niedziela, 29 marca 2026

Co mam zrobić


 

z tym łepem, który dokucza mi nieomal bez przerwy. Lykam prochy i jakoś funkcjonuję, jakoś to słowo kluczowe. Rozważam, w chwilach śmiechu przez łzy, połknięcie tylu tabletek, zeby przestać czuć cokolwiek, ewentualnie dekapitację, aczkolwiek samo słowo brzmi całkiem ładnie, wyobrażenie sobie efektu to już groteska w połaczeniu z makabrą. Mieszkałam kiedyś na wsi i zdarzyło mi się widzieć kurczaka po obcięciu głowy. Hamuj konie wyobrazni kobieto, wiosnę mamy, no prawie, prawie. Jakkolwiek się czuję, kiedy tylko mogę jadę na działkę szukać nowych oznak życia. Niewiele tam robię , ale widok pierwszych kolorow dobrze mi robi, jakby na przekór. Uprzejmie donoszę, że tulipany sadzone pod koniec ubiegłego roku, kiedy to wycinałam, siekierą waląc w przecinak, dołki w zamarzniętej już ziemi, pokazują pierwsze czubeczki, a myślałam już że cały mój wysiłek poszedł na darmo, kiedy tak wcześniej klęczałam nad tym kawałkiem ziemi próżno wypatrując czegoś więcej niż chwasty, sąsiadka krzyknęła,że lupę ma i może pożyczyć :). Nie jest tego tyle, ile sadziłam , ale są. 

Pojechałam z mamą do biblioteki. Mama po operacji oczu nie jest w stanie czytać książek z normalnym drukiem, w pobliskiej bibliotece jest niewielki zasób ksiązek z dużymi literami, większy księgozbior jest w bibliotece dla niepełnosprawnych na starówce. Zdziwiłam się, temu życzeniu,bo mama bardzo niechętnie opuszcza swój fyrtel, cokolwiek, gdziekolwiek dalej to nie i nie. Prosta sprawa wsiąść w tramwaj, wysiąść z niego, potem całkiem niedaleko do punktu docelowego i powrót. A wróciłam zziajana niczym koń po westernie. Dojechałyśmy do miasta, przechodzimy przez pasy, tłum ludzi na tych pasach, z jednej strony bowiem punkt przesiadkowy, gdzie zatrzymuje się masa autobusów, o tramwajach nie wspomnę, z drugiej zaczyna się starówka. I na tych pasach jedna kobieta popyla na rowerze (nie ma przejazdu dla rowerów) nieomal wjeżdżając w babkę idącą o dwóch kulach. I ta potrącona pyta się czy musi pani tu na rowerze jechać, a ta ze złoscią i agresją ,a pani tu musi o kulach chodzić ?! Mama stanęła na środku i się gapi na scenkę, ciągnę ją, ale światło już zmieniło barwę i teraz z kolei samochody trąbią na mamę. Kroczek za kroczkiem, nierówne kostki brukowe doszłyśmy do biblioteki. Sama wypożyczam ksiązki w trzech miejscach, ale ta placówka jest szczególna, niczym powiew dawnych czasów. Pani za biurkiem jest zajęta, każe nam usiąść i zaczekać, podchodzimy do regałow, mama wyciąga jakąś książkę. Pani jest oburzona, zaraz podejdę. Mama stropiona siada, ja wzruszam ramionami i dalej grzebię w ksiązkach, Niepełnosprawność fizyczna nie jest tożsame z umyslową. Wyciągam książki podaję je mamie do przejrzenia i akceptacji. Kiedy bibliotekarka kończy wypełnianie papierów, na stoliku już mamy pokazny stosik, pani całą sobą wyraża głębokie niezadowolenie. Kiedy w końcu wychodzimy, przy drzwiach, grzecznie siedzi dwóch panów w kolejce, widocznie już nauczonych porządku. Biblioteka w której nie można wybrać sobie samemu ! Książki z dużymi literami są wielkości powiedzmy to encyklopedii, duże grube i ciężkie, wózek na kółkach który wzięłam ze sobą ledwo ciągnę po bruku. Nadjeżdża tramwaj, ludzi w pip, najpierw wnoszę i usadzam mamę, nie to,że sama by nie weszła, ale zajęłoby jej to tyle czasu, że niechybnie drzwi by ją przytrzasnęły w trakcie. Wybiegam po zostawiony pod tramwajem wózek, do którego przeniesienia potrzebuję obu rąk, spieszę się, bo gdyby mama odjechała beze mnie, nie wiedziałaby nawet gdzie ma wysiąść, byłby kompletny klops. Kiedyś wprawdzie zostawiłam w autobusie żwirek dla kota, a kiedy to sobie uświadomiłam, zadzwoniłam do mzk i tam mi powiedziano, że  mają takie zgłoszenie i autobus wiozący ten żwirek o takim i takim numerze będzie u mnie na przystanku o 16,42. ale czy tak samo wyglądałaby sytuacja z zagubioną staruszką ? Wszyscy już wsiedli, naciskam drzwi i dygam ten wózek do środka, a tam jednej osobie przypomniało się że ma wysiąśc , "gdzie się pani tak pcha. Kompletny brak kultury", syczy na mnie, wysiadając.

