niedziela, 8 marca 2026

Swiętowałam

 


dziś zacnie, umyłam okna wychodzące na park tylko, bo nikogo osłonięta przez drzewa w oczy tą czynnością nie kłułam. Jutro może z rana machnę w pokoju córki. W tygodniu nie miałam czasu, cięzkie jest życie emeryta, doprawdy czasu brak :) Pogoda, przepiękne słońce spowodowało, że wszystko nagle nabrało tempa. Wsiadłam na rower, działka, na której w pip pracy. Człek albo się odzwyczaił, albo starzeje nieuchronnie, bo kilkugodzinne piłowanie czy grabienie powodowały, że po powrocie siedziałam otępiała na kanapie nie będąc w stanie nic więcej zrobić. W tygodniu byłam pierwszy raz na wycieczce z grupą rowerową do której się wcześniej zapisałam. Ludzie wydają się ok. stety albo niestety nie będę z nimi często jezdzić, mają zwyczaj robić popas w przydrożnych knajpach. 10 zl na byle jaką kawę, to opakowanie felixa, a ja mam ścisły reżim wydatkowy. Niestety darmowe saszetki nie przypadły Mackowi do gustu, co mam powiedzieć kotu, który miauczy pod drzwiami, Nie dam ci nic, przepiłam,  nie robi się tego kotu.  Nie zapomnę tej starszej sąsiadki, ktora każdego wieczoru krzyczała z balkonu Maciek do domu! Maaciek ! I Maciek leciał.   Babcia się wzięła i umarła a jej rodzina... Pojawiła się perspektywa pracy, z mojego punktu widzenia fajnej, prowadziłabym samochód, dzisiaj wsiadłam do onego z tremą, bo od czasu sprzedaży swojego nie byłam kierowcą, ale wydaje się ,ze to jak z jazdą na rowerze, trudno zapomnieć.  O zarobieniu dodatkowych groszy myslałam już wcześniej , styczeń, luty i prawie już miałam coś tam nagrane, ale wycofałam się. Mama, zbyt chętna do wychodzenia w najgorsze ślizgawice, obca osoba nie byłaby jej w stanie upilnować. Ile się natłumaczyłam, ile nawkurzałam, parę razy głos podniosłam bo  nerw mi się skonczył. Może się sytuacja wyklaruje, oby, zapisałam się znowu na rajd, nie powinnam, ale ,ze koleżeństwo nalegało tak bardzo, jak tam było w tym powiedzeniu o Cyganie, dla towarzystwa powiesił się czy utopił ? W tygodniu poszłam też na wykład, historia teatru zatytulowany. Ach mysłałam starożytnośc, Szekspir, którego postać ciągle wydaje się zagadką, a co było ? Nuda panie, daty i nazwiska kolejnych dyrektorów, parę anegdot, rzecz bowiem tyczyła naszego miejskiego teatru, niby dobrze wiedzieć więcej o miejscu w którym się mieszka, ale mnie fascynują duże tematy, jeżeli historia to ta najodleglejsza, kula ziemska , kosmos itd. :)   Wędrówka była cudna, żadne kwiatki się  jeszcze nie pokazały, ale drogi leśne przeschły, ptaki świergoliły, słońce żadnych zahamowań nie wykazywało, trochę ludzi na spacerach w tym te cztery piękności, oporne w pozowaniu :)

niedziela, 1 marca 2026

Wystawy

 

storczykowej w tym roku nie będzie. Przemroziłam storczyki, kilkakrotne bieganie w ciągu dnia na balkon z czajnikiem gorącej wody,bowiem zarówno sikorki jak i wiewiór oblegały poidełko z wodą, starałam się więc utrzymać wodę w stanie ciekłym, potem kot, który jakby szaleju się najadł na widok rudego kitajca, ciągle chciał wychodzić na balkon, potem jako że mróz, za moment domagał się wejscia z powrotem,  walił łapami w szybę i ciągle te drzwi balkonowe były otwierane, uchylane  i tak dookoła Macieju. Nic dziwnego,że stojące na parapecie  pędy pożółkły, pączki się pomarszczyły i tylko trochę żal.

