piątek, 2 stycznia 2026

Psiapsiółek


 

Przeżył przywitanie Nowego Roku, aczkolwiek serce się krajało widząc go trzesącego  i usiłującego, mimo swych gabarytów, wpełznąć pod wannę. Nawet teraz na spacerze, w lesie, rozglądał się niespokojnie, a do odpoczynku wybierał miejsca strategicznie położone i osłonięte. Kot Maciek jak widać też przetrwał, aczkolwiek wykazuje duży dystans do ludzi, kiedyś podchodził i się przymilał, teraz obserwuje bacznie, przypomnę, był potrącony przez samochód, potem otruty, a kiedy pojawił się niespodziewanie na klatce wyglądał jak cień dawnego Maćka, teraz już prawie, prawie doszedł do dawnych gabarytów.

Nie podoba mi się ten nowy rok, gdyby to było możliwe, podziękowałabym i wróciła. Człek się starzeje nieuchronnie i bezlitośnie, niewinne dolegliwości mogą okazać się zaczątkiem poważnych niedyspozycji. Być zależną od innych, czyli od kogo ? Młodszej do głowy nawet nie przyjdzie wracać do kraju, starsza ma taki bajzel w życiu,rozpierdziela wszystko totalnie, więc absurdalna jest nawet mysl, że mogłaby w czymkolwiek  pomóc. Przekazałam jej sporą część swoich dodatkowych zarobków, i nie tylko ja, bo brakuje na czynsz, bo dzieci porzebują, a przed chwilą dowiedziałam się, że zostawiła dzieciaki bez opieki, zakazała im mówić komukolwiek, strasząc  a sama poleciała w świat, bo się jej należy. 😠.

Praca dobrze zrobiła mi na psychikę, przewietrzyła głowę,odżyłam. Cóz dotrzymywanie towarzystwa mamie a nawet przebywanie w towarzystwie moich, przecież fajnych koleżanek,ktore mają masę zainteresowań i są bardzo aktywne, można powiedzieć, przerazliwie aktywne i troszczą się o mnie, wiem wredna małpa jestem, było, nie wiem jak to doprecyzować , za mało inspirujące ? Pomimo permanentnego niewyspania, zaczęlo mi się chcieć układać sobie włosy, zastanawiać się nad doborem ciuchów, na ogół ściągam z linki czyste, poprzednie wrzucając do prania i tak na okrągło. Spotkania z ludzmi, rozmowy, wyzwania, przeciwności. Wstawanie o drugiej , żeby z zajezdni wyjechać z pierwszym kierowcą o czwartej. Nocne powroty, czasami kiedy kurs powrotny zahaczał o okolicę mojego osiedla , kierowca wyrzucał mnie na obwodnicy, i o po  północy brnęłam przez jakies łaki , laski, na skróty, coby szybciej, gdy kiedyś podczas tych  skrótów w kompletnej ciemności, królik jeden i zaraz potem drugi wyskoczył mi spod nóg myslałam, że przeżywam swoje ostatnie chwile w życiu. Czy mnie to zniechęciło ? Ani, ani. Pasażerowie po pewnym czasie, w każdym razie część z nich zaczeła traktować mnie jak biuro skarg i zażaleń, na kierowców oczywiście, na spózniające sie ale i za wcześnie odjeżdżające autobusy, na tłok, na niedziałające automaty biletowe, na brak rozkładów, na auta blokujące coś tam. Na początku próbowałam tłumaczyć i kierować pod odpowiednie adresy, nieefektywne to było najzupełniej, więc potem nawet czyste kartki brałam ze sobą i z poważną miną zapisywałam wszystkie uwagi. Ze mną i kilkoma innymi osobami, na kilkadziesiąt zatrudnionych, przedłużono umowę, co sprawiło mi przyjemnośc, bo ktoś tam docenił moją pracę. Zaraz po zakończeniu przygody w mzk, zaczełam rozglądać się za nowym zajęciem i blisko byłam podjęcia, tym razem miało być wsparcie w księgarni. Ale mama taka nieszczęsliwa, chociaż zarówno ona jak i pies byli zaopiekowani, żal mi się zrobiło i poczułam się jak taka egoistka największa, bo może to jej ostatnie miesiące, z kolei diabełek szeptał, zobaczysz, ona jeszcze ciebie przeżyje, ale ugięlam się i znowu mam wrażenie, że brnę przez lotne pisaki.Niby wykonuję jakieś ruchy, ale w gruncie rzeczy zapadam się coraz głębiej.  Któregoś grudniowego wyjścia do Biedronki dorwałam przecenione cebulki , paczki za jeden złoty, za dwa. Kupiłam, kilkanaście, dnia następnego pojechałam na działkę, akurat to było po obfitych opadach śniegu, ziemia nie była zamarznieta, oczyściłam teren z puchu, posadziłam cebulki, i ruszyłam w alejki w poszukiwaniu gałazek,sosnowych, świerkowych, żeby przykryć, przed nocnym mrozem. Usłyszałam kwilenie, dziecko, żywej duszy dookoła, tylko płacz  coraz głośniejszy. Rozglądam się i nic , dopiero po chwili zauważyłam ruch pod krzaczkiem. Biały kot, na białym śniegu, płakał rozpaczliwie. Z powrotem do siebie, na działkę, w sakwie walały mi się jakieś saszetki, które zawsze zapominałam zabrać, obydwie kot połknąl w mgnieniu oka, w momencie w którym je otworzyłam. I tak chcąc, nie chcąc, jadę, maszeruję, przez całe miasto, w zależności od pogody i czasu .Wczoraj kota nie było, dzisiaj też nie, mam nadzieję, że nic mu się nie stało. A kiedy czuję ,ze ruchome piaski ciągną mnie i obezwładniają, myslę o tym polu tulipanów, niech chociaż co trzeci zakwitnie. 

