sobota, 30 maja 2026

Chichot

Z ostatniego,napisanego przeze mnie postu  wynika, kolokwialnie mówiąc, ze żal mi dupę ściska, bo bliżsi i dalsi znajomi wojażują sobie po świecie. A ja siedzę niczym taki kolek, doceniam i lubie oczywiscie swoje mikro wyjazdy rowerowe, ale czasami westchnie sie do czegos dalszego.  No i proszę, któregoś dnia dzwoni kumpela, mogę dać twoj telefon W.? Jakiemu W ? pytam, bo po zapisaniu się do klubu turbo rowerzystów ilośc nowych znajomych  nieznajomych ewidentnie  wzrosła, ale jak na razie nie rozpoznaję poszczególnych twarzy,kaski,okulary.  A temu...ok, daj. Nie sądzę, żeby ktoś pamiętał, więc nakreślę kontekst. Moze dwa lata temu ? dokładnie nie wiem, na wędrówkach jeden z jej uczestników próbował zagiąc na mnie parol. Łapał mnie, jak nie za szyję, to w pasie, albo próbował trzymać za rękę, kiedy się wywijałam to szedł obok i tokował. Był nachalny, namolny, natrętny, ale jako że był też jednym z organizatorów naszych wycieczek i z dużą częscią grupy, bardzo zaprzyjazniony, nie chciałam robić sobie z niego wroga. W końcu miałam dosyć i odpusciłam  na jakiś czas wędrówki. Kiedy po dłuższej przerwie pojawiłam się na zbiórce, facet zajęty był już emablowaniem innej pani, uff. Potem którejś kolejnej soboty patrzę i co widzę, babeczka z którą razem trzymałyśmy się w parze, z owym W gruchają sobie niczym gołabeczki, muskają dłońmi i tak to chcąc niechcąc ,zaprzyjazniłam się z nim trochę. Nie wiem czy wspominałam ale jako kolega był w porządku, można się było z nim pośmiać i powygłupiać, niegłupio gadał. Duże oczy,ładny uśmiech, szopa włosów, wysoki, czyli zupełnie przyzwoita prezencja. Na ostatnich wędrówkach jednak zwrot akcji, kumpela i W skutecznie udawali, że się nie znają. próbowałam dociec o co chodzi, ąle żadne z nich nie pusciło pary z ust.  Wracamy do czwartku, jako że częśc grupy wędrówkowej wyjechała własnie do Szwecji, byłam przekonana, żę dzwoni pytając czy będę w sobotę. I słyszę: zaplanował wyjazd, opłacił a osoba z którą planował jechać go wyrolowała i chciałby mnie prosić o dotrzymanie mu towarzystwa :) Bez namysłu odpowiedziałam nie, gdziekolwiek, z kimkolwiek jadę zawsze płacę za siebie a wiadomo jak u mnie teraz  z finansami. Opowiada o wyjezdzie, fajna miejscówka, nigdy nie byłam, duzo aktywności. Slucham i jeden głosik w głowie: jaka ty głupia jesteś, kawałek świata mogłabyś zobaczyć, mogłabyś raz być kobietą bez zasad, a nawet kobietą upadłą, ale potem drugi głosik właczył się do dyskusji chichocząc i seks w gratisie, po prostu full wypas, i przypomniały mi się jego lepkie dłonie... Opowiada mi o wyjezdzie i opowiada, kiedy nie reaguję, zmienia temat i mówi że w sobotę miał jechać na Warmię na jakąs imprezę ale nie wie czy pojedzie, możliwe że zostanie w miescie to spotkamy się na wędrówce i spróbuje mnie jeszcze przekonać. Oczywiście odpusciłam dzisiejsze maszerowanie, postawiłam na rower, wyszłam, zaczęlo padać. Pomyślałam, nie wiedząc czy trzymać się planu, a plan byl glownie lasami jechać, czy wracać do domu,może się przejaśni, w międzyczasie podjadę na cmentarz, sprawdzę co tam się dzieje. Ostatnio jak pojechałam podlać kwiaty zdumiałam się, zamiast bratków, były tylko dziury po bratkach, a powyrywane bratki parę metrów dalej. Może rosnące żywo kwiaty przeszkadazły jakiemuś zwolennikowi plastiku, a może ojciec, który nie lubił przecież żółtego koloru okazał w ten sposób swoją dezaprobatę. Jako że deszczyk padał i padał, równo :) odwiedziłam jeden sklep z kwiatami , drugi ,trzeci, podjechałam na rynek, truskawki po 13 zł, kupiłam a jakże i sadzonki astrów po 1,50, nie kupiłam za to chleba,miejsca nie było, sakwa zawalona badylami a reklamówkę z truskawkami nieomal w zębach trzymałam. 