Teatralna zwinęla mi temat, o którym chciałam  pisać, więc tylko trochę napomknę. Na zajęciach mieliśmy ostatnio poruszany  temat, prywatności i bezpieczeństwa. Nie myślę tu o "banalnych" problemach typu oszustwa na wnuczka itp., Banalne w cudzysłowiu, bo można mieć całkiem sporą wiedzę w tym temacie a i tak dać się orżnąć. Była min. mowa o skandalach, szczególnie jeden zapamiętałam, może dlatego , że przewijało się tam w kontekście polskie nazwisko. Michał Kosiński opublikował algorytm, wg. którego  aktywnością na Facebooku można było określić preferencje seksualne, poziom inteligencji, pochodzenie,wyznanie, uzależnienia, wiek ,płeć oraz poglądy społeczne, polityczne i religijne. trafnośc od 88% do 95%. Otóz tego algorytmu użyto, bezprawnie, bez wiedzy, żeby zebrać dane 87 milionów użytkowników Facebooka, rzecz dotyczyła głównie USA i krajów afrykańskich, chociaż w ten sposób zebrano również dane o 57 tys. Polaków. Wykorzystano te dane min. w kampanii prezydenckiej najjaśniejszego wszechwładcy aspirującego do pokojowej nagrody Nobla. Do brzegu, kończ to koleżanko, do czego zmierzam. Na blogach pojawił się komentator posługujący się w pisaniu sztuczną inteligencją. Pierwsze wypowiedzi miał dosyć toporne, jednak rozwija się i kształci. A ja natykając się na niego na czytanych przez siebie blogach, zastanawiałam się dlaczego i czemu to ma służyć, przecież nie o interakcję czy wymianę myśli chodzi. Wyobraziłam sobie na przykład. że to może taki uśpiony element, który zbiera dane w oczekiwaniu na coś tam. Wygląda jednak że chodzi tylko o próbę najzwyklejszego wyciągnięcia kasy, cóż jestem rozczarowana :)

Wczorajszej  wędrówce towarzyszyła przepiękna pogoda. Jeden z panów maszerował w samym podkoszulku, niektóre panie w czapkach i szalikach szczelnie owinięte, bo jak przewieje... Błocko było solidne, ale potem ognisko. Ludzie opiekali kiełbachy, a ja, wegetarianką może nie jestem, ale rzadko jadam mięsne rzeczy, wzięłam zatem ze sobą marshmallows, które też opiekałam i częstowałam chętnych. Zajrzałam dzisiaj na działkę, czego się spodziewając ? Kwitnącego kwiecia zapewne :) Nic z tych rzeczy, ziemia jeszcze zmarznięta, przyciąć należy jednak to i owo, może w tygodniu. Nie wiem jednak czy nie będę zmuszona do pozbycia się działki. Po śmierci jednego z sąsiadów, działkę kupiła rodzina z Ukrainy. Na plus trzeba zaliczyć ,ze uporządkowali teren, powynosili masę śmieci. Jednakowoż to nie są fajni sąsiedzi. Wchodząc na działkę włączają muzykę tak głośno, że nie słyszę dzwonka swojej komórki, metal ukraiński, tak łomoczący, że głowa mała. Zresztą nie chodzi tu o rodzaj muzyki, nawet gdyby to były pienia anielskie,  byłyby nie do zniesienia. Parę razy prosiłam, zresztą nie tylko ja o ściszenie dzwięków, trochę ściszano , ale następnego dnia to samo. Nie wiem czy to złośliwość czy zwykłe lekceważenie. Nie chcę wojny, kłótni, mogłabym utrudniać im życie (wredne liściki), to jednak nie leży w mojej naturze. Wybrałam  miejsce, na drugim końcu miasta ze względu na walory krajobrazowe i właśnie ciszę. Cóż zobaczymy co będzie się działo w tym sezonie, jeżeli nadal głośniki będą wywalone na full , wszelką przyjemnośc z grzebania w ziemi diabli wezmą. 


