niedziela, 28 czerwca 2026

Wybaczcie

 Moi mili, nie chcę się skarżyć ani narzekać, bo człek w życiu gorszych rzeczy doświadczył, ale czwarte, ostatnie piętro i okna na południowej stronie powodują że czuję się jak jajko na twardo, ugotowana na amen. A jako głupia cipa, bo zamiast przewidzieć i kupić , a potem okleić okna srebrnymi kocami , uznałam, że jakoś to będzie....😭

sobota, 20 czerwca 2026

Pięć dni ...

 w toalecie :) Nie wiem czy to odmiana perfidna grypy była, czy zatrułam się czymś do kompletu, ale ostatni tydzień byłam w niebycie. Jeszcze w poniedziałek pojechałam  na działkę, zbierałam truskawki i jadłam  prosto z krzaczka, urozmaicając poziomkami i może to one były przyczyną,  pózniejszych zdarzeń. Może sąsiad, który z drugiej strony siatki ma swoje warzywka, spryskał je chemią, a przy okazji i moim grządkom się oberwało, albo; obiema rękoma pracuję, jedna ręką truskawki, drugą wyrywam bardziej okazałe chwasty, może tym chwastem przez przypadek truskawkę przekąsiłam a on jakiś trujący był ? nie dojdę przyczyny. W każdym razie pierwsze dwa dni, albo ubikacja albo miska. W ogóle do dnia wczorajszego tylko z pieselem wychodziłam na nader krótkie spacery, Bari jakby rozumiał, że sytuacja jest trudna, trzy kroki i siku , pięć kroków i grubsza sprawa, parę wąchnięć i powrót do domu. Za to kocisko, bez żadnej wyrozumiałości, z dezaprobatą patrzyło na moje polegiwanie w łózku i nie ma ,że pani się skręca z bólu, tak wymiaukowywało przerózne tonacje siedząc w bezpiecznej odległości ode mnie, inaczej przecież bym go trzepła, że zwlekałam się z łoża boleści zmuszona nałożyć mu żarcie.Potem znowu sie zwlekałam bo fetor dochodzący z kociej kuwety lamany przez zapach piwonii umarłego na nogi by postawił. Najpierw myslałam ,ze wytrzymam, że za chwilę się przyzwyczaję,co mnie obchodzi smród kiedy ledwo dycham, ale nie dało rady.  Bałam się trochę, w pamięci mam całkiem świeżą historię swojej sąsiadki. Wróciła wcześniej z pracy, żołądek bardzo ją bolał, zażyte lekarstwa w niczym  nie pomagały, ból  narastał, wezwała pogotowie. Przyjechali panowie, dali zastrzyk i odjechali. Miała iśc sobie na drugi dzień do lekarza. Dzień drugi, sąsiadka nie jest w stanie się ruszyć, znowu dzwoni na 112. Znowu zastrzyk. Rodzina wzięła sprawę w swoje ręce, znajomy znajomego miał znajomego, który pracował w pogotowiu, kiedy więc trzeci raz została wezwana pomoc, tym razem wzięto ją do szpitala. Tam na dzień dobry lekarz, jak śmie zawracać mu głowę podobnymi głupstwami, tu się życie ratuje, a nie przychodzi z bolącym brzuchem.  Jednak zrobiono jej prześwietlenie i pół godziny pózniej sąsiadka była przygotowywana do operacji, coś jej tam gniło w środku.  Nie mam żadnych znajomości. Jednak kiedy trzeciego dnia mogłam trochę wody wypić bez spektakularnych efektów końcowych, wiedziałam, że wyjdę cało. Do czytania z ostatniej wizyty w bibliotece ostał mi się tylko Lód Dukaja, który nieomal dosłownie zatapia odbiorcę potokiem słów, czytając go czułam się jakbym  w malignie była, niefajna lektura na złe samopoczucie.  Wczoraj już coś zjadłam, jedna korzyść z przymusowej diety, brzuch mi się przypłaszczył. Oj nie lubię tej częsci swojego ciała, zapewne trochę przesadzam, bo jak nosiłam rozmiar 34 też mi się wydawało że mam wielkie brzuszysko. Ale faktem jest, że nigdy nie miałam brzucha jak pod linijkę. Zapewniam jednak że inne brzuchy mi nie przeszkadzają :)  Dzisiaj zdecydowałam się wyjśc z domu na dłużej, drobne zakupy, oczywiście żarcie dla kota, rzecz najważniejsza, a potem działka. Mzk czy rower, zastanawiałam się przez chwilę, ale że remontują linie tramwajowe i jeżdzi  tylko autobus i jazda zajmuje więcej czasu czyli ponad godzinę i nie daj boże siedzieć w nieklimatyzowanym autobusie, to uznałam że jednak rower, najwyżej jak mi słabo będzie, to usiądę. Raniutko, bo gorąc, podlałam pomidorki, zebrałam truskawki, nie tknęłam żadnej, absolutnie i jest ok. A jutro może jezioro, niedaleko ...             Dzisiaj fiolet w odsłonie czerwcowej.







