Jestem na whatsappowej grupie rowerowej. I tam panowie, w większości, mało pochlebnie wyrażają się o użytkownikach rowerów, którzy nie robią, nie umieją przy swoim sprzęcie zrobić nic, epitety okreslające owych uczestników padają rozmaite. Najpierw nie brałam tego do siebie, bo są tacy którzy np, po powrocie czyszczą opony roweru szczoteczką, jedna z babek kąpie swój rower w wannie, a ja coż, dwa razy w roku rower do serwisu, a kiedy jeszcze miałam przywiezioną z holandii taką sporawą butlę aerozolu, którą kiedy kupowałam, tłumacząc zaledwie dwa pierwsze holenderskie słowa ; czyści i konserwuje,psikałam od czasu do czasu na łańcuch i już. Tak się kulałam o dziwo bezawaryjnie. Jednak kropla drązy skałę. Uznałam w końcu ,ze czas się poprawić. Zakupiłam rózne szczotki i preparaty i któregoś deszczowego poranka wybrałam się z owym sprzętem w pobliżu śmietnikowej wiaty, gdyby nagle lunęło mocniej. W teorii wiedziałam, oczyścić z grubszego brudu, popsikać preparatem czyszczącym, osuszyć, wcisnąc kroplę smaru w każde ogniwo, pokręcić, wytrzeć , bułka z masłem, czyż nie ? Mojej pracy przyglądali się , i czasami komentowali gospodarze w liczbie trzech z okolicznych bloków. Zrobiłam; drugiego dnia jadę rowerem, a tam coś hałasuje, trzeszczy, bardzo niekomfortowe uczucie .. Mam w pobliżu takiego guru rowerowego, ale wiem, chłopak zarobiony zawodowo, domowo z kłopotami zdrowotnymi, głupio prosić o pomoc. Zaprzyjazniony serwis odpada, straciłam zaufanie, kiedy ostatnio wydali mi rower bez zrobionych hamulców, i wiem każdy może coś przeoczyć, ale też za każdym razem po pracy tego serwisu, ktoś znający się na rzeczy musiał coś poprawiać. Dzwonię do guru i pytam w nadziei ,ze telefonicznie da się ogarnąc temat. Nie dało.W trawie pod blokiem mój rower został oczyszczony ponownie i nawet umyty do błysku, tylko jakaś srubka zgubiła się w trawie i pół godziny spędziłam klęcząc i macając podłoże, nie znalazłam, na drugi dzień znowu podjęchałam licząc ,ze może coś zabłysnie i znowu macanko, dziwne to wyglądało, ale cóż :)
Potem w związku z pogodą niesprzyjającą wychodzeniu wzięłam się za psucie czegoż tu...a spodni. Mam cała szafę kiecek i spódnic, mój dawny ubiór pracowy, na rowerze jednak niewygodnie jezdzi się w kieckach, aczkolwiek można, tyle ,ze kiecka nie może być zbyt długa, ani za krótka, ani zbyt dopasowana, ani zbyt obfita, ani za lekka...więc jednak spodnie. Nie lubię krótkich spodenek, ani zwykłych , ani rowerowych, najlepiej mi pasują do kolan, za kolano. Takich mam całe 2 sztuki dwie, wyobrazcie sobie przechodzenie lata w dwóch parach spodni, coś okropnego. Wymysliłam ,że potnę długie, w których raczej nie chodzę. Na pierwszy ogień poszły takie typowo outdorowe, które zle leżały i bodaj raz je miałam na sobie. Obcięłam, obrębiłam, namęczyłam się, pokłułam paluchy bo materiał specyficzny, cięzko było wbić igłę, przymierzam, patrzę na siebie w lustro i myślę, ale ty głupia jestes, zle leżały długie, to krótkie leża tak samo zle albo i gorzej, zdecydowanie nosić ich nie bedę. Przyszła kolej na czarne szerokie, które na pupie i owszem, ale długość miały nieszczególną ni to 3/4 ni to nie wiadomo co, , wymyslłam że sciągnę je na dole, ala takie szarawary, gdzieś podobne widziałam, narobiłam zakładek, przymierzam, nie ta długość, za mało przycięłam, ale co gorsza są to spodnie wymagające prasowania, każdą zakładkę trzeba by porządnie przeprasować przed kazdym załozeniem, spędzać godzinę na prasowaniu ? W życiu ! Odłożyłam na poprzednie. Jeansy, te w sumie ok, ale za gruby materiał i już wiem ,ze raczej nie będę ich zakładać. Mam jeszcze dwóch kandydatów do przycięcia... :) Wiem prościej byłoby kupić, nawet oglądałam, lecz takie które mi się podobają około 200, za tę sumę wolałabym kupić jednak np. podkaszarkę, sa miejsca na działce, gdzie kosiarką nie wjadę, lecę więc nożyczkami, co zajmuje masę czasu i kaleczy dłonie. Odnośnie działki: pierwszy pomidorek oko cieszy. Dzisiejszego ranka pojechałam nad jezioro, taka dalsza wycieczka, rower sprawdzić, czy wszystko ok, w razie czego stamtąd blisko do pociągu . Woda zimna jak cholera, normalnie jakbym do zamrażarki wchodziła, za to ludzia żadnego :) Popływałam i zmarzłam, jednak w obliczu minionych temperatur wolę marznąć.