niedziela, 22 lutego 2026

Kocham

swojego listonosza. Spaceruję sobie w piątek z piesem po lasku, gdzie Bari jak to Bari szczeka,a głos ma potężny i donośny, dzięki czemu cała okolica wie,ze Bari jest i ma się dobrze i słyszę krzyk, odwracam się a tam listonosz stoi na chodniku  i macha do mnie, , mam polecony . Polecony ? Dziękuję bardzo. Wdzięcznośc czuję, ominął mnie bowiem nagły skurcz serca, przy wyciąganiu awiza. Skurcz, bo w pracowych czasach za awizem często kryła się korespondencja z US, co zawsze oznaczało kłopoty. Teraz urzędy skarbowe uczłowieczyły się, ale kiedyś, gdy babka zza okienka wyciągąła kopertę z wiadomym stemplem, miękły mi nogi. Raz nawet oskarżono mnie o przestępstwo skarbowe, nie nabiłam dwóch kopert za 10 gr. kara kilkaset zł. Jeżeli nie US to ZUS czyli papierologia bez końca, moja księgowa była do luftu, dawna koleżanka i po odejsciu  exa powierzenie jej wszystkiego to jeden z moich największych błędów przy prowadzeniu biznesu. Trzecia opcja to mandat, albo ściślej przypisane mu punkty karne, był okres kiedy brakowało mi jednego punkcika do utraty uprawnień, a przecież samochód był niezbędny do prowadzenia działalności. Listonosz oszczędził mi też konieczności chodzenia na pocztę, mam dwie w okolicy, raz odbieram list na jednej, raz na drugiej, nie pytajcie czemu, oba te punkty otwarte są w dziwnych godzinach. No i jak tu go nie kochać ? :)

Na wczorajszą wędrówkę wypięlam się , krótka i po mieście. Jeżeli krótka to dołącza sporo osób, które wolniej chodzą, i potem jest sarkanie dlaczego tak szybko, kiedy przerwa i tak w koło Macieju. I jak teoretycznie jestem oczywiscie za opcją żeby jak najwięcej osób chodziło i utrzymywało tempo wg swoich możliwośc,i tak praktycznie męczy mnie to i wkurza, a chodzę przecież po to żeby robić sobie dobrze, w szerokim rozumieniu tego słowa :) Toteż wczoraj poszłam ze zniczem w dłoni na cmentarz, rocznica śmierci taty i zrobiłam tych kilometrów dwa razy więcej niż zrobiłabym na wycieczce. Ruszanie się, czyli w tej chwili chodzenie , potem rower to dla mnie chyba najbardziej optymalna  i możliwa forma utrzymania wagi. Z dietami mi nie po drodze, nie lubię gotować. Nie jestem też w stanie odstawić całkowicie cukru, mogę próbować ograniczać ,ale tak wcale nie ma mowy, czasami zjedzenie cukierka ratuje mnie przed stanieciem na barierce balkonu :) Utrzymać wagę muszę. Mam jedną parę spodni typowo sportową, z wysokiej jakości materiałów. Chodziłam w nich na wycieczki , jezdziłam na rowerze, aż  zbrzydły mi tak, że schowałam je do najdalszego zakamarka szafy, a na wędrówki zakładałam swoje normalne ciuchy. Któregoś dzionka podczas wędrówki koleżanka patrzy na moje dzwony, które najpierw zmokły, potem oblodziły się i mówi do mnie , mam całą szafę spodni, niektórych nigdy nie założyłam, przyjdz. Poszłam, kanapa zawalona ciuchami. W czym problem, koleżanka jest s ,mała, ja dryfuję z kolei powoli acz nieubłaganie w stronę medium, wybrałam kilka par,  naprawdę świetne ciuchy, jakościowo bez zarzutu, ale jeżeli przybiorę parę centymetrów... a ciuchy dopasowane, obcisłe toleruję z trudem, tak że jak skończę pisanie do lasu marsz :) 

