w toalecie :) Nie wiem czy to odmiana perfidna grypy była, czy zatrułam się czymś do kompletu, ale ostatni tydzień byłam w niebycie. Jeszcze w poniedziałek pojechałam na działkę, zbierałam truskawki i jadłam prosto z krzaczka, urozmaicając poziomkami i może to one były przyczyną, pózniejszych zdarzeń. Może sąsiad, który z drugiej strony siatki ma swoje warzywka, spryskał je chemią, a przy okazji i moim grządkom się oberwało, albo; obiema rękoma pracuję, jedna ręką truskawki, drugą wyrywam bardziej okazałe chwasty, może tym chwastem przez przypadek truskawkę przekąsiłam a on jakiś trujący był ? nie dojdę przyczyny. W każdym razie pierwsze dwa dni, albo ubikacja albo miska. W ogóle do dnia wczorajszego tylko z pieselem wychodziłam na nader krótkie spacery, Bari jakby rozumiał, że sytuacja jest trudna, trzy kroki i siku , pięć kroków i grubsza sprawa, parę wąchnięć i powrót do domu. Za to kocisko, bez żadnej wyrozumiałości, z dezaprobatą patrzyło na moje polegiwanie w łózku i nie ma ,że pani się skręca z bólu, tak wymiaukowywało przerózne tonacje siedząc w bezpiecznej odległości ode mnie, inaczej przecież bym go trzepła, że zwlekałam się z łoża boleści zmuszona nałożyć mu żarcie.Potem znowu sie zwlekałam bo fetor dochodzący z kociej kuwety lamany przez zapach piwonii umarłego na nogi by postawił. Najpierw myslałam ,ze wytrzymam, że za chwilę się przyzwyczaję,co mnie obchodzi smród kiedy ledwo dycham, ale nie dało rady. Bałam się trochę, w pamięci mam całkiem świeżą historię swojej sąsiadki. Wróciła wcześniej z pracy, żołądek bardzo ją bolał, zażyte lekarstwa w niczym nie pomagały, ból narastał, wezwała pogotowie. Przyjechali panowie, dali zastrzyk i odjechali. Miała iśc sobie na drugi dzień do lekarza. Dzień drugi, sąsiadka nie jest w stanie się ruszyć, znowu dzwoni na 112. Znowu zastrzyk. Rodzina wzięła sprawę w swoje ręce, znajomy znajomego miał znajomego, który pracował w pogotowiu, kiedy więc trzeci raz została wezwana pomoc, tym razem wzięto ją do szpitala. Tam na dzień dobry lekarz, jak śmie zawracać mu głowę podobnymi głupstwami, tu się życie ratuje, a nie przychodzi z bolącym brzuchem. Jednak zrobiono jej prześwietlenie i pół godziny pózniej sąsiadka była przygotowywana do operacji, coś jej tam gniło w środku. Nie mam żadnych znajomości. Jednak kiedy trzeciego dnia mogłam trochę wody wypić bez spektakularnych efektów końcowych, wiedziałam, że wyjdę cało. Do czytania z ostatniej wizyty w bibliotece ostał mi się tylko Lód Dukaja, który nieomal dosłownie zatapia odbiorcę potokiem słów, czytając go czułam się jakbym w malignie była, niefajna lektura na złe samopoczucie. Wczoraj już coś zjadłam, jedna korzyść z przymusowej diety, brzuch mi się przypłaszczył. Oj nie lubię tej częsci swojego ciała, zapewne trochę przesadzam, bo jak nosiłam rozmiar 34 też mi się wydawało że mam wielkie brzuszysko. Ale faktem jest, że nigdy nie miałam brzucha jak pod linijkę. Zapewniam jednak że inne brzuchy mi nie przeszkadzają :) Dzisiaj zdecydowałam się wyjśc z domu na dłużej, drobne zakupy, oczywiście żarcie dla kota, rzecz najważniejsza, a potem działka. Mzk czy rower, zastanawiałam się przez chwilę, ale że remontują linie tramwajowe i jeżdzi tylko autobus i jazda zajmuje więcej czasu czyli ponad godzinę i nie daj boże siedzieć w nieklimatyzowanym autobusie, to uznałam że jednak rower, najwyżej jak mi słabo będzie, to usiądę. Raniutko, bo gorąc, podlałam pomidorki, zebrałam truskawki, nie tknęłam żadnej, absolutnie i jest ok. A jutro może jezioro, niedaleko ... Dzisiaj fiolet w odsłonie czerwcowej.
Niebieski kolor może nie mieści się w konwencji, ale lubię te kwiatki. W ubiegłym roku jeżdżąc na cmentarz za każdym razem zwracałam uwagę na niebieskie platki wystające z trawy, kiedyś miałam ze sobą łopatkę i myślę sobie taki ładny chwast jesteś, możesz rosnąć u mnie, posadziłam na skraju rabaty przy trawie i z jednej galazki zrobiło się kilkanaście, sprawdziłam któregoś dnia obiektywem co to właściwie jest i oto proszę państwa len i kwitnie już dwa miesiące:)



