Swiąt rodzinnych nie będzie. Jedna osoba napadła słownie na drugą, zarzuty były słuszne, ale forma nieakceptowalna, teraz wszyscy są obrażeni. Normalnie łagodziłabym i brała wszystko na siebie, ale że funkcjonuję byle jak, siły na te swary nie mam. Swiat się nie zawali , tak mniemam :) 

wtorek, 17 marca 2026

Promocje w Biedronce :)


 Kocisko wiadomo, gdzie da się wejśc, tam wchodzi i całkiem długo w tej torbie siedział.  Sobotnia 16 kilometrowa wędrówka, samymi lasami przy przepięknej pogodzie i niedzielny wyjazd rowerowy, co by kondycję rozwijać, pierwsze w tym roku 80 km spowodował, że z sił opadłam, sflaczałam niby ta przebita dętka rowerowa, dalibóg robiłam tylko rzeczy niezbędne do życia i nic więcej. A przepraszam, wczoraj zamiast na wykłady, do których słuchania sił niezbędnych ku temu nie znalazłam , pojechałam do galerii połazić za butami. Przymierzyłam kilkanaście par, zgrzałam się jak mops, parę razy zostawiłam przy jakiejś półce siatkę z żarciem dla kota, co sobie uprzytomniwszy latałam gorączkowo szukając tejże. A najlepsze, co oznacza złe, przymierzając te buty , uświadomiłam sobie, że swoje własne uwalone są od spodu psimi kupami, z zewnątrz niby nic , a głebokie bieżniki wypełnione sa brązową substancją. A zaledwie rano czyściłam skrupulatnie inne pozbywając się tego ohydztwa. Takie są uroki wychodzenia z psem, przecież wiem i uważam, ale tyle tego dookoła się wala, że prędzej czy pózniej się w coś wdepnie. Sama sprzątam, całkiem spora rzesza właścicieli też to robi, ale są też tacy których pupile zostawiają pamiątki na samym środku chodnika, o trawnikach zamilczę.      Z pracy nic nie wyszło, a już witałam się z gąską i w myślach rozparcelowywałam zarobki, ech. Teoretycznie byliśmy dogadani, daty, godziny, kwoty, uparłam się jeszcze tylko ,ze samochód potrzebuję zobaczyć, pamiętna sytuacji, kiedy koleżanka zostawiła mi swoją landarę, a ja nie umiałam jej nawet otworzyć. Jazda wg. mnie wypadła nie najgorzej, ale kiedy facet który wcześniej dzwonił prowadząc długie i męczące dla mnie rozmowy, ja jako była bizneswoman, w interesach konkretna jestem i rzeczowa, a ten gadał i gadał, jakby imiona dzieci i dziadka do czegoś potrzebne były, zamilkł na parę dni ,wiedziałam ,ze sytuacja nie rokuje. W końcu zadzwonił i przepraszał, znowu rozwlekle i nawet nie mogę mieć do niego pretensji, znalazł kogoś z własnym transportem, co było dla niego dużo lepszą alternatywą. Przy dzieciach w wieku szkolnym bez samochodu, to jak bez ręki, a ja zabierałabym go na długie godziny, wożenie na zabiegi do innego miasta. 