W Polityce  ukazał się ciekawy artykuł, o tym że człowiek jako jedyny gatunek nauczył porozumiewać się słowami, a teraz wygląda na to że powoli tę umiejętność traci. Przeciętnemu polakowi wystarcza używanie 300 słow,  pierwsze 3 słowa to są przekleństwa, czwarte to słowo ja. Mogę niezupełnie pamiętać liczby, czasopismo przeglądałam na szybko u mamy, ona z kolei czyta przez lupę, więc zanim  dostanę je w swoje ręce trochę to trwa. Czytelnictwo jakie jest wszyscy wiemy, zawsze czytając do ilu procent należę, czuję się trochę dumna, bo wszak to  elita, która czyta więcej niż jedną pozycję w ciągu roku. Niestety to poczucie wyjątkowości prysło w trakcie dalszej lektury, oznajmiono bowiem że stoimy na podium w tym negatywnym sensie, czytania i rozumienia najprostszych instrukcji.  Fakt czytasz dużo ,ale przypomnij sobie ile wysiłku kosztowało cię złożenie komody, czytałaś w kółko i w kólko i ciągle nie wiedziałaś co gdzie i z czym. Możliwe jednak że z następną komodą poszłoby szybciej. A druty ? Znalazłam w sieci piękny sweterek, cudny wprost, jako jednak że na drutach nie robiłam od wielu lat uznałam że zacznę od prostszej formy, taki nieomal pudełkowa forma, zapinana na jeden guzik z niewielkim podkrojem na pachy itd. I co ? Poległam na podkroju szyi , zmodyfikowałam sobie pewne rzeczy i teraz  te modyfikacje nie pasują mi do instrukcji, robię i pruję i nie wychodzi tak jak na obrazku i za chwilę cisnę wszystko w kąt.. .

Ostatnie obrazki zimowe, mam w każdym razie taką nadzieję. 


Tu wlazlam na zamarznięte jezioro, kusiło mnie bardzo.


Zamarznięta Wisła 

Nie zamarznieta Drweca




niedziela, 15 lutego 2026

3:30

 Budzę się i  przez chwilę przytrzymuję zamknięte powieki w nadziei, że może uda się jeszcze na moment odpłynąć. Ni w cholerę, telewizor pyk, komórka do ręki, kot wygrzebuje się spod koca, ziewa, przeciąga się i patrzy na mnie z nadzieją, pacam go w głowę, nawet sobie nie myśl, że o tej porze będę cię karmić, kocisko zwija się z powrotem w kłębek, mogę założyć się, że rozumie mnie doskonale. Nie, nie narzekam że krótko spałam, ostatnio zupełnie niezle sypiam, czasami udaje mi się przespać nawet 7 godzin w jednym kawałku, czego nie doświadczyłam od wielu lat, wg. badań demencja z alzheimerem czeka na mnie za rogiem. I rozczarowana jestem nieco, wydawało mi się że po przespaniu całej nocy będę się czuła jak nowa, może z większą energią. Guzik tam, kiedy pół nocy nie śpię, przmyslam plan dnia, rozwiązuję problemy, a kiedy tak budzę się pózno, powiedzmy o szóstej rano czuję się nieprzygotowana do życia. O piątej kawa, idąc do kuchni, podchodzę do drzwi wejściowych, zaglądam przez wizjer, czy Maciek czeka, aha na klatce zapala się światło czyli Maciuś mnie słyszy i leci. Daję jeść wygnańcowi, Kevin już obok swojej michy z godnością czeka, czasami nie czeka, czasami wykorzystuje fakt ,ze drzwi są szeroko otwarte, prześlizguje się niepostrzeżenie i leci na dół, a ja wtedy chcąc nie chcąc lezę w piżamie z włosami na sztorc, czasami aż na parter w pogoni z kotem, prosząc w duchu cichutko, żeby nie natknąc się na żadnego z sąsiadów. Dawno temu w innym miejscu, w innym bloku mieszkała taka staruszka, która w koszuli nocnej wychodziła na klatkę schodową i w nocy straszyła mieszkańców.

Wczorajsza wędrówka średnio udana, trasa prowadzona szosami i to takimi gdzie ruch samochodowy spory, kumpela bez humoru, marudziła. Przodownik pomylił trasy i zamiast 12, mieliśmy do przejścia 16, i A w kólko narzekała, że co, że jak tak można. Koniec wędrówki w Chełmnie, mieście zakochanych, mialy być jakieś atrakcje walentynkowe, występy min. Lanberry, J.Radka, Steczkowskiej, ale ja już miałam dosyć, pożegnałam grupę i poszłam sobie na dworzec autobusowy.  Na koncercie piosenek o miłości byłam w ciągu tygodnia, chór Lutnia , trochę muzyki poważnej , trochę piosenek lat 20 zdecydowanie bardziej moje klimaty. 