Przepraszam za brak odzewu na komentarze,odpychalo mnie niemożebnie od pisania, nawet nie zaglądałam...I'm so sorry. 

 

sobota, 18 października 2025

Ha

W wieku 60 lat usiąść za kółkiem takiej dużej maszyny to dopiero zabawa. Aczkolwiek moje dziecko obejrzawszy przesłane fotki odpowiedziało, że raczej nie wsiadłoby do prowadzonego przeze mnie pojazdu, żmija.        Całkiem niezle odnajduję się w swojej tymczasowej pracy. Lubię jezdzić, i tu mam możliwośc jazdy do wypęku. Fajne jest  też poznawanie swojego miasta z zupełnie innej strony i bywanie w takich  zakątkach do których z własnej inicjatywy nigdy  bym nie zajrzała. Nie ma nudy. Każdy dzień jest inny, każdy dzień spędzam jeżdżąc po odmiennej trasie, co oznacza też inny sort pasażerów. Na jednych liniach są to głównie uczniowie i studenci, kolorowa, barwna masa. Inne wożą szarego człowieka do pracy, w innych najwięcej procentowo jest emerytów, czasami trafiają się menelki. Raz trafiła się taka grupa, stojąca obok mnie, nieomal grupa laokoona, stojąca w dziwnych pozach, a jakie facjaty i kolory na nich, od głębokiej czerni, poprzez fiolety i czerwienie, fascynujący obrazek, niestety śmierdzący boleśnie.    Sami kierowcy... niekończący się temat. Chętnie rozmawiają, kazdy z nich opowiada swoją Historię. Głównym tematem, wiadomo jest praca, mówią o zaletach i wadach tego zajęcia, o szczególnie zapamiętanych wydarzeniach. Czemu znależli się w tym własnie miejscu, niektórzy opowiadają o swoich rodzinach, inni o pasjach i hobby. Zdarzyło się raz i drugi, kilkorgu tak  rozgadać, że z pętli ruszyliśmy z opóznieniem. Widać różnicę miedzy podejściem młodych stażem a tymi z kilkudziesięcioma laty za kierownicą. "Pani, przez 5 lat worki z gruzem nosiłem, a tu jak król siedzę i kręcę kółkiem", a kierowca bliższy mi wiekiem raczej narzekac będzie, bo kiedyś to zupełnie inaczej było.. Z jednym z panów dokopaliśmy się wspólnych znajomych i z pewnym zakłopotaniem poprosił  abym nikomu nie mówiła, że jezdzi, wcześniej zajmował jakieś  stanowisko. Tylu ludzi, tyle opowiadań, to o wiele bardziej zajmujące dla mnie zajęcie niż liczenie słupków. Na początku ciężkawo  szło, szare komórki, zwłaszcza póznym wieczorem nie chciały nic a nic współpracowac, zdarzało się,że patrzyłam tępo w rubryczki i probowałam 5 dodać do pięciu i następnie wpisywałam 11, a co? Żeby potem w domu mozolnie szukać błedu, przy okazji obdarowywując się niewybrednymi epitetami.  