do Nałeczowa ?
Kocur doprowadza mnie do białej gorączki, każda godzina spania wszak jest bezcenna, a ten ciemnym świtem miaukoli cienkim głosem; wracam dzisiaj z działki, przemarznięta jeszcze od wczoraj, napełniam mu oczywiście miskę, potem opatulam się kocem i chwilę leżę, żeby odpocząć i ogrzać się, za chwilę znowu przerazliwe miauki. Rozumiem, że na zimę kot ma zwiększony apetyt, ale jeżeli dałabym mu tyle ile się domaga, żygałby, albo srał na okrągło, najprawdopodobniej jedno i drugie, przerabiałam to wielokrotnie.
Wstałyśmy nieomal w nocy, 3, żeby zdążyć na pociąg, padało. Odniosłam wrażenie, że cały pociąg był wprost wypchany paniami w stosownym wieku, gdzieniegdzie przemykał w postaci rodzynka przedstawiciel płci odmiennej. Nie wszyscy pasażerowie mieli miejscówki, częśc osób obsiadała poręcze, niektórzy próbowali na trzeciego dosiąść się do fotela znajomych, co skazane było raczej na niepowodzenie, większość jadących nie narzekała na niedowagę. Panie biegały, zbierały na jakieś bilety wstępu, inne sporządzały listy, po prostu wesoły autobus. Człowiekowi, który jedzie przez 5 godzin wydawałoby się, że będzie okazja do drzemki, akurat, telefony w trybie głośnomówiącym. W drodze powrotnej jedna z pań nas nawet przepraszała, usprawiedliwiając się że inaczej nie słyszy, ale kiedy z jednym rozmówcą kończyła rozmowę, zaczynała z innym, do tego para obok kąsliwie omawiająca przywary róznych znajomych i ...kanapki z jajkiem 😬. Sama miejscowośc jest urocza, park, częśc budowli w stylu zakopiańskim, no i kaczki, cała masa kaczek, kiedy podchodziło się do urządzenia w którym kupowalo się karmę leciały jedne przez drugie jak szalone, zabawny widok. Miejsce owianę historią bywających tu kiedys sławnych postaci, po parku można by chodzić i chodzić i ciągle natykać się na rózne ciekawostki. Mnie jednak najbardziej urzekły wąwozy,cudo prawdziwe, kocham taką przyrodę bezgranicznie, kolory lisci i światło przenikające przez drzewa, zachwycające, tajemnicze, nieziemskie. Mogłabym tam zostać ,może nie na zawsze, ale na pewno na dłużej. Koleżankę wymęczyłam, H jest pogodną i zgodną osobą, ale widziałam, że jest zmęczona. Pojdziemy, pytam się H, gdzieś do kafejki, knajpki, pijalni czekolady, rano lało więc ławki były mokrawe i ostry zimny wiatr nie sprzyjał siedzeniu na dworze, ale H ma jedną specyficzną cechę, jest bardzo , ale to bardzo oszczędna, nie wiedzieć czemu bo jej status materialny jest o wiele wyższy od mojego i ta cecha pogłebia się . "Nie, mam jeszcze herbatę i kanapki". Zaciągnęłam ją tylko do pijalnio palmiarni, płacąc oczywiście za bilety, bo jej szkoda wydawać nawet paru złotych, ale że było tam przenikliwie zimno nie posiedziałyśmy długo, aczkolwiek wszystkich wód popróbowałam. O mało byśmy się nie spóznily na pociąg powrotny, od dworca do Nałęczowa jest od 4 do 5 km, w zależności od wybranej wersji trasy. H już bardzo wolno szła, zaczeło padać, toteż telefon z nawigacją schowałam do saszetki i przeoczyłam skręt, kiedy sprawdziłam, okazało się że zamiast jak wcześniej było 40min. drogi pokazało się 60, a H dyszała ciężko, zapytałam się kobiety która nieopodal wsiadała do samochodu czy nie zna jakiegoś skrótu do dworca, ta popatrzyła na nas i nie wiem czy coraz mocniej padający deszcz, czy widok H ledwo stojącej, skłonił ją do zabrania nas do samochodu. Kamień z serca. Co przywiozłam jako pamiątkę ? Nikt nie zgadnie. Jak wędrowałyśmy do jednego z wąwozów zobaczyłam na skraju drogi, pośród chwastów rosnące marcinki, o kolorze, którego nie miałam. Wracałyśmy tą samą drogą, w wąwozie znalazłam nieduży, ale grubszy kijek z ostrym końcem. Spróbuję wykopać jakąs lodyżkę, pomyślałam. H stała w bezpiecznej odleglości ode mnie i najpierw, "a czy tak można", po drugiej stronie szosy jest tylko totalnie rozwalona chałupa, dlaczego nie można ? "Nie dasz rady" słyszę chwilę potem, kwiaty rosły w wysokiej trawie, pomiędzy chwastami na zboczu rowu, podłoże tworzyło twardą skorupę, po paru próbach kijek się złamał, ale kiedy słyszę "nie dasz rady" :) Udało się. Kwiatki były bardzo wysokie, mam 164 cm, sięgały mi do cycka, owinęłam wszystkie łodyżki apaszko szaliczkiem, usztywniając je i potem przez następne parę godzin targałam ze sobą co nie było sztuką łatwą. Clou zdobyczy okazało się następnego dnia kiedy wiozłam je autobusem na działkę, ale ładne chryzantemy, jakie chryzantemy ?! I dopiero wtedy zwróciłam uwagę na listki, radość mi sklęsła, chryzantemy są przecież jednoroczne ? A ja się tak z nimi umęczyłam, potem jednak poczytałam i wychodzi na to wg AI że powinny spokojnie kwitnąc przez następne lata. Ano pożyjem, uwidzim :)




























