Nie przeklinam, w każdym razie rzadko mi się zdarza używanie słow uznawanych powszechnie za niecenzuralne, ale czasami trzeba dać upust wkurzeniu. Dowiedziałam się, że budowa nowego mostu będzie przechodzić w okolicy mojej działki. Naprawdę ?! Trwają w tej chwili konsultacje społeczne dotyczące poszczególnych wariantów trasy, ale tak czy siak, albo działkę zabiorą, albo będzie niedaleko mostu, cóż za urocza perspektywa. Kiedy trzy lata temu, trzy ? Nie jestem pewna, rozglądałam się za działką, wykluczyłam te, które leżą w okolicy obecnego mostu, chociaż tam był największy wybór i ceny osiągalne. Bezustanny strumień jadących czterech kółek, hałas , spaliny. Najbliżej mnie były ogródki działkowe na sąsiednim osiedlu. Z jednej strony wielopasmowa, zatłoczona szosa, z drugiej duże osiedle, a ceny ze względu na bliskość wystrzelone w kosmos, ale i tak uznałam, że to lokalizacja nie dla mnie. Podobał mi się ROD za miastem, otoczony polami, tam był i spokój i cisza. Ale 20 km za miastem, już wiedziałam, że sprzedam samochód, te 20 km szosą krajową bez pobocza, autobus PKS co dwie, trzy godziny, można by tam rowerem trochę dookoła jechać, ale to by zwiększyło przejechany dystans, jechać 50 km rowerem i zapierdzielać na działce, rozsądek mówił, puknij się w głowę. Kiedy przeczytałam ogłoszenie o działce na sprzedaż w mojej obecnej lokalizacji, najpierw nie mogłam jej znależć. Boczna droga, odchodząca potem w polną, pełna dziur, wiodąca na ląki. Była to pora kwitnienia piwonii, ptaszki świergoliły, i cisza.. . I masz babo placek. Znajomi pocieszają mnie, że zanim to ruszy, długie lata upłyną. Mam nadzieję, w każdym razie wstrzymuję się z robieniem nowych nasadzeń.
Ostatnie dni są piękne, słoneczne, próbowałam kogoś namówić na wypad nad jezioro, na kąpiel, ale chętnych brak, toteż odpuściłam pomysł. W czwartek byłam na wycieczce rowerowej scieżką, która jest niezwykle urokliwa. Rośnie wzdłuż niej masa drzew owocowych, jabłonie oblepione owocami, jabłka opadają na asfalt, gniją i robi się ślizgawka, co już wygląda zdecydowanie mniej atrakcyjnie. Do tego owoce dzikiej rózy, głogu, tarniny, w tychże krzaczorach siedzi całe mnóstwo wróbelków, dobrze, że są jeszcze takie miejsca. W sobotę wycieczka piesza, lasami, Kumpela jest na wyjezdzie, a szanowny W kręcił się dookoła niczym smród w gaciach, na szczęście miałam obstawę. Jeden z wędrowców, były dziennikarz, radiowiec, spiker, prezes, zajmował mnie rozmową niemal bez przerwy, czasami dołaczał do nas kolega z wyjazdów rajdowych, tak że W tylko raz do mnie podszedł i zignorowany szybko się ulotnił. Uff. Kupiłam bilety na dzień seniora w PKP, długo nie mogłam się zdecydować gdzie, zawsze najbardziej morze ciągnie, ale bezpośrednie połaczenie jest tylko z trójmiastem, a tam już tyle razy byłam, myślałam że może rower wezmę ze sobą i wówczas pojadę gdzieś dalej, a jak będzie lać cały dzień ? Stracony wyjazd. Zdecydowałam że pojadę do Nałeczowa, jako dorosła osoba nie byłam, chwilę po tym jak się sama ze sobą porozumiałam dzwoni H, a gdzie jedziesz ? a mogę z tobą ? Wzięłam głęboki oddech i mówię: jeżeli ty sama to w porządku, nie mam nic przeciwko, ale jeżeli z koleżankami to sorry , nie chcę. Ale skądże, żadnych koleżanek. Zobaczymy, jeżeli się jednak okaże w ostatniej chwili, jak wtedy w Kutnie, że ktoś , coś, jak daję słowo zostawię je na dworcu. W kutnie jak wysiadłyśmy z pociągu, H mówi muszę do toalety, a do toalety kolejka na pół holu, pytam się tej znajomej, a ty nie chcesz ? Nie , wcale, po 20 min H wyłania się wreszcie z kibla,a ta znajoma mówi, że jednak się namyśliła i teraz ona musi, następne dwadzieścia parę minut. Prawie godzinę spędziłam stojąc pod dworcem w oczekiwaniu, pózniej nie było lepiej. W stosunku do H jestem wyrozumiała bo znamy się długo i rozumiem jej ograniczenia, ale spotęgowane w kupie są nie do zniesienia. Zresztą mam prawo do spędzania czasu w towarzystwie które mnie nie męczy ani nie nudzi, mam ?





