Teatr ? Darowanemu koniowi nie zagląda się do żadnej części ciała, prawdaż ? Wyjście postanowiłam uczcić stosownym ubiorem, w kółko spodnie i spodnie, na koncerty też spodnie, bo w tej hali gdzie się zazwyczaj odbywają tak pizga zimnem, że raz kiedyś oddałam tylko płaszcz do szatni i był to błąd którego więcej nie powtórzyłam. Czyli kiecka, wybrałam taką z szeroką spódnicą, góra bez rękawów, nie chciałam na to żadnej marynarki tylko jakiś fajny sweter żeby z pazurem, przewaliłam swoją szafę nic, albo fason nie taki, albo kolor albo sierotka Marysia. Dzwonię do sąsiadki, jesteś w domu? Jestem, masz czas ? mam, a co ? A nic, mam sprawę, sasiadka, gwoli wyjasnienia ma garderobę trzy razy większą  od mojej. Biedna, spędziłam u niej nie wiem ile czasu, kręcąc nosem, wybrzdzając, marszcząc brwi na koniec zostawiając ją z kupą rozwalonych swetrów na fotelu :) Potem zaczął padać snieżek , coraz bardziej i bardziej i wyobraziłam sobie siebie brnącą przez zaspy w cieniutkiej sukience i czekającą potem na tramwaj, który to z powodu awarii nie przyjeżdża. Nie podobało mi się to wcale więc uznałam ,ze wracam do spodni... W teatrze bawilam się, śmiałam i klaskałam. Nie żąłowałam pójścia ani przez moment. Jednak nie była to sztuka, którą sama bym wybrała. Dowcip dla mnie zbyt przaśny, zbyt dosadny, ocierający się o granicę dobrego smaku, wolę więcej niuansów i niedopowiedzeń, ale to ja, publika im" grubiej" było tym bardziej klaskała. Piękna Lucynda, głowna postać była też najbardziej nijaka i mdła i nie wiem czy wynikało to ze scenariusza i poprowadzenia tej roli . Natomiast ciotka grała bezbłednie i zachwycająco, Lucynda śpiewała a ja patrzyłam na ciotkę, która tylko siedziała i kiwała nóżką. Interesujące dla mnie były stroje. Róznorodnośc i przegląd wielu epok, niektóre suknie nieomal przeniesione z Bridgertonów, żupany  i kontusze, jeden z panów w czerwonych kozaczkach na obcasiku i w obcisłych kwiecistych portkach z torebeczką i kapelusiku po stroje współczesne, luzne szerokie portki , bluzy a panna młoda biegała w krótkich spodenkach, podobnych do tych w których  sypiam latem. Aktorzy czasami schodzili ze sceny, wspominałam ,ze w pierwszym rzędzie siedziałyśmy na srodeczku. Jeden z aktorów mial na sobie tylko kapelusz i portki nisko na biodrach osadzone, bardzo owłosioną klatę i piękny płaski brzuszek . Tymi biodrami majtał nam przed oczyma aż doprawdy nie wiedziałam gdzie mam te oczy skierować, Na pewno byłam cała czerwona, tak że tak, wrażenia były :)                                                          

Wiewiór jest codziennym gościem,  odkrywam orzechy a to w jednej doniczce, a to w drugiej, nawet w karmniku...