Niebieski kolor może nie mieści się w konwencji, ale lubię te kwiatki. W ubiegłym roku jeżdżąc na cmentarz za każdym razem zwracałam uwagę na niebieskie platki wystające z trawy, kiedyś miałam ze sobą łopatkę i myślę sobie taki ładny chwast jesteś, możesz rosnąć u mnie, posadziłam na skraju rabaty przy trawie i z jednej galazki zrobiło się kilkanaście, sprawdziłam któregoś dnia obiektywem co to właściwie jest i oto proszę państwa len i kwitnie już dwa miesiące:)

niedziela, 14 czerwca 2026

Zmokła kura


Plotki poruszyły mnie chyba bardziej, niż to przyznawałam, bo kiedy w tygodniu zaczepił mnie ten gość mieszkający w bloku mamy, że w pobliskiej miejscowości jest impreza rowerowa i czy nie chciałabym pojechac z nim, zgodziłam się bez namysłu. Zaskoczona potem sama przed sobą usprawiedliwiałam się, że trzeba dać ludziom szansę i a nuż zyskam towarzystwo do rowerowych wojaży. Liczyłam, na cóż to ja liczyłam ? że facet będzie miał np. więcej ikry, kilkanaście lat młodszy. Okazało się że najstarsze klubowiczki z wędrówek, czyli lat 80 około, mają sto razy więcej ikry od owego jegomościa. Pojechaliśmy, pogoda  byle jaka, w powietrzu wisiał deszcz, pytam się P: wziąłeś coś na deszcz, och nic nie mam, i przez cała drogę; co to będzie jak zacznie padać, najpierw żartowałam, że zmokniemy, potem wyschniemy, w miarę ciepło było, dalej przeżywał, będzie padać i będzie padać. Dam ci swoją deszczówkę," nie nie", nie wyjechaliśmy jeszcze z miasta myślę, człek widocznie nie lubi bardzo jechać w deszczu, , albo ma fobię, zaproponowałam może wrócimy, jak tak obawiasz się zmoknąć, nie, nie. Dojechaliśmy, kieruję się prosto do biura zawodów, zapisać się i wziąć numery, P ciągnie mnie za ramię, wiesz nie wezmę w tym udziału bo coś tam no i deszcz będzie padał :)  To po co tu przyjechaliśmy? pytam już trochę zirytowana .Gdybym wiedziała, że przejedziemy całe 30 km, to w ogóle nie ruszyłabym się z domu. 30 km to robię kiedy jadę na działkę i z powrotem i np. robię szlak biedronkowy. Kiedy są fajne promki na kocie żarcie, a w pobliskich owadzich sklepach tylko etykiety wiszą, towaru niet, ruszam na obrzeża miasta, gdzie towar z promocji pręży się dumnie. Może tam koty nie są trzymane w domach i ich nie karmią kocim żarciem ? Wracamy, może zrobimy kóleczko tak chociaż 20 km jeszcze, proponuję, zgadnijcie co odpowiedział :)  Ok to wracamy prosto do domu, dopiero wtedy nieomal zaczęłam warczeć. Przyczepił się do mojego roweru, zaczeło się od tego ze przechodziliśnmy przez nasyp kolejowy, wysoko usypany, takie drobne kamyczki, niestabilne pod nogami . Trzeba było szybko przechodzic z rowerem  trzymanym u góry, szybko bo a nuż pociąg zza zakrętu, i stęknęłam kilka razy. Ale ty słaba jesteś, zaczął kpić. Tłumaczę się że rower do lekkich nie należy. To czemu nim jezdzisz, kup sobie coś lepszego, powinnaś mieć inną kierownicę, więcej przerzutek. Do mojego roweru przywiązana jestem bardzo, więc poczułam się tak jakby mnie krytykował. Ponadto byłam na wielu imprezach rowerowych z ludzmi tak zakręconymi rowerowo, że głowa boli i posiadającymi sprzęt wartości kilkudziesięciu tysięcy, i nie mówię tu bynajmniej o elektrykach i nikt nigdy słowa mi złego nie powiedział, a ten tutaj poucza wrrr...Jestem w domu, godzina pózniej esemes z godzinami i miejscami następnych wycieczek rowerowych ! Przysięgłam sobie po ostatniej historii, że gdyby coś, to już żadnych uników, udawania, że nie rozumiem podtekstu, przeczekiwania, bo w końcu się znudzi. Od razu jasno sytuację wyjaśnć, bez względu jak malo komfortowe i niewygodne jest dla mnie samej.  Piszę coś, nie wysyłam, bo może za ostre słowa, znowu coś klecę, nie, nie tak. Odłożę, może pózniej mi coś zgrabniejszego do głowy przyjdzie. Potem sie upominam, znowu to robisz,metoda na strusia: głowa w piasek. "Jestem bardzo zajęta, nie będę miała czasu na rower". Wyślij, uff. 