Natknęłam się na blogach, do których zaglądam na dyskusję o książkach. Dla mnie czytanie to alternatywne życie, kiedy przeżywam złe chwile, takie, które wydają się nie do udzwignięcia, kiedy rozsypuję się na drobne kawałki, uciekam w ksiązki, tam szukam ratunku i pociechy. Z mojej perspektywy podział na literaturę łatwą i trudną jest nieważny i zadęty. Wszystko zależy od odbiorcy, od jego potrzeb, wrażliwości. Z tej dyskusji wyniosłam info, o istnieniu niejakiej profesorowej Szczupaczyńskiej. Będąc w bibliotece, spojrzałam na  półkę. Po pierwszym tomie uznałam, że całkiem niezle się czyta, bo do Mroza podchodziłam dwa razy, sugerując się jego popularnością i odpadałam po przeczytaniu zaledwie paru stron.

niedziela, 8 marca 2026

Swiętowałam

 


dziś zacnie, umyłam okna wychodzące na park tylko, bo nikogo osłonięta przez drzewa w oczy tą czynnością nie kłułam. Jutro może z rana machnę w pokoju córki. W tygodniu nie miałam czasu, cięzkie jest życie emeryta, doprawdy czasu brak :) Pogoda, przepiękne słońce spowodowało, że wszystko nagle nabrało tempa. Wsiadłam na rower, działka, na której w pip pracy. Człek albo się odzwyczaił, albo starzeje nieuchronnie, bo kilkugodzinne piłowanie czy grabienie powodowały, że po powrocie siedziałam otępiała na kanapie nie będąc w stanie nic więcej zrobić. W tygodniu byłam pierwszy raz na wycieczce z grupą rowerową do której się wcześniej zapisałam. Ludzie wydają się ok. stety albo niestety nie będę z nimi często jezdzić, mają zwyczaj robić popas w przydrożnych knajpach. 10 zl na byle jaką kawę, to opakowanie felixa, a ja mam ścisły reżim wydatkowy. Niestety darmowe saszetki nie przypadły Mackowi do gustu, co mam powiedzieć kotu, który miauczy pod drzwiami, Nie dam ci nic, przepiłam,  nie robi się tego kotu.  Nie zapomnę tej starszej sąsiadki, ktora każdego wieczoru krzyczała z balkonu Maciek do domu! Maaciek ! I Maciek leciał.   Babcia się wzięła i umarła a jej rodzina... Pojawiła się perspektywa pracy, z mojego punktu widzenia fajnej, prowadziłabym samochód, dzisiaj wsiadłam do onego z tremą, bo od czasu sprzedaży swojego nie byłam kierowcą, ale wydaje się ,ze to jak z jazdą na rowerze, trudno zapomnieć.  O zarobieniu dodatkowych groszy myslałam już wcześniej , styczeń, luty i prawie już miałam coś tam nagrane, ale wycofałam się. Mama, zbyt chętna do wychodzenia w najgorsze ślizgawice, obca osoba nie byłaby jej w stanie upilnować. Ile się natłumaczyłam, ile nawkurzałam, parę razy głos podniosłam bo  nerw mi się skonczył. Może się sytuacja wyklaruje, oby, zapisałam się znowu na rajd, nie powinnam, ale ,ze koleżeństwo nalegało tak bardzo, jak tam było w tym powiedzeniu o Cyganie, dla towarzystwa powiesił się czy utopił ? W tygodniu poszłam też na wykład, historia teatru zatytulowany. Ach mysłałam starożytnośc, Szekspir, którego postać ciągle wydaje się zagadką, a co było ? Nuda panie, daty i nazwiska kolejnych dyrektorów, parę anegdot, rzecz bowiem tyczyła naszego miejskiego teatru, niby dobrze wiedzieć więcej o miejscu w którym się mieszka, ale mnie fascynują duże tematy, jeżeli historia to ta najodleglejsza, kula ziemska , kosmos itd. :)   Wędrówka była cudna, żadne kwiatki się  jeszcze nie pokazały, ale drogi leśne przeschły, ptaki świergoliły, słońce żadnych zahamowań nie wykazywało, trochę ludzi na spacerach w tym te cztery piękności, oporne w pozowaniu :)

niedziela, 1 marca 2026

Wystawy

 