Zdjęcie kosmosa dla Basi, pojedyncze sztuki jednak się pokazały. Jeszcze orliki w pastelowej odsłonie no i łubin :)







niedziela, 24 maja 2026

Ciemna masa

głąb i tłuk  będzie produkować dzisiejszy  post. Nie mam humoru i szczery zamiar wylania  żali i frustracji, ostrzegam uczciwie. Z drugiej strony to już mi się nieco ulało, wracałam z działki, rower nie w pełni sprawny, żadne wycieczki nie wchodzą w grę, zbliżam się do faceta na ścieżce rowerowej, chcąc go wyprzedzać, a ten mi przed nosem  zaczyna skręcać, sekunda pózniej oboje byśmy leżeli. Dziad krzyczy ,ze odległości nie zachowuję, normalnie bym machnęła ręką i pojechała dalej ale dzisiaj staję i też krzyczę , że jedzie się po prawęj stronie a rączki od czego ma, sygnalizuje się  manewr skrętu, on się  drze i ja się drę, głośno, ludzie stają i patrzą co za awantura :)  Zaczęło się na zajęciach komputerowych, na których siedziałam i nie rozumiałam nic, jakby ktoś po chińsku do mnie mówił, nie, wróc, rozumiałam teoretycznie każde słowo, ale nie byłam w stanie przełożyć tego na czynności wykonywane na kompie, no tłuk, prowadząca podeszła, trzeba tu i tu, a teraz dalej proszę samej, samej ? ale co?  siedziałam nie wiedząc co kliknąć i gdzie. Zadne pocieszenie, że wiele osób też miało problemy, a słowa, że w tym wieku mamy prawo nie wiedzieć to już irytują mnie do białości, problemy z rozumieniem można mieć w każdym wieku, a w naszym wieku to co ?szare komórki wyłaczają motorek, śliniaczek i ślinianka tedy ? W dniu następnym chciałam wymienić pewną zużyta częśc w rowerze, pokazano mi wcześniej jak to robić, i wyglądała zapewniam,  czynnośc na rzecz najprostszą na świecie. Po co do serwisu, kup i wymień, kupiłam i potem ślęczę nad rowerem, polużnić tę linkę czy wypiąc całkowicie, u góry czy z dołu, nie chce wyjśc po dobroci, siła probować, a jak zepsuję, 10 km będę prowadzić rower do domu? Nic nie zrobiłam, a przecież wiedząc ,ze technicznych talentów mi brak powinnam wcześniej każdy ruch kolegi sfotografować i opisać jeszcze dokładnie.  Moje towarzystwo rozjeżdża się, jedni są już w Afryce i nie, nie żaden Egipt czy inne Maroko, inni pakują się na wyjazd do Szwecji, koleżanka przysyła idylliczne zdjęcia znad morza a ja ???    Na domiar męczy i gniecie mnie fakt, że będę musiała swoim rajdowym towarzyszom dać znać ,ze  na następny rajd z nimi się nie wybieram, żeby mieli czas znależć kogoś innego. Nie wiem co  powiedzieć, prawda ,ze jest to dla mnie zbyt wyczerpujące, nie zabrzmi zbyt wiarygodnie, sama bym  nie uwierzyła, Czy to na rowerach , czy na wędrówkach gdzie jestem ? Jeżeli nie przed wszystkimi, to na pewno z przodu, zwolnij, zaczekaj, przyhamuj, słyszę najczęściej. Gna mnie jakaś energia  ale potem w domu odcina  totalnie. Ze brakuje mi kasy, tu na blogu mogę się pożalić, przy innych nie mrugnę okiem kiedy mowa o kosztach. Najprościej byłoby wymyślić jakąs chorobę, ale przesądna w tym temacie  jestem, wiadomo że gdzieś jakaś czeka na zakręcie. I nie lubię kłamać, nic dziwnego zresztą, patrzac na początek posta, kłamstwa to ponoć domena ludzi inteligentnych. Odkryłam też w pewnym momencie z przerażeniem ,ze czytanie nie sprawia mi przyjemności.  Cały czas tłukę trzeci tom Problemu Trzech ciał, jestem przy  stronie 383 i obiecałam sobie solennie, że nie przeczytam już ani kartki. Skarżyłam się jednemu bibliotekarzowi, przesympatyczny i przezabawny człowiek, nosi muszkę i kamizelkę, bez względu na porę roku, że tej pozycji po prostu nie da się czytać, a ten zdziwiony, przecież Cixin Liu zawsze pisze taką matematyczną fantastykę, nie uznałam za stosowne przyznać, że pierwszy raz w życiu sięgnęłam po chińskiego autora a o wyżej wymienionym nigdy wcześniej nie słyszałam. Jako że polecanej przez dziewczyny pozycji Gorzkiego nie było wzięłam inny tytuł tegoż autora, uznając że jeżeli jedna rzecz była dobra inne powinny też być niezgorsze no i klops, przeczytałam, ale , no właśnie ale, potem Małecki , nie dotarłam do końca, ostał mi się Horst i przy nim w końcu odżyłam i poczułam z ulgą,że jednak lubię.  Z dobrych rzeczy w BBC powtarzają Ludwiga, fantastyczny serial kryminalny, dobra muzyka, jeżeli będą powtarzać trzeci raz obejrzę z równą przyjemnością. Z dobrych rzeczy , truskawki, moje pierwsze w tym roku, o dziwo mrówek na truskawkach nie ma, zastanawiam się czy to nie gorczyca je przegoniła,która dalej rośnie sobie spokojnie pomiędzy krzaczkami. Z dobrych rzeczy orliki kwitną, w ubiegłym roku nie miałam żadnego, pierwszego ukradłam, drugiego kupiłam, kilka egzemplarzy sama wyhodowałam, podglądam następne pąki ,może będą jeszcze inne kolory.