Przez dwa tygodnie wracałam dobrze po pólnocy, w tym tygodniu, bywa godzina trzecia w nocy, a ja siodłam rowerek i hajda do zajezdni, nocne autobusy kiepsko pasują. Mówię sobie nie marudz, lubisz przygody to je włąsnie masz. W ub.weekend coś mnie siekło, tak porządnie, szczęsciem, miałam mało godzin( mogłam mieć więcej, ale plan przewidywał jakieś dziwne dziury pomiędzy kolejnymi autobusami, za krótko, żeby do domu , za długo ,żeby siedzieć przy kawie, a spacery kiedy wstawało się ciemną nocą wydawały się dziwnie mało atrakcyjne, więc zostałam tylko przy tej wczesnoporannej zmianie) i te linie,które  obserwowałam jezdziły pustawe, siedziałam w maseczce i dużych ciemnych okularach, żeby nie było widać czerwonych oczy i czułam się niczym szpieg z krainy deszczowców,karramba., na szczęscie juz prawie, prawie czuję się sobą. Do plusów pracy niepoliczalnych w żadnym zakresie należy też poluznienie więzów, które ostatnio dusiły mnie bardziej. U mamy stałam się osobą, typu przynieś, podaj, pozamiataj, dyspozycyjna i na każde żądanie. Dobrze jest być potrzebną, nie dobrze czuć się wykorzystywaną. Gdyby jeszcze ktoś mi chociaż powiedział, fajnie,że pomagasz, czy coś w tym stylu, ale po zrobieniu tego co mam do wykonania czuję się zbędna, niczym intruz w swoim rodzinnym domu. Śmierć ojca tak bardzo zmieniła krajobraz.  Spróbuję dzisiaj na działkę wyskoczyć, nie byłam na niej, już nie pamiętam kiedy, pomidory pewnie gniją na krzakach, za dużo nie porobię, jeszcze ciut słaba jestem. Najważniejsze jednak  że nie pada, a nawet jakby słoneczko próbowało się przebić, co nastraja od razu przychylniej do świata.

sobota, 4 października 2025

Krótko

 będzie i o tym, jak człek dostaje bęcki z najmniej spodziewanej strony. Przyznaję mam problem z wyrażaniem pewnych uczuć, a także z pisaniem o nich. Owijam je więc w bibułkę, pakuję, zawijam w te sreberka. Łatwiej mi wtedy wydusić to z siebie, jednocześnie, możliwe, że w ten sposób mój przekaz staje się mniej czytelny, niejednoznaczny, mało precyzyjny.  W jakiś przedziwny sposób, moje słowa, jakieś zdanie wywołało  reakcję ,zarezonowało z powodów mi niewiadomych, u osoby, którą w ogóle nie powiązałabym z tym co piszę, jednej z najbardziej kolorowych postaci blogosfery, zaznaczam, mojej blogosfery, są to teksty ,które dobrze się czyta i światopoglądowo są mi bliskie. A czytuję sporo, nocami, kiedy ludzie zazwyczaj śpią, ja oglądam filmy i podczytuję blogi, rzadko wchodząc w interakcje. Ale czasami, czasami coś mnie skłania do refleksji, więc luzno na blogu coś tam sobie układam. Przykro mi się zrobiło, nie ukrywam, postanowiłam poczekać z odpowiedzią na komentarz aż trochę emocje odpłyną.