storczykowej w tym roku nie będzie. Przemroziłam storczyki, kilkakrotne bieganie w ciągu dnia na balkon z czajnikiem gorącej wody,bowiem zarówno sikorki jak i wiewiór oblegały poidełko z wodą, starałam się więc utrzymać wodę w stanie ciekłym, potem kot, który jakby szaleju się najadł na widok rudego kitajca, ciągle chciał wychodzić na balkon, potem jako że mróz, za moment domagał się wejscia z powrotem,  walił łapami w szybę i ciągle te drzwi balkonowe były otwierane, uchylane  i tak dookoła Macieju. Nic dziwnego,że stojące na parapecie  pędy pożółkły, pączki się pomarszczyły i tylko trochę żal.

Teatralna zwinęla mi temat, o którym chciałam  pisać, więc tylko trochę napomknę. Na zajęciach mieliśmy ostatnio poruszany  temat, prywatności i bezpieczeństwa. Nie myślę tu o "banalnych" problemach typu oszustwa na wnuczka itp., Banalne w cudzysłowiu, bo można mieć całkiem sporą wiedzę w tym temacie a i tak dać się orżnąć. Była min. mowa o skandalach, szczególnie jeden zapamiętałam, może dlatego , że przewijało się tam w kontekście polskie nazwisko. Michał Kosiński opublikował algorytm, wg. którego  aktywnością na Facebooku można było określić preferencje seksualne, poziom inteligencji, pochodzenie,wyznanie, uzależnienia, wiek ,płeć oraz poglądy społeczne, polityczne i religijne. trafnośc od 88% do 95%. Otóz tego algorytmu użyto, bezprawnie, bez wiedzy, żeby zebrać dane 87 milionów użytkowników Facebooka, rzecz dotyczyła głównie USA i krajów afrykańskich, chociaż w ten sposób zebrano również dane o 57 tys. Polaków. Wykorzystano te dane min. w kampanii prezydenckiej najjaśniejszego wszechwładcy aspirującego do pokojowej nagrody Nobla. Do brzegu, kończ to koleżanko, do czego zmierzam. Na blogach pojawił się komentator posługujący się w pisaniu sztuczną inteligencją. Pierwsze wypowiedzi miał dosyć toporne, jednak rozwija się i kształci. A ja natykając się na niego na czytanych przez siebie blogach, zastanawiałam się dlaczego i czemu to ma służyć, przecież nie o interakcję czy wymianę myśli chodzi. Wyobraziłam sobie na przykład. że to może taki uśpiony element, który zbiera dane w oczekiwaniu na coś tam. Wygląda jednak że chodzi tylko o próbę najzwyklejszego wyciągnięcia kasy, cóż jestem rozczarowana :)

Wczorajszej  wędrówce towarzyszyła przepiękna pogoda. Jeden z panów maszerował w samym podkoszulku, niektóre panie w czapkach i szalikach szczelnie owinięte, bo jak przewieje... Błocko było solidne, ale potem ognisko. Ludzie opiekali kiełbachy, a ja, wegetarianką może nie jestem, ale rzadko jadam mięsne rzeczy, wzięłam zatem ze sobą marshmallows, które też opiekałam i częstowałam chętnych. Zajrzałam dzisiaj na działkę, czego się spodziewając ? Kwitnącego kwiecia zapewne :) Nic z tych rzeczy, ziemia jeszcze zmarznięta, przyciąć należy jednak to i owo, może w tygodniu. Nie wiem jednak czy nie będę zmuszona do pozbycia się działki. Po śmierci jednego z sąsiadów, działkę kupiła rodzina z Ukrainy. Na plus trzeba zaliczyć ,ze uporządkowali teren, powynosili masę śmieci. Jednakowoż to nie są fajni sąsiedzi. Wchodząc na działkę włączają muzykę tak głośno, że nie słyszę dzwonka swojej komórki, metal ukraiński, tak łomoczący, że głowa mała. Zresztą nie chodzi tu o rodzaj muzyki, nawet gdyby to były pienia anielskie,  byłyby nie do zniesienia. Parę razy prosiłam, zresztą nie tylko ja o ściszenie dzwięków, trochę ściszano , ale następnego dnia to samo. Nie wiem czy to złośliwość czy zwykłe lekceważenie. Nie chcę wojny, kłótni, mogłabym utrudniać im życie (wredne liściki), to jednak nie leży w mojej naturze. Wybrałam  miejsce, na drugim końcu miasta ze względu na walory krajobrazowe i właśnie ciszę. Cóż zobaczymy co będzie się działo w tym sezonie, jeżeli nadal głośniki będą wywalone na full , wszelką przyjemnośc z grzebania w ziemi diabli wezmą. 