 








niedziela, 17 maja 2026

Maryję

pojechałam zobaczyć :) Piątkowe przedpołudnie miałam wolne, siostra ostała się z mamą. Skoczyłam tedy na działkę prowadzić swoją prywatną wojnę z przyrodą. W ogródku prym nadal wiodą tulipany, część przekwitła wprawdzie, ale sporo jeszcze stoi niczym żołnierzyki na warcie, są też plamy kolprów w postaci floksów i żagwin bodajże, a także niezapominajki, które się panoszą, ale rzadko je wyrywam bo ten niebiesciutki kolor cieszy oczy i bylina która jak niezapominajka wygląda, ale zdecydowanie nią nie jest.                                                                 


Długo nie zabawiłam bo deszcz zaczął padać, upragniony wreszcie, nie padało przez wiele, wiele tygodni i był to deszczyk idealny, nie ulewa, która spływa po wyschniętej ziemi tylko taki kapuśniaczek zmiekczając glebę i nawadniając jednocześnie. Ze deszcz, że na rowerze, nie szkodzi, odwiedziłam w drodze do domu kilka center ogrodniczych, masa kwiatów, przepięknych, lubię łazić i podziwiać. Z obi wyniosłam tzw. strokrotki afrykańske, przecenione z 10 na dwa, zawsze dają się odratować, z tym, że na balkonie kwitną, kwitną a potem marnieją, wsadzone do gruntu, po kwitnieniu, trochę odpoczywają a potem znowu lśnią kwiatami aż do samych przymrozków. W innym centrum złapałam czubatki, niedrogo, tym razem na balkon, wdzięczne kwiatki znoszące moją południową wystawę i kwitnące bez przerwy do jesieni. 
   

