poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Po co komu pies ?


Włascicielem psa, z którym tymczasowo wychodzę jest syn mojego znajomego. Nie lubię człowieka, chociaż nigdy go nie spotkałam, a ów znajomy jest z syna dumny. Zapłacił za psa parę tysi, jechał po niego gdzieś w Polskę i coż. Psem głownie zajmuje się jego ojciec, ale że często wyjeżdża, pies poniewiera się po różnych hotelach, psich rzecz jasna, albo przychodzą doń przypadkowe osoby takie jak ja. Sam własiciel pracuje  za granicą i jak jest tydzień w Polsce w ciągu miesiąca to jest niezle. Z Barim mają tą wspólną cechę, że oba zwierzaki są nieposłuszne i oba ważą sporo, z tym że Bari to leniwiec w słusznym wieku i wyniesiono by go z mieszkania z cała jego zawartością. Freya szaleje, znajomy nadwerężył bark próbując ją utrzymać w miejscu, także zachwycona sytuacją nie jestem. Dni mam poszatkowane na wąskie kawałki, bo i Barim zajmuję się całodobowo. Rano schodzę ze swojego czwartego piętra, godzinę pózniej wchodzę, po godzinie, dwóch znowu schodzę, potem się znowu wspinam i tak do wieczora.

Cóż mam napisać o swoim wyjezdzie, wróciłam cała i nienaruszona. Jeżeli założymy, że najważniejsza jest podróż, to było niezle, do Skalnego Miasta jednak nie dotarłam. Wiadomo powszechnie że pociągi się spózniają, trąbią o tym tu i ówdzie, wiedza teoretyczna to jedno, konsekwencje z tego płynące to drugie. Zaplanowałam drobiazgowo przesiadki zakładając ,ze tu i tam czas na przesiadki 15bminut będzie czasem wystarczającym. Intercity z Gdynii do Szklarskiej Poręby pojawił się z opóznieniem ponad godzinnym, w nagrodę był wafelek i mineralna :). POnad półtorej godziny spędziłam czekając w nocy na naszym dworcu, a dworzec w ciągu dnia i nocą to są zupełnie odrębne obrazy. Bezdomni, narkomani, 10 razy w ciągu tego czekania miałam ochotę wrócić do domu. Człowiek w swoim świecie nie napotyka  na taką nędzę ludzką, może gdybym towarzystwie była, odbierałabym to inaczej, a tak to czułam taksujące i badawcze spojrzenia, oceniające, czy dam czy się nadam, nabrać na litość oczywiście. Wylądowałam rano na małej stacyjce, planowana przesiadka dawno już pojechała, ha, czekałam z godzinę na następny pociąg, potem Kamienna, u dyżurnego w odpowiedzi usłyszałam; następny autobus, za dwie godziny i nie wiadomo czy będzie jechał, bo remonty i objazdy, do tego deszcz, człek sam by usiadł i popłakał, z drugiej strony, niebo się przejasniało a i samo miasteczko budziło sympatię,poszłam połazić. W końcu blisko południa wylądowałam w chełmsku śląskim, skąd miałam ruszyć pieszo. Toteż poszłam przed siebie, trasa była ładnie oznakowana, padać przestało. Nie czułam się bardzo samotna, to w borach cisza i pustka była bardziej przygniatająca, po czeskiej stronie, a to stado owiec ,a to koniki, , a to kózki,  ba nawet indory mi towarzyszyły. Doszłam do granic miasta Adrspach zaczęło padać, spojrzałam na zegarek i czując już zmęczenie, nie ma co ukrywać, nieco przeceniłam swoje możliwości, chodzenie nawet po łatwych trasach w okolicach gór to jest inne chodzenie niż w swoich rejonach. 12 w jedną , dwanaście w drugą, gdyby dołożyć jeszcze zwiedzanie skalnego, hm.. dosyć ekstremalny wysiłek, i bałam się o powrót, jeżeli te autobusy jezdża losowo?  zrobiłam w tył zwrot i słusznie, bo były momenty,ze ledwo nogi ciągnęłam. Planowany autobus o dziwo przyjechał, natomiast pociąg, normalka, miał opóznienie,  tak to zamiast z Wrocławia odjechać po 19, musiałam czekać do 23;30. Wrocław jest piękny, już zapomniałam jak, w ogóle cały Dolny śląsk to cuda. Tak dawno nie byłam we Wrocku, że musiałam pytać o drogę na stare miasto. Łaziłam i zachwycałam się, ąz ze zmęczenia zaczęło mi się kręcić w głowie, wiec zarządziłam odwrót na dworzec. W macu wzięłam frytki  i kawę i usiadłam nie przy stoliku , tylko dalej na drewnianych schodkach, było już całkiem ciemno i spod któregoś schodka zaczęły wyłaniać się ruchliwe stworzenia, szczury, jeden po drugim wychodziły żwawo, kierując się na pobliskie chodniki, przy trawnikach. Frytka w przełyku mi stanęła i przez chwilę myślałam że zwymiotuję.  Przeniosłam się do wewnątrz, trudno jednak zachwycać się architekturą, kiedy siada obok ciebie jeden menel, potem następny, jaka perfumeria :(  W końcu usiadłąm na betonowym stopniu przy stojącym funkcjonariuszu, nie wiem jakich służb, nieprzytomna już byłam i uff dotrwałam do przyjazdu pociągu, a jakże opoznionego :)  Zamierzam, bo ja uparta jestem, jeszcze raz wyruszyć w tamte strony, ale chyba rower wezmę ze sobą, nie będą mnie wtedy interesować już żadne przesiadki, opóznienia, najwyżej od czasu do czasu będę pchac ten rower pod gorę, ale w tym już mam  wprawę :)