Pracę zaczęłam, monitoruję przepływ ruchu pasażerskiego w autobusach MZK. Praktycznie  wygląda to tak, że cały boży dzień jezdżę autobusami i wypełniam tabelki. Nie jest to ciężka praca, jednak daje do wiwatu. Siedzi się z tyłu, na kole,jeżdżę starszego typu autobusem, trzęsie bez przerwy i trochę śmierdzi paliwem, "czytelnie proszę", rubryczki są malutkie, przystanki co minutę, więc szybko trzeba. Na pętlach nie ma toalet z prawdziwego zdarzenia, są wstrętne  tojtoje. Staram się nie sikać przez cały dzień. Ludzie się wgapiają jakbym miała trzecie oko, a nie tylko identyfikator formatu nieomal zeszytu, niektórzy po wejściu do środka, zauważywszy mnie natychmiast wysiadają. No i powroty, wydawało mi się, że dojadę rowerem do zajezdni i potem tak samo wrócę, niestety, zaczynam z jednego końca miasta, kończąc w zupełnie innym. Ostatnio miałam szczęście, że trafiłam na tak miłego kierowcę, że po północy podwoził mnie na moje osiedle, ale przypuszczam, że zdarzy się zmiana po której będę z buta szła doma, a pętle zlokalizowane są na uboczach raczej. Zresztą niepotrzebnie się martwię, może mnie zwolnią, na jednym z arkuszy wyszło, że do autobusu weszło 120 osób, a wysiadło 108 :). Jeden podpity dziadek próbował opowiedzieć mi historię swojego życia i nie byłam w stanie wykonać poprawnie prostych obliczeń. 

Miało być krótko...:) 