niedziela, 22 lutego 2026

Kocham

swojego listonosza. Spaceruję sobie w piątek z piesem po lasku, gdzie Bari jak to Bari szczeka,a głos ma potężny i donośny, dzięki czemu cała okolica wie,ze Bari jest i ma się dobrze i słyszę krzyk, odwracam się a tam listonosz stoi na chodniku  i macha do mnie, , mam polecony . Polecony ? Dziękuję bardzo. Wdzięcznośc czuję, ominął mnie bowiem nagły skurcz serca, przy wyciąganiu awiza. Skurcz, bo w pracowych czasach za awizem często kryła się korespondencja z US, co zawsze oznaczało kłopoty. Teraz urzędy skarbowe uczłowieczyły się, ale kiedyś, gdy babka zza okienka wyciągąła kopertę z wiadomym stemplem, miękły mi nogi. Raz nawet oskarżono mnie o przestępstwo skarbowe, nie nabiłam dwóch kopert za 10 gr. kara kilkaset zł. Jeżeli nie US to ZUS czyli papierologia bez końca, moja księgowa była do luftu, dawna koleżanka i po odejsciu  exa powierzenie jej wszystkiego to jeden z moich największych błędów przy prowadzeniu biznesu. Trzecia opcja to mandat, albo ściślej przypisane mu punkty karne, był okres kiedy brakowało mi jednego punkcika do utraty uprawnień, a przecież samochód był niezbędny do prowadzenia działalności. Listonosz oszczędził mi też konieczności chodzenia na pocztę, mam dwie w okolicy, raz odbieram list na jednej, raz na drugiej, nie pytajcie czemu, oba te punkty otwarte są w dziwnych godzinach. No i jak tu go nie kochać ? :)

Na wczorajszą wędrówkę wypięlam się , krótka i po mieście. Jeżeli krótka to dołącza sporo osób, które wolniej chodzą, i potem jest sarkanie dlaczego tak szybko, kiedy przerwa i tak w koło Macieju. I jak teoretycznie jestem oczywiscie za opcją żeby jak najwięcej osób chodziło i utrzymywało tempo wg swoich możliwośc,i tak praktycznie męczy mnie to i wkurza, a chodzę przecież po to żeby robić sobie dobrze, w szerokim rozumieniu tego słowa :) Toteż wczoraj poszłam ze zniczem w dłoni na cmentarz, rocznica śmierci taty i zrobiłam tych kilometrów dwa razy więcej niż zrobiłabym na wycieczce. Ruszanie się, czyli w tej chwili chodzenie , potem rower to dla mnie chyba najbardziej optymalna  i możliwa forma utrzymania wagi. Z dietami mi nie po drodze, nie lubię gotować. Nie jestem też w stanie odstawić całkowicie cukru, mogę próbować ograniczać ,ale tak wcale nie ma mowy, czasami zjedzenie cukierka ratuje mnie przed stanieciem na barierce balkonu :) Utrzymać wagę muszę. Mam jedną parę spodni typowo sportową, z wysokiej jakości materiałów. Chodziłam w nich na wycieczki , jezdziłam na rowerze, aż  zbrzydły mi tak, że schowałam je do najdalszego zakamarka szafy, a na wędrówki zakładałam swoje normalne ciuchy. Któregoś dzionka podczas wędrówki koleżanka patrzy na moje dzwony, które najpierw zmokły, potem oblodziły się i mówi do mnie , mam całą szafę spodni, niektórych nigdy nie założyłam, przyjdz. Poszłam, kanapa zawalona ciuchami. W czym problem, koleżanka jest s ,mała, ja dryfuję z kolei powoli acz nieubłaganie w stronę medium, wybrałam kilka par,  naprawdę świetne ciuchy, jakościowo bez zarzutu, ale jeżeli przybiorę parę centymetrów... a ciuchy dopasowane, obcisłe toleruję z trudem, tak że jak skończę pisanie do lasu marsz :) 