               


 Jestem w stanie oprzeć się wielu rzeczom, kwiatowym okazjom nigdy :)   Wyczytałam w necie że największa Maryja w Polsce ma zostać ukończona w sierpniu, ciekawośc mną miotnęła, aż tak daleko nie jest, pojadę zobaczyć. Przez moment zastanawiałam się czy nie dąc znaku, temu gostkowi, że się wybieram, ale potem myślę sobie,kobieto, naprawdę  chcesz nawiązywać jakiś kontakt z człowiekiem który focha stroi, na twoje nie mogę, niepokoją mnie osoby których reakcje są nieproporcjonalne w stosunku do sytuacji. Sobota była piękna, leciutki wiaterek, rzepak kwitnący. Dojechałam,niestety podziwiać jeszcze nie było czego, zapewne się tam jeszcze wybiorę. Powrotną drogę wybrałam inną, więc ustawiłam nawigację, mapy cz. przejeżdżając przez małe miasteczko skuszona słodkim zapachem zatrzymałam się przy cukierni, ciastko owszem było smaczne ale kawa ohydztwo, wyrzucone pieniadze, cały kubek zostawiłam nie mogąc znieśc paskudztwa, a przecież nie jestem wielką smakoszką, w domu pijam rozpuszczalną, która jest taka se, ale wszyscy moi znajomi mają expresy, wypasione więc znam smak dobrej kawy. Jadę i jadę ,a km na liczniku nie ubywa, przełaczam na inną nawigację, czyli google maps, które miewa fantazję, ale pokazuje zazwyczaj  mniej kilometrów. Każe mi zjechać na polną drogę, o myślę sobie jakiś skrót, jadę, kwitnący rzepak z jednej strony, kwitnący rzepak z drugiej strony, ptaszki świergolą, bajka, po kilku kilometrach zatrzymuję się przed jakimś budynkiem, nawigacja mi każe jechać prosto :) Zawracam, wcześniej było jakieś rozwidlenie i znowu stoję przed czyimś płotem, psy szczekają jak wsciekłe, wychodzi żywy człowiek, pytam się niczym idiotka czy jest tu jakaś droga, chociaż jak gołym okiem sięgnąc tylko pola widać. Facet popatrzył, pomyślał, przepuszczę panią, otworzył mi bramę, przeprowadził przez podwórko, obszczekiwały mnie trzy sztuki psa, otworzył następną bramkę, jak dojedzie pani do asfaltowej drogi , proszę skręcić w lewo, dojeżdżam do asfaltówki, nawigacja skrzeczy skręc w prawo, skręc w prawo, a ty małpo, mysłe, zamilcz i wyłaczyłam paskudę, zresztą byłam już w okolicach które mniej więcej kojarzyłam. A dzisiaj rano działka ciut, ciut, potem prace porządkowe na balkonie i koleżanka z porządną kawą :)




niedziela, 10 maja 2026

Siala baba mak...