niedziela, 28 września 2025

Jesień


 sikorkami się zaczyna, kiedy tak nocki przeciągnęło zimnem, sikorki zaczęły robić u mnie nasiadówki;przy tym drą się jak opętane, wydziobują ziemię z doniczek ( teraz mogą i tak za chwilę kwiaty z balkonu pójdą out), czyszczą piórka i kupki robią, jedna mała, biała kupka tu, druga tam, a ja ciągle pranie na zewnątrz wieszam. Ugięłam się, zawsze się uginam, przed utkwionym we mnie bez przerwy spojrzeniem kota, przed przełykającym ślinę, kiedy sama coś jem, psem. Pojechałam na duży rynek , tam pewien rolnik sprzedaje w dni targowe w workach, ziarno wszelakie, słonecznik kilo 4 zyla, w sklepie tyle zapłacę za maleńkie opakowanie.A ile kwiatów jeszcze było, chodziłam chwilę koło jednej bylinki, której nie mam, a bardzo bym chciała, jednak ostatecznie odpuściłam, z bólem,  jakimś cudem złotówki nie mnożą się, zakup więc odłożyłam na kiedyś. Podobają mi się też widziane w innych ogrodach, wysokie astry, marcinki? Wysokie wiechcie drobnych czerwonych, fioletowych i chyba białych kwiatów rozświetlają jesień, w tej chwili wyglądają przepięknie, i gdybym na nie trafiła, kupiłabym bez wahania, jednak onych nie było.  Zapisałam się na UTW, kiedyś już popatrywałam na ich stronę, ale zobaczywszy rzędy pomarszczonych twarzy, uznałam, że dla mnie za wcześnie. Teraz A mnie namawiała, mają świetna sekcję rowerową, w ogóle wszystkich sekcji jest kilkadziesiąt do koloru do wyboru. Jeden z powodów, drugim była lektura jednego z blogów, gdzie autorka owego bloga opisywała pewne zaburzenie, kiedy poczytałam w sieci o tymże zaburzeniu, poczułam nagłą sztywność członków, dużo przymiotników pojawiających się w opisie, pasowało i do mnie. Kurde, na stare lata dowiadywać się , że zaburzona jestem ! Potem ogarnął mnie wkurz, bo jakim prawem ludzie, którzy często mają moc własnych problemów ze sobą, segregują innych , opatrują etykietkami  i przypinają łatki. Następnie uznałam, że mając za sobą takie dzieciństwo i młodość i historie, o których nigdy nikomu nie mówiłam i nigdy nikomu nie powiem to i tak niezle sobie radzę. Ale wychodzić do ludzi od czasu do czasu mogę bo czemu nie. Najistotniejszym jednak argumentem okazała się mamm. Wspominałam, że chodzi na różne badania, grozi jej że nie będzie widzieć i w koncu zdecydowała się, że jednak podda się operacji, a kiedy już wszystko było nieomal zapięte na ostatni guzik, mama zażadała zmiany terminu, bo nie jest pewna czy chce, bo przecież nie musi, bo przecież będę jej pomagać. Kiedy siostra wykręciła ten numer z przejęciem spadku, przyrzekała ,ze opieka nad mamą będzie tylko jej sprawą, a ja ew. tylko na kawkę, teraz poraziła mnie wizja spędzania każdego dnia od rana, bo mama nie chce opiekunki, bo ja jestem najlepsza.. Pomyślałam, że szybko zajęcie muszę znależć, bo zostanę ubezwłasnowolniona. Wysyłam zapytania o pracę ale efekt mizerny, o sprzątaniu po ostatnim doświadczeniu nadal nie mogę spokojnie myśleć. Stoję zatem w kolejce po odbiór legitymacji, kolejka sporawa i wolna, bo obsługujące panie...w każdym razie miłe były, kiedy esemes przychodzi, że spotkanie organizacyjne w środę. Nie będę pisała co ta za praca, sama nie jestem pewna jak to będzie wyglądać. Ogłoszenie było zachęcające, kiedy podpytałam o szczegóły, tu już gorzej; 10,12 godzin, kończenie w środku nocy, ano pojadę, popatrzę i posłucham, wycofać się zawsze mogę. A kasa potrzebna od zaraz, buty chciałam, całe życie nosiłam ecco, no pół życia, teraz mnie na nie nie stać, pojechałam do ccc i innych takich i nie było nic, nad czym chciałabym się chociaż zastanowić.

Zdjęcie z porannej przejażdżki przez Wisłę, na grzyby pojechałam, bo na rynku z wiadrami stali, kto zgadnie ile zebrałam 3, słownie trzy grzybki ze sobą przywiozłam, fanfary proszę. 