Kamienna Góra

Chełmsko Śląskie 







14 komentarzy:

  1. Mogło być lepiej ale jednak szklanka do połowy pełna 🙂 Gdyby nie te opóźnienia, to kto wie... Wydaje mi się że w zaprzeszłym systemie nie było zwyczajowych opóźnień pociągów, tak jak teraz. Dużo tam nie mogę powiedzieć bo jeździłam raczej na lokalnych trasach. Brawo za rozsądek z powrotem z trasy. Ale z tymi szczurami. Znowuż mi się wydaje że kiedyś nie było problemu szczurów, chyba że w dużych miastach... Najważniejsze że szczęśliwie wróciłaś i ciekawe fotki nam pokazałaś: te białe indory 👍🏼
    Drewniane domki to mieszkalne?
    Kamienica z wieżą, chyba pałac, piękne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja do tej pory do lokalnych się gramoliłam, a tam opoznienia nieduże. Mam wrażenie że coraz więcej ludzi podróżuje, coraz więcej kursów, a PKP nie wyrabia na zakrętach. Drewniane domki to domki tkaczy, jeżeli pamiętam z 1700 któregoś roku, pobudowane dla tkaczy, w niektórych są usługi, jakieś rękodzieła np. W kamienicy urząd się mieści, tam więcej takich budynków, także te dwie godziny czekania stracone nie były:)
      Szczury, cóż, mają do dyspozycji pelne śmietniki, pasą się.

      Usuń
    2. Nie mów że drewniane domki przetrwały od 18. stulecia w takim idealnym stanie...
      Właśnie, w czasach pustych sklepów takiego eldorado nie miały...

      Usuń
    3. Zapewne poddano je renowacji. Rzuciłam tylko okiem na tabliczkę informującą. Jak pamiętasz, wychodziłam późno na szlak, więc pędziłam przed siebie, a z powrotem zziajana leciałam na autobus, więc czasu zbytnio nie miałam, żeby poczytać dokładniej.

      Usuń
  2. Ale z tym piesem... Paradny facet. Chcę mieć psa, mimo że mnie nie ma... Pies go właściwie nie zna. Masz chociaż parę groszy i może go uładzisz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie uladzę :) W moim mieszkaniu rządzi kot, Bari idzie na spacer tam gdzie chce, za miękka jestem. Udzielono mi rady, żeby uspokoić Freję trzeba się na niej położyć, może psicę to uspokoi, mnie nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Położyć... o ludu 🙄

      Usuń
    2. Freya wyjeżdża że swoim panem do Szczecina 🙂 to jest american bully, nie mogę zamieścić fotki w komentarzu, zajrzyj do sieci i zobacz dlaczego opcja kładzenia się na zwierzaku wzbudziła we mnie niezbyt pozytywne uczucia🫣

      Usuń
    3. No tak 🙁
      W ogóle, z tym kładzeniem dla uspokojenia psa, zwłaszcza nie swojego, to więcej niż trudne.

      Usuń
    4. Dla mnie niewykonalne, chociaż niby jak trzeba umiem być twarda.

      Usuń
    5. Bycie "twardym" to przydatna i cenna życiowo umiejętność:)

      Usuń
  4. We Wrocławiu zakochałam się od pierwszego wejrzenia, a wejrzałam 2 miesiące po ślubie, na zaproszenie wujka mojego męża.
    A co to za stworzenia, te białe czupiradła na ostatniej fotce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię dużych miast, ale Wrocław przy każdej bytności ,zachwyca.
      Gul, gule, widziałam ostatni raz jak dzieckiem byłam, toteż ich obecność przykuła moją uwagę. Indyki, indyczki....:)

      Usuń
    2. Coś podobnego! Myślałam, że one są takie... szare... no, dropiate bardziej, czy cóś...

      Usuń

Oto łupy

  z pieszej wędrówki. A zapowiadało się nieciekawie. Na stronie było podane info, że spotykamy się na dworcu, kilka stacji, wysiadka w środk...