Tydzień miałam trochę wolniejszy od obowiązków u mamy, planowałam działkę doprowadzić do ładu. Ha, nie byłam na niej cały ten tydzień.  Wizyty u lekarzy, odkładane w nieskończoność, kurcze wracam stamtąd zawsze taka zmęczona, jakbym tonę ziemniaków przerzuciła. Nawet  głupia wizyta z prośbą o wypisanie środka nasennego. Próbowałam przez telefon, ależ proszę panią takich tabletek nikt pani przez telefon nie wypisze. Rzadko biorę, ale czasami nie mam wyjscią, kiedy na przykład  mam kumulację i śpię dwie, trzy godziny przez kilka nocy i jestem zombie, i w tym stanie usiadłam na swoje okulary,połamane. Poszłam z nimi do jednego, drugiego optyka, którzy kręcąc głowami, nic z tego, nie da się naprawić. Proszę spojrzeć na półkę , tu ma pani podobne, 1000 zł. I już nie muszę wymyślać pretekstu do nie wyjazdu na jesienny rajd, finansowo jestem zablokowana  amen. kropka. Wizyta po receptę, liczyłam na 5 min. siedziałam z godzinę. Przyjęła mnie młodziutka rezydentka która poszła po poradę do bardziej doświadczonego lekarza. A nuż uzależniona jestem, a przecież moja ostatnia recepta na tabletki jest sprzed trzech lat. Bo raz rzadko biorę, a jak biorę dzielę na okruchy. Powinna iśc pani z tymi kłopotami do psychiatry, bo może to depresja. Możliwe, a może jednak nie, za kązdym razem jednak jakoś sama zbieram się do kupy. Na działkę pojechałam dzisiaj raniutko, trawa taka wysoka. Lapię za kosiarkę, nie muszę mieć pięknego trawnika, ale że na rabatach hulaj dusza, to trawnik trzeba uładzić. Nagle lunęło, biegusiem chowam kable, kosiarkę, kucam pod drzewem przeczekując i pielę rabatkę, nie pomna że moje ciuchy zostawione na fotelu przed domkiem zamieniają się w mokrą szmate, a w butach pływają liście. Jako że deszcz nie przestaje, decyduję na powrót i wtedy dociera do mnie mokrośc sytuacji :) Działkowy strój upaprany w zielone błocko nie nadaje się na przejazd przez miasto , więc zakładam ociekające wodą spodnie, wkładam nogi do wody, wróć do butów...     Zdjęcia; łaka przy polnej drodze, kwiatki z balkonu i pomidorki koktajlowe, za chwilę będą dojrzewać.