sobota, 20 września 2025

Urlaub


Wygląda na to, że urlop mam niespodziewanie od obowiązków z maman. Siostra stłukła sobie kolanko i zwolnienie dostała. Uff, odpadła mi wizyta w przychodni z mamą. Mama jest spokojną i zazwyczaj cichą osobą, ale kiedy przekracza  swoją strefę komfortu wychodzi z niej zuo. Przekracza w sensie dosłownym, mieszkanie, ten kawałek parku po którym chodzimy, najbliższe sklepiki. Ostatni z nią wyjazd; podjeżdża taksówka, to nie jest niskopodłogowa,mówi z pretensją, nie wsiądę do niej, gdyby czasu było więcej zadzwoniłabym po inną, ale czasu nie ma. Trochę perswaduję, trochę wpycham do środka, mama w trakcie jazdy głośno okazuje swoje niezadowolenie, jej się tu niewygodnie siedzi, chce wysiąść, chce do autobusu, kierowca za szybko jedzie i jak on wygląda ! Ja się nie odzywam. Z ulgą wysiadam, dając parę groszy więcej. Wchodzimy, przy wejściu są wózki, pytam, może usiądziesz, mamy kawałek do przejścia. A nigdy w życiu, nie jestem taka niedołężna, oburza się. Po kilku krokach, dlaczego my tak daleko idziemy, na pewno pomyliłaś drogę, nie idz tak szybko, kiedy ja krok po kroczku idę w tempie ślimakowym. Siadamy, jest obsuwa, mama jęczy, wzdycha, zle się czuję, mówi, kręci mi się w głowie. W poczekalni jest gorąco, mama w dwóch swetrach, zdejmij sweter, mama dramatycznym ruchem zapina rozpięty guzik, chcesz żebym się przeziębiła, zmarznę. Za chwilę słabo, jej i duszno. Wciskam się do gabinetu i tłumaczę pielęgniarce, że mama może zemdleć, słyszy to lekarz, mama w gabinecie. W stosunku do lekarza jeszcze zachowuje umiar, przy pielęgniarce, pani spojrzy, nigdzie nie będę patrzeć, co pani widzi, nic nie widzę, proszę rękę, nic nie będę podnosić. Udaję, że mnie nie ma. Idziemy na autobus, głośno narzeka, ile można czekać, kiedy wreśzcie przyjedzie, jak katarynka w kólko powtarza podniesionym głosem, w pewnym momencie podchodzi do mnie facet i mówi współczująco , widzę autobus, zaraz panie wsiądziecie. Jesteśmy na osiedlu, cisnę prosto do domu, chcąc mamę położyć," ale bułeczek nie mam i jogurt bym chciała", mama ożywa, leci do sklepu, spędza tam pól godziny, wlokę się za nią zrezygnowana. Do swojego domu w końcu wracam z bólem głowy i cała resztę dnia mam do niczego.

 

W piątek rano korzystając już z wolnego dnia wsiadłam do autobusu jadącego za miasto z plecaczkiem, kawą w plecaku, reklamówką i nożykiem. Wysiadł ze mną pan z koszykiem, zagadnęłam z uśmiechem, czy też na grzyby ? Odburknął coś pod nosem, w lesie miałam iśc szlakiem,którym kiedyś podążałam z pieszą wędrówką ale ów dziad skręcił w tę stronę. Nie chciałam, żeby ktoś patrzył na mnie złym okiem,a nuż awanturę mi zrobi o grzyba, poszłam w inną mańkę. Ze zabłądzę, żadna nowina. Las to dla mnie świątynia, drzewa, cisza, uwielbiam. Aczkolwiek tym razem świątynia była nieco wadliwa, zazwyczaj bywam w weekendy, a w dzień powszedni, cóż, ci co nie chcą stać w korkach, żeby dojechać do miasta pomykają przez las. Dopiero jak skręciłam w kierunku bagien, nastała prawdziwa cisza, a zarazem niestety nie było już grzybów. Mapy cz. wyprowadziły mnie z lasu i poprowadziły do wioski z przystankiem. Najwyższa pora bo zaczęlo być mokro. Nadjechał autobus usiadłam niedaleko kobietek, które ewidentnie wybierały się na coś. Zadna siwa, blondynki i jedna ruda, prosto od fryzjera, makijaż, perfum, ciuchy z połyskiem. W lesie było pełno pajęczyn, w które wchodziłam mimowolnie, przecież wgapiałam się w runo, czekając na przystanku ogarnęłam się z grubsza, ale resztki pajęczynowych nitek, jakieś igliwie zapewne miałam we włosach. Patrzyłam więc na te panie i dumałam smętnie nad swoim wyglądem, myśląc ,że gdybym kasę miała...No nie, żadne tam waniliowe kolorki i biele po całości, ani spodnie w kancik. Lubię szerokie spódnice, duże bluzy, kolory, celowałabym w wyższą jakośc a nie zmianę stylu, nie.      Dzisiaj korzystając z przepięknej pogody, pofrunęłam nad jeziorko. Temperatura wody była powiedzmy oględnie zaporowa, ale ktoś pływał to co ja nie dam rady, zanurzyć się pierwszy raz , masakra, potem już było niezle, a w jednym miejscu za trzcinami woda była zupełnie przyjemna.

