mnie, najnormalniej w świecie. W czwartek jeszcze 22 stopnie, w piątek około 12, plus przenikliwy wiatr z popadującym deszczem, kiedy wróciłam do domu od mamy, walnęłam się na kanapę, pod kocyk z kilkoma ksiązkami i Netfixem na podorędziu i tak spędziłam nieomal dwa dni. Nie pojechałam na czwartkową wycieczkę rowerową, miała być przeprawa przez Wisłę takim ala prywatnym promem koszt ca 50 zł, kilkanaście km dalej jest przeprawa gminna, gdzie przeprawa z rowerem kosztuje całe dwa zł. uznałam że wolę te pieniądze przeznaczyć na pociąg, podczas ostatnich rozmów ze współpasażerami dowiedziałam się ,ze istnieje coś takiego jak mini regio, za 48 zł, można pojechać w tę i z powrotem, gdziekolwiek gdzie dojeżdża Polregio, bez oznaczonej godziny, wymyśliłam więc że w sobotę pojadę do Gdańska a stamtąd miejskim autobusem w kierunku wyspy Sobieszewskiej, nie byłam, w każdym razie nie pamiętam. No i pojechałam, leżąc i oglądając seriale, z ksiązęk przeczytałam dwa kryminały Szapiro z historią sztuki w tle, Fałszerka obrazów podobała mi się bardziej od Uczennicy mistrza i zaczęłam Horsta, którego już niewątpliwie czytałam, ale że niejasno pamiętam intrygę, probuję doczytać do końca. Na Netfixie, zaczęłam Lalkę i na pierwszym odcinku ją zakończyłam, może kiedyś powrócę, Jako serial , traktowany jak każdy inny nie wciągnął mnie. Nie mówię, że potrzebuję się identyfikować z którymś z bohaterów, ale chociażbym chciała trzymać za któregoś z nich kciuki, albo ,zeby któras z postaci zafascynowała mnie, ani sama , ani sama Izabela Łęcka, ani Wokulski wydali mi się nijacy, mdli ,więc jak wspomniałam odłożyłam oglądanie na kiedyś jak mi się np. będzie bardzo nudzić. Dzisiaj natomiast dreczona wyrzutami sumienia, że niczego nie robię, zaraz po siódmej wsiadłam na rower i działka. Wspominałam, że przed działkami jest niewielka stadnina koni, kiedyś pytałam się pracujących tam panów, że chciałabym trochę gówienek zebrać, a to musiałaby pani pismo do dyrektorki napisać, jasne, pomyślałam, zwracam się z uprzejmą prośbą..) Ale potem któryś półgłosem dodał, że on, gdyby nikogo nie było, wszedłby i zebrał sobie trochę tego towaru. Dzisiaj tak zrobiłam, zaopatrzona w odpowiednie rękawice i worek nawrzucałam sobie śmierdzącego dobra, a potem rozglądając się w prawo i w lewo, czy nikt nie widzi, pośpiesznie oddaliłam z miejsca przestępstwa. Czas najwyższy do zrobienia porządku w szklarni. Zakasałam rękawy, powyrywałam wszystkie krzewy pomidorów, przedtem oberwawszy mniej lub bardziej dojrzałe pomidory, pozbyłam się chwastów, potem pusciłam wodę z węża, krzaki podlewałam punktowo, a pomiędzy, gliniasta ziemia przypominała zaschniętą skorupę. Potem skopałam, potem zrobiłam ze świeżo przyniesionej ziemi kilkadziesiąt kopczyków, w miejscu gdzie rosły wcześniej pomidory i posadziłam sadzonki truskawek pozyskane z rozłogów. Podlałam, rozrzuciłam gówienka na pozostałym obszarze i znowu skopałam, jako że bez własnych pomidorów nie wyobrażam sobie sezonu, smak, delikatność, każdy inny pomidor, kupiony nawet od chłopa, zjedzony ze skórką szkodzi mi ,własne wcale, a w tej ziemi, w której rosły dotychczas zebrały się patogeny chorobotwórcze, uznałam że pozbędę się części grządki truskawkowej, więc znowu łopata, wywaliłam częśc truskawek , przekopałam, rozrzuciłam gówienka, znowu przekopałam, potem na pustym obszarze posiałam gorczycę, wg. internetu już za pózno na to, ale zobaczymy, może coś urosnie, a przy okazji trochę zdezynfekuje glebę. Tam gdzie rosły truskawki w przyszłym sezonie posadzę pomidory, a na pozostałym wolnym miejscu , narazie nie mam pojęcia. Tak że intensywną pracą fizyczną, trochę nadrobiłam zaległości. Nie wszystkie oczywiście, wyciągnęłam w piątek letnie ciuchy z szafy, czas na wymiankę, patrzę na nie smętnie i zdecydowanie już dzisiaj nie będę wspinać się na szafy po kartony z zimowymi, czy nie pisałam kiedyś o swoich problemach ze spodniami, na kupie leży ich do odłożenia z kilkanaście par, nie ma to jak wymyślać sobie problemy.
Na zdjęciu jaśmin, który miał pięknie pachnieć i mieć duże białe kwiaty, owszem jest ozdobny, ale jesienią . Odmiana taka. Kwiaciorki, których ciągle pełno. Balkon, wiewióra, która bywa codziennie i nic sobie nie robi z kota który miauczy do mnie rozpaczliwie, żębym go na ten balkon wypuściła, nie wiem jaki byłby wynik starcia wiewióra kontra kot, wolę nie sprawdzać i sikorki, burdel mam na balkonie, ale za porządki wezmę się wówczas, kiedy już wszystkie jednoroczne kwiaty wyniosę.


