Wiedzę o ogródkowaniu czerpię z netu, bo jakżeby inaczej. I jak to w internetach, niektóre rady są pożyteczne, niektóre bzdurne, a najczęściej dwa w jednym. Jadę więc metodą prób i błędów. Krzaczki truskawek mi przez zimę zmarniały i wyglądały jakby tylko do zaorania im przyszło, zostało trochę miedzianu po drzewkach i o dziwo, oprysk zadziałał. Dostały nowych listków, urosły, a teraz kwitną. Szukając w necie wiadomości na temat chorób natknęłam się info ,ze posypanie gorczycą zapobiega czemuś tam. W tekście była mowa o mielonej gorczycy, ale takowej nigdzie nie było, to kupiłam przyprawę w ziarenkach i obficie podsypałam grządki. I któregoś dnia patrzę a moje całkiem niedawno jeszcze wypielone rzędy truskawek naraz zarosły zielonym badziewiem. Głosno  lamentowalam do sąsiadki, że na te chwasty to już siły nie mam,jednego dnia jest czysto, trzy dni póznej, prawie truskawek nie widać, sąsiadka zaciekawiona przyszła zobaczyć co to u mnie się dzieje i patrzy i mówi, gorczyca ci  rośnie, siać musiałaś, zaperzyłam się, nic nie siałam, a w zyciu w truskawkach ? podsypałam tylko przyprawą :) 

Kiedy chodzę do mamy natykam się na pewnego gostka, ja z pieskiem, on z pieskiem, ja dygam rower do windy, on swój z windy wyprowadza. Zawsze w przelocie zamieniamy kilka słów. Parę dni temu opowiadałam mu o jednej trasie rowerowej, on na to, że nigdy tamtędy nie jechał i może byśmy się tam kiedyś razem wybrali. Czemu nie, kiedyś możemy. Poprosił o numer telefonu. Dla mnie kiedyś to może w przyszłym miesiącu, albo na jesieni, po powrocie do domu doczytałam się kilku esemesów, w odpowiedzi miałam pilnie potwierdzić wyjazd w sobotę, albo dzisiaj. Odpisałam, że na razie nie mam czasu, to się człek obraził, a mnie deczko głupio. I naprawdę czasu nie mam. Pies, mama, jej wizyty u lekarza, do tej cholernej biblioteki często jezdzimy, bo mama na okrągło siedzi i czyta. Działka, która wymaga,moje zajęcia edukacyjne, w czwartki jeżdzę z uniwersytetem, zaczęlam z nimi jezdzić  tak a propos treningów prze rajdem. Są drobne niuanse w jeżdżeniu w pojedynkę a jeżdżeniu w sporej grupie. Moja eks przyjaciólka np. dobrze radziła sobie na polnej drodze, albo szerokim, leśnym trakcie, ale w mieście, klękajcie narody. Każdy słupek stał jej złosliwie na drodze, każdy spotkany rowerzysta wróg. Uważaj trochę prosiłam, "ja, ja mam uważać, niech oni uważają!" burzyła się, z delikatności nie wypominałam jej, że słupkowi trudno uważać. Z drugiej strony te mikrokolizje nie zawsze mogły być jej winą. E miała bowiem cyc, słusznych rozmiarów i pogląd, że w czasie wolnym od pracy, cyc należy uwolnić z okowów. W domu czy w ogródku, jak jej to  pasowało to czemu nie, ale na rowerze.. scieżki rowerowe w owym czasie rzadkie były niczym jednorożce, jeżdziło się po krzywych płytach chodnikowych, czyli ciągle podskakiwało, do tego kusy podkoszulek, tak że czasami ten i ow mogł się zapatrzeć. 

Ta mała menda zapchlona nie daje mi dzisiaj żyć, chodzi i miauczy, dosłownie bez przerwy. Wyjątkowo sobotnia wędrówka była dzis, niedzielny poranek, odjazd autobusem o ósmej rano,ubrałam się nieco za ciepło,spociłam podczas marszu, jak wróciłam to padłam i mysłałam,może maleńka drzemka, spałam dzisiejszej nocy może nie tragicznie, bo prawie 5 godzin, (melatonina nie dla mnie, schowałam opakowanie głeboko, po jej użyciu, po obudzeniu myslałam że łeb mi eksploduje, dopiero druga tabletka przeciwbólowa przywróciła mi życie ) I prawie prawie przysypiałam jak kocisko właczyło swoje glosniki. Nie mogę go karmić na żadanie, bo potem ma biegunki i choruje i czasami na odmowę reaguje w miarę spokojnie a czasmi jak dzisiaj miauczy, miauczy i miauczy, ratunku !