niedziela, 14 września 2025

Cuda pani, cuda

 

Zanim o cudach będzie, wspomnę o nudnej, zakrapianej deszczem rzeczywistości. Działki i prac rolnych mam powyżej uszu, nic nie idzie zgodnie z planem i z moimi wyobrażeniami, wszystkie wysilki spełzają na niczym. Kwiaty rosną gdzie chcą, wcale nie tam gdzie je posadziłam. Krzaki borówki musiałam przesadzić, rosły obok malin i truskawek i owe towarzystwo za bardzo zachłanne się okazało. Wszędzie ślimory i mrówki, nawet maliny muszę bacznie oglądać przed zjedzeniem, bo już parę razy plułam wściekle jakąś żywą drobiną. Czeka mnie walka z krzaczorami, które sama sadziłam, a które nie są tymi, które miały być w momencie zakupu, a rosną jak głupie. Zwieńczeniem moich wysiłków jest szklarnia z pomidorami. Miały być jak w ub. roku duże czerwone i duże malinowe, nie mam żadnych z tego rodzaju. Dziwiłam się patrząc na kilka, jakoś bardzo długo dojrzewających, aż łodyga złamała się nie wytrzymawszy ciężaru, okazały się już dojrzałe bardzo i pomarańczowe finalnie. W przyszłym roku zrobie pomidorową przerwę, a potem będę sama hodować z nasionka, jedyne wyjście chyba, żeby wiedzieć dokładnie jakie owoce będą, ech.. 

Cud jest związany z rajdem. Wspominałam pisząc o poprzednim, że niepowtarzalna atmosfera, przyjazni, weseli ludzie, z jednej opcji politycznej, na ogół, w mojej grupie był jeden zwolennik Mentzena :)  A to że ja na blogu żaliłam się, żem biedna i ciężko było, nie znaczyło że innym psułam humory. Odwrotnie, słyszałam, że śmiałam się i żartowałam najgłośniej. Zarty głównie z siebie i śmiech przez łzy.  W drugim dniu jazdy mieliśmy postój i poczęstunek w miejscowości Jedzbark. Zaprosił na sołtys, a koło gospodyń ugościło smacznym posiłkiem. Były różne zupy i wszelakie ciasta , napoje, były też mięsiwa i kiełbasy. Ugoszczono nas po królewsku. W zamian proszono o datki dla Amelki, czterolatki, chorej na serce. Operacja w Stanach, koszt ponad dwa miliony złotych, przez rok zbiórki rodzice nie uzbierali nawet połowy potrzebnej kwoty. Jedni wrzucali do puszek, inni robili przelewy, ciągle kropla w obliczu ogromu sumy. W ostatni piątek zatrzęsła się ziemia, ktoś wpłacił brakującą kwotę, ponad milion złotych! Pod matką dziecka ugięły się nogi, nie wierzyła, a my wzrusz po całości. 

