potrzebuję obu rąk, spieszę się, bo gdyby mama odjechała beze mnie, nie wiedziałaby nawet gdzie ma wysiąść, byłby kompletny klops. Kiedyś wprawdzie zostawiłam w autobusie żwirek dla kota, a kiedy to sobie uświadomiłam, zadzwoniłam do mzk i tam mi powiedziano, że mają takie zgłoszenie i autobus wiozący ten żwirek o takim i takim numerze będzie u mnie na przystanku o 16,42. ale czy tak samo wyglądałaby sytuacja z zagubioną staruszką ? Wszyscy już wsiedli, naciskam drzwi i dygam ten wózek do środka, a tam jednej osobie przypomniało się że ma wysiąśc , "gdzie się pani tak pcha. Kompletny brak kultury", syczy na mnie, wysiadając.
Swiąt rodzinnych nie będzie. Jedna osoba napadła słownie na drugą, zarzuty były słuszne, ale forma nieakceptowalna, teraz wszyscy są obrażeni. Normalnie łagodziłabym i brała wszystko na siebie, ale że funkcjonuję byle jak, siły na te swary nie mam. Swiat się nie zawali , tak mniemam :)


Na stówę się nie zawali. A jeżeli chodzi o głowę, to pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, to "amputować". Moja Teściowa mawiała, że dobra głowa nigdy nie boli. No to ja mam złą, Ty też.
OdpowiedzUsuńNiezłą miałaś teściową 🙂
OdpowiedzUsuńJuż dawno podejrzewałam że zło we mnie drzemie, w kupie trochę raźniej.