głąb i tłuk będzie produkować dzisiejszy post. Nie mam humoru i szczery zamiar wylania żali i frustracji, ostrzegam uczciwie. Z drugiej strony to już mi się nieco ulało, wracałam z działki, rower nie w pełni sprawny, żadne wycieczki nie wchodzą w grę, zbliżam się do faceta na ścieżce rowerowej, chcąc go wyprzedzać, a ten mi przed nosem zaczyna skręcać, sekunda pózniej oboje byśmy leżeli. Dziad krzyczy ,ze odległości nie zachowuję, normalnie bym machnęła ręką i pojechała dalej ale dzisiaj staję i też krzyczę , że jedzie się po prawęj stronie a rączki od czego ma, sygnalizuje się manewr skrętu, on się drze i ja się drę, głośno, ludzie stają i patrzą co za awantura :) Zaczęło się na zajęciach komputerowych, na których siedziałam i nie rozumiałam nic, jakby ktoś po chińsku do mnie mówił, nie, wróc, rozumiałam teoretycznie każde słowo, ale nie byłam w stanie przełożyć tego na czynności wykonywane na kompie, no tłuk, prowadząca podeszła, trzeba tu i tu, a teraz dalej proszę samej, samej ? ale co? siedziałam nie wiedząc co kliknąć i gdzie. Zadne pocieszenie, że wiele osób też miało problemy, a słowa, że w tym wieku mamy prawo nie wiedzieć to już irytują mnie do białości, problemy z rozumieniem można mieć w każdym wieku, a w naszym wieku to co ?szare komórki wyłaczają motorek, śliniaczek i ślinianka tedy ? W dniu następnym chciałam wymienić pewną zużyta częśc w rowerze, pokazano mi wcześniej jak to robić, i wyglądała zapewniam, czynnośc na rzecz najprostszą na świecie. Po co do serwisu, kup i wymień, kupiłam i potem ślęczę nad rowerem, polużnić tę linkę czy wypiąc całkowicie, u góry czy z dołu, nie chce wyjśc po dobroci, siła probować, a jak zepsuję, 10 km będę prowadzić rower do domu? Nic nie zrobiłam, a przecież wiedząc ,ze technicznych talentów mi brak powinnam wcześniej każdy ruch kolegi sfotografować i opisać jeszcze dokładnie. Moje towarzystwo rozjeżdża się, jedni są już w Afryce i nie, nie żaden Egipt czy inne Maroko, inni pakują się na wyjazd do Szwecji, koleżanka przysyła idylliczne zdjęcia znad morza a ja ??? Na domiar męczy i gniecie mnie fakt, że będę musiała swoim rajdowym towarzyszom dać znać ,ze na następny rajd z nimi się nie wybieram, żeby mieli czas znależć kogoś innego. Nie wiem co powiedzieć, prawda ,ze jest to dla mnie zbyt wyczerpujące, nie zabrzmi zbyt wiarygodnie, sama bym nie uwierzyła, Czy to na rowerach , czy na wędrówkach gdzie jestem ? Jeżeli nie przed wszystkimi, to na pewno z przodu, zwolnij, zaczekaj, przyhamuj, słyszę najczęściej. Gna mnie jakaś energia ale potem w domu odcina totalnie. Ze brakuje mi kasy, tu na blogu mogę się pożalić, przy innych nie mrugnę okiem kiedy mowa o kosztach. Najprościej byłoby wymyślić jakąs chorobę, ale przesądna w tym temacie jestem, wiadomo że gdzieś jakaś czeka na zakręcie. I nie lubię kłamać, nic dziwnego zresztą, patrzac na początek posta, kłamstwa to ponoć domena ludzi inteligentnych. Odkryłam też w pewnym momencie z przerażeniem ,ze czytanie nie sprawia mi przyjemności. Cały czas tłukę trzeci tom Problemu Trzech ciał, jestem przy stronie 383 i obiecałam sobie solennie, że nie przeczytam już ani kartki. Skarżyłam się jednemu bibliotekarzowi, przesympatyczny i przezabawny człowiek, nosi muszkę i kamizelkę, bez względu na porę roku, że tej pozycji po prostu nie da się czytać, a ten zdziwiony, przecież Cixin Liu zawsze pisze taką matematyczną fantastykę, nie uznałam za stosowne przyznać, że pierwszy raz w życiu sięgnęłam po chińskiego autora a o wyżej wymienionym nigdy wcześniej nie słyszałam. Jako że polecanej przez dziewczyny pozycji Gorzkiego nie było wzięłam inny tytuł tegoż autora, uznając że jeżeli jedna rzecz była dobra inne powinny też być niezgorsze no i klops, przeczytałam, ale , no właśnie ale, potem Małecki , nie dotarłam do końca, ostał mi się Horst i przy nim w końcu odżyłam i poczułam z ulgą,że jednak lubię. Z dobrych rzeczy w BBC powtarzają Ludwiga, fantastyczny serial kryminalny, dobra muzyka, jeżeli będą powtarzać trzeci raz obejrzę z równą przyjemnością. Z dobrych rzeczy , truskawki, moje pierwsze w tym roku, o dziwo mrówek na truskawkach nie ma, zastanawiam się czy to nie gorczyca je przegoniła,która dalej rośnie sobie spokojnie pomiędzy krzaczkami. Z dobrych rzeczy orliki kwitną, w ubiegłym roku nie miałam żadnego, pierwszego ukradłam, drugiego kupiłam, kilka egzemplarzy sama wyhodowałam, podglądam następne pąki ,może będą jeszcze inne kolory.





