wtorek, 9 września 2025

Nigdy więcej



 żadnych rajdów, wyścigów i błota, over ! Zawsze trochę mnie wkurzało, kiedy słucham gdy ktoś mówi, że to nie dla niego, że za stary, że za trudno, oczywiście rozumiem fizyczne ograniczenia, ale często są to bariery,które nakładamy sami sobie bez zastanowienia, niejako z automatu. Nawet na tych zajęciach cyber, jedno po drugim powtarza, że nie jest w stanie tego zrozumieć, bo mózg wolniej pracuje, bo to i tamto. Ale kiedy Aurelia tłumaczy siedzą bez przerwy w komórkach, albo prowadzą rozmowy, a potem: ja nic nie wiem, za stara jestem. Wygląda na to, że dołączę do chórku :)      W piątek wyruszyłam raniutko pociągiem via Olsztyn, pogoda przepiękna, wysiadłam w Ostródzie, żeby rowerkiem dojechać do celu. A i J jechali z innej imprezy, z innego kierunku, spotkanie na miejscu. Ja jak to ja, pogubiłam się w lasach, najgorsze,że nie zapakowałam dodatkowego ładowania do komórki i kiedy ta padła, jechałam na czuja. Ludzi tam jak na lekarstwo, nawet jak spotykałam chałupki, pozamykane wszystko na głucho. W końcu kiedy dotarłam do celu i jechałam wolniutko szukając pożądanego numeru, usłyszałam, Graża, Grażka, tu ! Koleżeństwo od dwóch godzin siedziało  na ławce w oczekiwaniu na zwolnienie apartamentu. W nocy zaczęło lać i deszcz, czy to ulewy czy zaledwie mżawki towarzyszyły nam już do końca pobytu. Warmia i Mazury, byłam parę razy, nawet na rowerze. Jednak co innego kolebać się bez obciązenia od jednego jeziorka w kierunku drugiego, a co innego z pełnymi sakwami gnać wśród szaleńców. Człowiek zjechał z jednej górki,zaraz pojawiała się następna,wyższa i dłuższa od poprzedniej, jakby ani jednego płaskiego kawałka nie było w okolicy. Wieczorem kiedy stękałam, że dziwnie jakoś złachana jestem, A mówi, pomyśl chwilę, ile jest kobiet w naszej grupie ? tylko my dwie 60 i nastu facetów +- 40 w obcisłych gatkach. Wyprzedzamy inne grupy, czyli ćiśniemy.  Pierwszy dzień był jeszcze w większości po asfaltach, drugi nightmare. Przez lasy, po piachu, błocie, kamieniach. Okulary zachlapane deszczem i błotem, cała byłam upaćkana w błocku. Zjeżdżaliśmy ze stromizm, potem pchaliśmy rowery pod górę, naprawdę, chwilami myślalam że usiądę pośród jednej z kałuż i się rozpłaczę. Nie zrobilam żadnego zdjęcia, na postojach tylko ocierałam twarz i okulary z błota, kawa albo woda, coś słodkiego i za chwilę trzeba ruszać. Na zakończenie medal, pierwsze zdjęcie, wręczany na rynku w Olsztynie :)   Teraz dwa dni po imprezie myśle, że to nie rajd był taki ciężki, tylko my jesteśmy obydwie wariatki. Na poprzednim wyjezdzie, w naszej grupie było więcej babek, one powiedziały stanowczo , że jadą wolno i cała grupa musiała się dostosować, więcej było przerw,  mogłam podziwiać krajobrazy w trakcie jazdy. Nie umiem odpuścić, pokazać słabości. Przypomina mi się moj królik. Mój obrońca, miniaturka, biegał swobodnie po mieszkaniu, nauczony załatwiać się w kuwecie. Kiedy mój ówczesny zaczynał krzyczeć na mnie ten wpijał się w jego łydkę, piętę i duży, wielki facet walił nogą z tym królikiem o ścianę, pewnie gdybym nie interweniowała, zatłukłby królika na śmierć, jednak bez względu jak nim uderzał, królik nie odpuszczał. To jest doprawdy niepojęte jak bardzo można być ślepym i głuchym, żeby nie widzieć co na prawdę siedzi w drugim człowieku.

Psiapsiółek

  Przeżył przywitanie Nowego Roku, aczkolwiek serce się krajało widząc go trzesącego  i usiłującego, mimo swych gabarytów, wpełznąć pod wann...