niedziela, 1 lutego 2026

Huhu ha zima zła


 
Zdjęcia z ub. tygodnia. Na drugim obrazku "moja" dwójka zakłada raczki, jak się kumpela gruchnęła na oblodzonej drodze i przez chwilę znaku życia nie dawała to dopiero  zimno mi się zrobiło, potem tłumaczyła że leżąc i się nie ruszając, obczajała sygnały co i gdzie ją boli:) Zepchnęłam ją potem wbrew jej protestom, że  nic się nie stało  w kierunku zwalonego pnia, żebyśmy mogły założyć raki, bo sprzęt, takie z nas gierojki, trzymałyśmy w plecakach. Natomiast w ten piątek wieczorem dostałam dziwnych boleści, przypływały falami, uznałam ,ze jeżeli się nasilą, mozliwe,że będę potrzebować pomocy, więc między jednym a drugim bólem poczłapałam do łazienki, żeby poprawić stan higieny,w razie gdyby.. a w sobotni poranek leżałam nie mogąc się zdecydować, wymęczona, słaba i niewyspana, na dworze -12 , 17 km do przejścia, zadecydował wiatr, bo na domiar pizdziło jak w kieleckim. Fakt, nic już mnie nie bolało, ale to wiatrzysko. I tak sobotę spędziłam w stroju piżamowym, wyciągając i zżerając oczywiście, bo jak inaczej przy odchudzaniu być może, wszystkie batoniki z plecaka i czytając Jadowską, wcześniej znałam jej fantastykę, która niezupełnie przypadła mi do gustu, ale o tym że pisze kryminały dowiedziałam się na prowadzonym przez nią wykładzie. Pani Jadowska pięknie opowiadała o pannie Marple i innych kryminałach, w których starsze panie z właściwym sobie wdziękiem rozwiązują skomplikowane i krwawe czasami morderstwa. Na wykłady UTW chodzę rzadko, i tylko jeśli temat wykładu mnie interesuje. Więc np. o sztucznej inteligencji omawianej przez psychologa i naukowca tak, fascynujące zresztą , na fizjologię nietrzymania moczu, diety i temu podobne nie , jeszcze nie. Mam opory przed dołączaniem do grupy samych,starszych osob, przygnębia mnie to. W duchu przecież jestem ciągle piękna i młoda, a tu natykam się na równolatków,którzy wyglądają jak wyglądaja i prawda w oczy kłuje, szydzi i się naśmiewa. Jednak nie jest tak zle, słuchacze tworzą dosyć ciekawe i różnorodne towarzystwo. Zaczęłam chodzić z koleżanką, jednak jej znajome rozmawiają podczas wykładów co mnie irytuje, stado kwok, jakby nie mogły wszelkich nowinek omówić przed czy po wykładzie, więc siadam teraz sama na drugim końcu sali, gdzie mogę spokojnie słuchać, czasami dosiada się do mnie znajomy rowerzysta z gatunku mrukliwy milczek i jest git. A propos starych kwok, muszę  oddać sprawiedliwośc,  kiedy koleżance skarżyłam ,że dokarmianie kotów, pozbawia mnie niemal każdego grosza, jedna z nich przytargała i oddała za nic, całą reklamówkę kocich saszetek. Tak że fanfary. Skoro o kotach, pozwolę sobie poobgadywać jednego z sąsiadów, tak tych, którzy wyrzucili Maćka. Smieci wystawiane na klatkę i zalegające dniami, latem cóż rozkosz dla powonienia, mały szkrab idący do przedszkola i codziennie walący kijem w poręcze,cały blok dudni, mnie to aż tak nie przeszkadza, nie sypiam o tej porze, ale wyobrażam sobie, że któryś z mieszkańców o siódmej rano jeszcze leży w łóżku, o tym że ciągle ktoś tam wierci i wali to tylko napomknę. Któregoś z minionych wieczorów, 21, ktoś wali w drzwi, nie puka, nie dzwoni, wali, ja w stroju piżamowym patrzę przez wizjer, facet w grubej kurtce, w czapce nacisniętej na oczy, bokiem stoi, nie widać twarzy. Patrzę i myślę, nikt z sąsiadów bo w kurtce, z zewnątrz? Czemu nie dzwonił domofonem ? Znajomy, rodzina, lecę do komórki sprawdzić połączenia. A ten wali, wystraszyłam się tak, że schowałam się w łazience, nie ma mnie, nie muszę być. Potem żałowałam że nie zapytałam, wyobraznia mi się rozhulała, przychodziły mi do głowy takie koncepty katastroficzne, że żeby zasnąć musiałam tabletkę łyknąć. Na drugi dzień idę po schodach i ten z dołu mnie zaczepia, czy kaloryfer w kuchni grzeje, nie wiem, w kuchni mam zakręcone kaloryfery, odpowietrzam je tylko kiedy spółdzielnia wiesza ogłoszenie ,a potem ich nie ruszam, zaraz sprawdzę mówię, i wtedy coś mnie tyka, czy to pan wczoraj walił  ? A tak przepraszam, jakoś tak wyszło (?) i Ostatni news, Maćka karmię z sasiadką ,czasami sprzątam po nim, w te mrozy sypia na klatce, fundacja zajmująca się bezdomnymi kotami leczyła go po wypadku, potem po zatruciu, ostatnio miał wyrywane zęby, dowiedziałam się ,że babki z fundacji znalazły dom dla Maćka, zapytały grzecznie o zgodę i ten stary cap odmówił !