W Polityce  ukazał się ciekawy artykuł, o tym że człowiek jako jedyny gatunek nauczył porozumiewać się słowami, a teraz wygląda na to że powoli tę umiejętność traci. Przeciętnemu polakowi wystarcza używanie 300 słow,  pierwsze 3 słowa to są przekleństwa, czwarte to słowo ja. Mogę niezupełnie pamiętać liczby, czasopismo przeglądałam na szybko u mamy, ona z kolei czyta przez lupę, więc zanim  dostanę je w swoje ręce trochę to trwa. Czytelnictwo jakie jest wszyscy wiemy, zawsze czytając do ilu procent należę, czuję się trochę dumna, bo wszak to  elita, która czyta więcej niż jedną pozycję w ciągu roku. Niestety to poczucie wyjątkowości prysło w trakcie dalszej lektury, oznajmiono bowiem że stoimy na podium w tym negatywnym sensie, czytania i rozumienia najprostszych instrukcji.  Fakt czytasz dużo ,ale przypomnij sobie ile wysiłku kosztowało cię złożenie komody, czytałaś w kółko i w kólko i ciągle nie wiedziałaś co gdzie i z czym. Możliwe jednak że z następną komodą poszłoby szybciej. A druty ? Znalazłam w sieci piękny sweterek, cudny wprost, jako jednak że na drutach nie robiłam od wielu lat uznałam że zacznę od prostszej formy, taki nieomal pudełkowa forma, zapinana na jeden guzik z niewielkim podkrojem na pachy itd. I co ? Poległam na podkroju szyi , zmodyfikowałam sobie pewne rzeczy i teraz  te modyfikacje nie pasują mi do instrukcji, robię i pruję i nie wychodzi tak jak na obrazku i za chwilę cisnę wszystko w kąt.. .

Ostatnie obrazki zimowe, mam w każdym razie taką nadzieję. 


Tu wlazlam na zamarznięte jezioro, kusiło mnie bardzo.


Zamarznięta Wisła 

Nie zamarznieta Drweca




niedziela, 15 lutego 2026

3:30

 Budzę się i  przez chwilę przytrzymuję zamknięte powieki w nadziei, że może uda się jeszcze na moment odpłynąć. Ni w cholerę, telewizor pyk, komórka do ręki, kot wygrzebuje się spod koca, ziewa, przeciąga się i patrzy na mnie z nadzieją, pacam go w głowę, nawet sobie nie myśl, że o tej porze będę cię karmić, kocisko zwija się z powrotem w kłębek, mogę założyć się, że rozumie mnie doskonale. Nie, nie narzekam że krótko spałam, ostatnio zupełnie niezle sypiam, czasami udaje mi się przespać nawet 7 godzin w jednym kawałku, czego nie doświadczyłam od wielu lat, wg. badań demencja z alzheimerem czeka na mnie za rogiem. I rozczarowana jestem nieco, wydawało mi się że po przespaniu całej nocy będę się czuła jak nowa, może z większą energią. Guzik tam, kiedy pół nocy nie śpię, przmyslam plan dnia, rozwiązuję problemy, a kiedy tak budzę się pózno, powiedzmy o szóstej rano czuję się nieprzygotowana do życia. O piątej kawa, idąc do kuchni, podchodzę do drzwi wejściowych, zaglądam przez wizjer, czy Maciek czeka, aha na klatce zapala się światło czyli Maciuś mnie słyszy i leci. Daję jeść wygnańcowi, Kevin już obok swojej michy z godnością czeka, czasami nie czeka, czasami wykorzystuje fakt ,ze drzwi są szeroko otwarte, prześlizguje się niepostrzeżenie i leci na dół, a ja wtedy chcąc nie chcąc lezę w piżamie z włosami na sztorc, czasami aż na parter w pogoni z kotem, prosząc w duchu cichutko, żeby nie natknąc się na żadnego z sąsiadów. Dawno temu w innym miejscu, w innym bloku mieszkała taka staruszka, która w koszuli nocnej wychodziła na klatkę schodową i w nocy straszyła mieszkańców.