niedziela, 7 czerwca 2026

Peoniami lato się zaczyna



Tak obładowana wracam od pewnego czasu z działki, a dopiero w piątek dowiozłam trochę peonii do własnego wazonu. Rozdaję po drodze, znajomym i nieznajomym; kiedy ktoś się zachwyci i skomplementuje urodę kwiatów, albo jak np. jedna babeczka, spytała czy może powąchać, bo kocha ten zapach, wyciągnęłam cały pęk żeby tym zapachem mogła nasycić się dłużej. Ludzie się cieszą i to jak, jedna z osób goniła mnie( nie chciałam wziąć),próbując dać mi własnoręcznie robione mydełka, inna wcisnęła mi kawę, te próby rewanżu nieodmiennie wprawiają mnie w zakłopotanie. A peonie  kwitną tylko przez chwilę. 

Orientację zmieniłam, seksualną ! koleżanka, która wszędzie bywa i wszystkich zna poinformowała mnie, że słuchy chodzą, że ponoć jestem lesbijką.Trzymam się tylko z dziewczynami, szczególnie z jedną, a jak mnie jakas męska osoba probuje dotknać to się wzdragam, wypisz wymaluj homo :) Jednocześnie  poczułam rozbawienie i złośc, rozbawienie, wiadomo , złość, bo ktoś coś chlapnie, wiadomo kto, a inni powtarzają bezrefleksyjnie, przecież w każdej plotce jest ziarno prawdy, czyż nie? A zresztą gdybym miała skłonności do tej samej płci, to co ? Nie wolno mi ? miałoby mnie to jakoś stygmatyzować ?  Niechęc do dziada nagle stwardniała i przybrała rozmiary głazu. Dzwoni koleżanka, inna, z wędrówek, przyjdziesz w sobotę na wycieczkę ?  Chyba nie, odpowiadam będzie W, nie mam ochoty na jego towarzystwo, e tam, mówi, przecież nie ma już powodu, żeby cie zaczepiać, wyjaśniłaś sprawę wyjazdu, będziesz przez niego rezygnować z wyjścia, no weź. Poszłam, dochodzę do grupy, ktos mnie ciągnie za łokieć, odciągając w bok w celu ważnej rozmowy. Jestem niespotykanie spokojny człowiek :) dużo rzeczy trzymam w sobie, ale jeżeli pokrywka mocno zaciśnięta a ciągle dokładane jest do ognia...Kiedy znowu miał mi do powiedzenia cos waznego podczas marszu...uznałam ,ze za chwilę  nie wytrzymam, nie używam przekleństw, niezmiernie rzadko w każdym razie, ale miałam ochotę krzyczeć  ku...odpie...się!  na cały głos. Nie krzyknęlam, cicho powiedziałam prowadzącej że odłaczam się od grupy, byliśmy gdzieś w lesie, nie wiadomo gdzie, poszłam przed siebie, och, to był podmiejski las, góra parę km w każdą stronę...więc wielkie błądzenie mi nie groziło.  

Orientację jednak zmieniam w stosunku podejścia do ogrodkowania. Moją koncepcję wyboru roślin porzucam bo inaczej każdą chwilę spędzę na pieleniu, normalnie garba się dorobię, a satysfakcji z wielogodzinnego kleczenia trudno oczekiwać. Więc to co słabo, albo wymaga sporej pracy w utrzymaniu niech sobie znika, a to co się rozrasta samo z siebie niech rośnie. Np. jeżowek nie mogę utrzymać, a taki jastrun, posadziłam , jedną czy dwie sadzonki i proszę :) Że to nieomal jak chwast ?ale jaki ładny...



Psuj

Jestem na whatsappowej grupie rowerowej. I tam panowie, w większości, mało pochlebnie wyrażają się o użytkownikach rowerów, którzy nie robią...