piątek, 23 stycznia 2026

Od szycia do picia

 krótka historia. Sikorki wyjadły, wydziobały raczej, nieomal cały zapas słonecznika, więc bilet w dłoń i kierunek rynek. Na rynku jest także świetny szmateks, sama nie za bardzo umiem wyszukiwać, ale rzeczy ,która koleżanka tam kupiła warte są zachwytu, tyle ,ze w takiej temperaturze i po przerzuceniu jednej kupki czułam ze zamarzam,zesztą nie mam cierpliwości nawet w bardziej komfortowych warunkach, po 15 min. zazwyczaj mam dosyć wszystkich ciuchów na świecie, złapałam tylko ala bieżnik, kwieciste mazaje,bez konkretnego kierunku wzoru. Uznałam, że go przetnę w połowie, zszyję dłuższymi bokami i na stolik będzie jak znalazł. Na ten stolik potrzebuję dużo nakryć, piję przy nim kawę, podjadam no i kocisko ma tam ulubiony punkt obserwacyjny na podejrzanego osobnika, czyli  mnie, więc kocie włosy non stop, a po pobycie w kuwecie na tymże stoliku wylizuje sobie to i owo, mimo mojego sprzeciwu i walki z tym zwyczajem. Pasmanterię mam w barku, kolorowe nici, igły, szpilki, tasiemki, guziki, jest tego trochę. Pod tylną scianą barku, stoją grzecznie alkohole, są to wysokoprocentowe trunki, w takich grubo ciosanych szkłach, stoją sobie od lat. Pamiątki z czasów pracowych. Kiedy jeżdziłam na targi, robiąc zamówienia, do zamówień handlowcy dołączali suveniry. Najbardziej lubiłam bony Sodeho, wiadomo mogłam za nie kupić to co sama chciałam, zdarzała się i biżuteria,zegarek Atlantic mam do tej pory, najwięcej jednak było alkoholi, przeróznych. Wydawałam to potem w formie prezentu. Ostało mi się na dzień dzisiejszy parę butelek wódki, jak mniemam nie psuje się ? i jedno wino, kompletnie niewymiarowe, które przy szukaniu choćby centymetra, przestawiałam z jednego boku na drugi, i teraz mi spadło na nogę. Wkurzyłam się na siebie, po co ja to trzymam, dobrze, że się nie rozbiło. Rękę z winem trzymam już nad koszem, a może otworzę, a nuż jest dobre. Po chwili siłowania się z korkiem, który złamał się w połowie, wącham, delikatnie próbuję. Wino jest wytrawne, lekko cierpkie z goryczką, smakuje mi..Przez trzy dni wypiłam może jedną piątą butelki, jak dobrze po tych kilku łykach się zasypiało, kładłam głowę na poduszki i już. Fantastyczne uczucie, niestety po paru godzinach budziłam się z takim łupaniem w łepetynie, ,ze jedna tabletka to mało ,zeby ten łomot uciszyć. Może nie dbam o siebie jak powinnam, np. nie biore przepisanych lekarstw, w mniemaniu całej rodziny jestem zdrowa jak koń, ale bez przesady. Nie będę alkoholu przegryzac prochami. Wino odstawiłam, koleżanki nie lubią wytrawnych alkoholi. Kawę niedopitą wylewam do kwaśnolubnego kwiaciorka, czy któreś z nich by zniosło podlanie winem ? Chyba powątpiewam.    Jutro wędrówka, pożyczyłam raczki, jak wspomnę te ostatnie wygibasy na leśnej drodze przypominającej lodowisko to mi się zimno i ciepło robi jednocześnie. A nie chce mi się wcale, planowałam trochę schudnąc a siedząc w domu jedno ciasteczko, drugie ciasteczko,za chwilę nie ma całej paczki; beznadziejna jestem . Wieczorem koncert, o którym też myslę z niechęcią. Oby do wiosny. Zastanawiam się czy posadzone chwilę przed tymi grudniowymi mrozami tulipany mają szansę zakwitnąć ?



Swiętowałam

  dziś zacnie, umyłam okna wychodzące na park tylko, bo nikogo osłonięta przez drzewa w oczy tą czynnością nie kłułam. Jutro może z rana mac...