Wczorajsza wędrówka średnio udana, trasa prowadzona szosami i to takimi gdzie ruch samochodowy spory, kumpela bez humoru, marudziła. Przodownik pomylił trasy i zamiast 12, mieliśmy do przejścia 16, i A w kólko narzekała, że co, że jak tak można. Koniec wędrówki w Chełmnie, mieście zakochanych, mialy być jakieś atrakcje walentynkowe, występy min. Lanberry, J.Radka, Steczkowskiej, ale ja już miałam dosyć, pożegnałam grupę i poszłam sobie na dworzec autobusowy.  Na koncercie piosenek o miłości byłam w ciągu tygodnia, chór Lutnia , trochę muzyki poważnej , trochę piosenek lat 20 zdecydowanie bardziej moje klimaty. 

Teatr ? Darowanemu koniowi nie zagląda się do żadnej części ciała, prawdaż ? Wyjście postanowiłam uczcić stosownym ubiorem, w kółko spodnie i spodnie, na koncerty też spodnie, bo w tej hali gdzie się zazwyczaj odbywają tak pizga zimnem, że raz kiedyś oddałam tylko płaszcz do szatni i był to błąd którego więcej nie powtórzyłam. Czyli kiecka, wybrałam taką z szeroką spódnicą, góra bez rękawów, nie chciałam na to żadnej marynarki tylko jakiś fajny sweter żeby z pazurem, przewaliłam swoją szafę nic, albo fason nie taki, albo kolor albo sierotka Marysia. Dzwonię do sąsiadki, jesteś w domu? Jestem, masz czas ? mam, a co ? A nic, mam sprawę, sasiadka, gwoli wyjasnienia ma garderobę trzy razy większą  od mojej. Biedna, spędziłam u niej nie wiem ile czasu, kręcąc nosem, wybrzdzając, marszcząc brwi na koniec zostawiając ją z kupą rozwalonych swetrów na fotelu :) Potem zaczął padać snieżek , coraz bardziej i bardziej i wyobraziłam sobie siebie brnącą przez zaspy w cieniutkiej sukience i czekającą potem na tramwaj, który to z powodu awarii nie przyjeżdża. Nie podobało mi się to wcale więc uznałam ,ze wracam do spodni... W teatrze bawilam się, śmiałam i klaskałam. Nie żąłowałam pójścia ani przez moment. Jednak nie była to sztuka, którą sama bym wybrała. Dowcip dla mnie zbyt przaśny, zbyt dosadny, ocierający się o granicę dobrego smaku, wolę więcej niuansów i niedopowiedzeń, ale to ja, publika im" grubiej" było tym bardziej klaskała. Piękna Lucynda, głowna postać była też najbardziej nijaka i mdła i nie wiem czy wynikało to ze scenariusza i poprowadzenia tej roli . Natomiast ciotka grała bezbłednie i zachwycająco, Lucynda śpiewała a ja patrzyłam na ciotkę, która tylko siedziała i kiwała nóżką. Interesujące dla mnie były stroje. Róznorodnośc i przegląd wielu epok, niektóre suknie nieomal przeniesione z Bridgertonów, żupany  i kontusze, jeden z panów w czerwonych kozaczkach na obcasiku i w obcisłych kwiecistych portkach z torebeczką i kapelusiku po stroje współczesne, luzne szerokie portki , bluzy a panna młoda biegała w krótkich spodenkach, podobnych do tych w których  sypiam latem. Aktorzy czasami schodzili ze sceny, wspominałam ,ze w pierwszym rzędzie siedziałyśmy na srodeczku. Jeden z aktorów mial na sobie tylko kapelusz i portki nisko na biodrach osadzone, bardzo owłosioną klatę i piękny płaski brzuszek . Tymi biodrami majtał nam przed oczyma aż doprawdy nie wiedziałam gdzie mam te oczy skierować, Na pewno byłam cała czerwona, tak że tak, wrażenia były :)                                                          

Wiewiór jest codziennym gościem,  odkrywam orzechy a to w jednej doniczce, a to w drugiej, nawet w karmniku...

Co mam zrobić

  z tym łepem, który dokucza mi nieomal bez przerwy. Lykam prochy i jakoś funkcjonuję, jakoś to słowo kluczowe. Rozważam, w chwilach śmiechu...