Włascicielem psa, z którym tymczasowo wychodzę jest syn mojego znajomego. Nie lubię człowieka, chociaż nigdy go nie spotkałam, a ów znajomy jest z syna dumny. Zapłacił za psa parę tysi, jechał po niego gdzieś w Polskę i coż. Psem głownie zajmuje się jego ojciec, ale że często wyjeżdża, pies poniewiera się po różnych hotelach, psich rzecz jasna, albo przychodzą doń przypadkowe osoby takie jak ja. Sam własiciel pracuje za granicą i jak jest tydzień w Polsce w ciągu miesiąca to jest niezle. Z Barim mają tą wspólną cechę, że oba zwierzaki są nieposłuszne i oba ważą sporo, z tym że Bari to leniwiec w słusznym wieku i wyniesiono by go z mieszkania z cała jego zawartością. Freya szaleje, znajomy nadwerężył bark próbując ją utrzymać w miejscu, także zachwycona sytuacją nie jestem. Dni mam poszatkowane na wąskie kawałki, bo i Barim zajmuję się całodobowo. Rano schodzę ze swojego czwartego piętra, godzinę pózniej wchodzę, po godzinie, dwóch znowu schodzę, potem się znowu wspinam i tak do wieczora.
Cóż mam napisać o swoim wyjezdzie, wróciłam cała i nienaruszona. Jeżeli założymy, że najważniejsza jest podróż, to było niezle, do Skalnego Miasta jednak nie dotarłam. Wiadomo powszechnie że pociągi się spózniają, trąbią o tym tu i ówdzie, wiedza teoretyczna to jedno, konsekwencje z tego płynące to drugie. Zaplanowałam drobiazgowo przesiadki zakładając ,ze tu i tam czas na przesiadki 15bminut będzie czasem wystarczającym. Intercity z Gdynii do Szklarskiej Poręby pojawił się z opóznieniem ponad godzinnym, w nagrodę był wafelek i mineralna :). POnad półtorej godziny spędziłam czekając w nocy na naszym dworcu, a dworzec w ciągu dnia i nocą to są zupełnie odrębne obrazy. Bezdomni, narkomani, 10 razy w ciągu tego czekania miałam ochotę wrócić do domu. Człowiek w swoim świecie nie napotyka na taką nędzę ludzką, może gdybym towarzystwie była, odbierałabym to inaczej, a tak to czułam taksujące i badawcze spojrzenia, oceniające, czy dam czy się nadam, nabrać na litość oczywiście. Wylądowałam rano na małej stacyjce, planowana przesiadka dawno już pojechała, ha, czekałam z godzinę na następny pociąg, potem Kamienna, u dyżurnego w odpowiedzi usłyszałam; następny autobus, za dwie godziny i nie wiadomo czy będzie jechał, bo remonty i objazdy, do tego deszcz, człek sam by usiadł i popłakał, z drugiej strony, niebo się przejasniało a i samo miasteczko budziło sympatię,poszłam połazić. W końcu blisko południa wylądowałam w chełmsku śląskim, skąd miałam ruszyć pieszo. Toteż poszłam przed siebie, trasa była ładnie oznakowana, padać przestało. Nie czułam się bardzo samotna, to w borach cisza i pustka była bardziej przygniatająca, po czeskiej stronie, a to stado owiec ,a to koniki, , a to kózki, ba nawet indory mi towarzyszyły. Doszłam do granic miasta Adrspach zaczęło padać, spojrzałam na zegarek i czując już zmęczenie, nie ma co ukrywać, nieco przeceniłam swoje możliwości, chodzenie nawet po łatwych trasach w okolicach gór to jest inne chodzenie niż w swoich rejonach. 12 w jedną , dwanaście w drugą, gdyby dołożyć jeszcze zwiedzanie skalnego, hm.. dosyć ekstremalny wysiłek, i bałam się o powrót, jeżeli te autobusy jezdża losowo? zrobiłam w tył zwrot i słusznie, bo były momenty,ze ledwo nogi ciągnęłam. Planowany autobus o dziwo przyjechał, natomiast pociąg, normalka, miał opóznienie, tak to zamiast z Wrocławia odjechać po 19, musiałam czekać do 23;30. Wrocław jest piękny, już zapomniałam jak, w ogóle cały Dolny śląsk to cuda. Tak dawno nie byłam we Wrocku, że musiałam pytać o drogę na stare miasto. Łaziłam i zachwycałam się, ąz ze zmęczenia zaczęło mi się kręcić w głowie, wiec zarządziłam odwrót na dworzec. W macu wzięłam frytki i kawę i usiadłam nie przy stoliku , tylko dalej na drewnianych schodkach, było już całkiem ciemno i spod któregoś schodka zaczęły wyłaniać się ruchliwe stworzenia, szczury, jeden po drugim wychodziły żwawo, kierując się na pobliskie chodniki, przy trawnikach. Frytka w przełyku mi stanęła i przez chwilę myślałam że zwymiotuję. Przeniosłam się do wewnątrz, trudno jednak zachwycać się architekturą, kiedy siada obok ciebie jeden menel, potem następny, jaka perfumeria :( W końcu usiadłąm na betonowym stopniu przy stojącym funkcjonariuszu, nie wiem jakich służb, nieprzytomna już byłam i uff dotrwałam do przyjazdu pociągu, a jakże opoznionego :) Zamierzam, bo ja uparta jestem, jeszcze raz wyruszyć w tamte strony, ale chyba rower wezmę ze sobą, nie będą mnie wtedy interesować już żadne przesiadki, opóznienia, najwyżej od czasu do czasu będę pchac ten rower pod gorę, ale w tym już mam wprawę :)
Kamienna GóraChełmsko Śląskie