 


poniedziałek, 4 maja 2026

Chcesz poczuc sie mlodo?

Wystarczy wsiąśc w niedzielę, w godzinach przedpołudniowych w autobus wiozący ludzi na największy cmentarz w mieście. Srednia wieku jak nic, okolice 80, nawet  mama, prezentowała się w tym towarzystwie całkiem, całkiem. Zabralam ją na cmentarz niejako przemocą, bo już od paru miesięcy marudziła, że chciałaby pojechać, ale zawsze a to pogoda, a to kolano,a to tysiąc innych rzeczy stało jej  na przeszkodzie. Przy płycie zrobiłam taki mini ogródek, gdzie czerwony krzaczek rośnie, marnie bo marnie ale ciągle dycha, bratki powsadzałam i potem powinny kwitnąć rudbekie. Ale, ale króliki wrąbały mi wszystkie młode listki, na cmentarzu, w dziurach, pod starymi grobami mieszka cały gang królików, zżerających co się da. Sasiadka opiekująca się grobem obok, obficie posypuje solą okolice. Takoż mogę stawać na głowie a efekty są bardzo niezadowalające.                           Miejscowka w której dowiaduję się tego i owego w kwestii poruszania się po sieci, proponuje  dużo róznych rzeczy. Jest galeria i biblioteka, ostatnio były dni wiedzy i nauki, przeznaczone głownie dla dzieciaków, ale i dla starszych też było trochę zajęć. Dzwoni koleżanka, a raczej znajoma, bo spotykamy się tylko na cyber zajęciach, czy idę ? Gdzie idę ? Pytam się nie bardzo wiedząc o co chodzi. Na ten quiz informatyczny, dla 50 plus. Aaa, nie zastanawiałam się nad tym, ale raczej nie. Bo wiesz ja bym poszła, ale tak sama to nie mam odwagi, może mogłabyś pojść ze mną.  Żeby tak bezpardonowo nie odprawiać jej z kwitkiem , mówię: zastanowię się i oddzwonię. Potem jednak stwierdzam że trzeba wspierać kogoś kto usiłuje przełamać własne bariery i chce spróbować nowych rzeczy, dzwonię do niej:ok, przekonałaś mnie, dotrzymam Ci towarzystwa. Zeby tam pójść trzeba było się zarejestrować przez internet wypełnić ankietę, finalnie otrzymywało się bilet wstępu. Po paru godzinach znajoma dzwoni, że nie udaje się jej zarejestrować i w takim razie ona dziękuje i nie idzie. Zostaję sama z biletem na niechciane wydarzenie, wycofałabym się, ale dostałam już mail w którym dziękowano mi za zapisanie  . Poszłam więc, zła na siebie,że głupia jestem,a chwilę potem pierwszy raz w życiu miałam gogle na twarzy, super się ogląda się w ten sposób świat, wyszłam zachwycona. 

Tulipany,jeżeli ktoś myśli,że go ominie oglądanie kwiatków, to się myli.  Częśc już przekwita, zwlaszcza żółte i czerwone ;białe, które w ubiegłym roku ładnie komponowały się z majowym świętem, w tym roku w ogóle się nie pojawiły.  Ciekawe jak przetrwają pełne, których mam najwięcej, bo dziecko takie własnie przywozi mi w prezencie, część jeszcze w pąkach. 

 




 






Przy "problemie trzech cial" chyba polegnę, 3 tom ma prawie 900 stron i chociaż fabuła jest ciekawa i prowadzona zupełnie inaczej od reszty literatury fantastycznej to ilość wtracen, matematycznych, fizycznych, astronomicznych, całe strony poświęcone sa kwantom, materii, twierdzeniom, budowie  statków kosmicznych po prostu wymiękam :)

Chichot

Z ostatniego,napisanego przeze mnie postu  wynika, kolokwialnie mówiąc, ze żal mi dupę ściska, bo bliżsi i dalsi znajomi wojażują sobie po ś...