Świetna sprawa na działkę- mała nasadka kosi trawę między kwiatami, a ta długa nasadka równa tuje, albo miękkie gałązki- ja obcinam bluszcz wzdłuż krawężnika. Ładuje się normalnie w gniazdku.
OdpowiedzUsuńhttps://www.mediaexpert.pl/dom-i-ogrod/narzedzia-ogrodnicze/nozyce-do-trawy/nozyce-do-trawy-bosch-isio-0600833108-120mm-3-6v-akumulatorowe?gad_source=1&gad_campaignid=21107991042&gclid=CjwKCAjw9szSBhBNEiwAC57Sq2t7bwL9zSB2SkNEw2QMS76hWXgZ-mfjRUJd4zn7sacbaHPhpu5ijhoCu5gQAvD_BwE
Bywam u Ciebie :) Kiedy czytam o Bezie, z obawą myślę o naszym wielkim kudlaczu, który starzeje się nieuchronnie.
OdpowiedzUsuńNarzędzie pewnie świetne, ale jakby w tej chwili nie na moją kieszeń.
Fakt, dosyć drogie, ale sprawdza się i koszt się zwrócił. Jednak rozumiem, że czasem są ograniczenia finansowe, których nie da się przeskoczyć. Beza na razie jest OK. Niemniej starcze przypadłości jej się coraz częściej zdarzają. Miłego dnia.
UsuńDo miłego:)
UsuńMoże poszukaj w lumpku. Ja się od lat tylko tam ubieram. Jak mi nie pasi, to mała strata. Co się mam wykosztowywać, tym bardziej że rzeczy są jak strzelił, a etykiety nie mają...
OdpowiedzUsuńSzukam i w lumpach, bo czemu nie, jedne z ulubionych mam właśnie z lumpeksu, ale ostatnio nic nie mogę znaleźć....
UsuńA wiesz że tam coś jakby mniejszy wybór ostatnio...
UsuńNajlepsze zakupy są nieplanowane, kiedy wchodzisz bez celu rozejrzeć się, a kiedy szukasz czegoś konkretnego, to rozpacz cię ogarnia.
UsuńWiesz, że w szmatce nawet często kupuję planowane rzeczy, i to idę zwykle jak jest 70 %. Ale w "normalnym" to mi się chyba jeszcze nie zdarzyło. Ze dwa razy w ostatnich chyba pięciu latach kupiłam nowe dżinsy i zaraz potem wylądowały w pudle PCK.
UsuńKiedyś blisko, był taki ciucholand, gdzie zawsze coś dla siebie znalazlam, teraz jak znajdę coś co chciałabym przymierzyć to już jest nieźle.Czyli masz albo fajny szmatex, albo odmienny gust od mojego. Mam koleżankę, fajną ,która ubiera się tak, jak ja nigdy bym się nie ubrała, totalnie inne upodobania ubraniowe :)
UsuńMam 4 lumpki, to wiesz...
UsuńTylko klasyczne, nie mam polotu ani ochotu 😉
Boję się takiej zimnej wody, ale może niepotrzebnie, bo przecież zimno też leczy. Ale teraz jak przeczytałam że przeziębienie może zaszkodzić pełzającym nerwobólom typu rwy kulszowej, to już na to zimno dmucham. Ale tego to się nabawiłam nie od zimna tylko od noszenia wielgaśnych wiader z wodą. Ale kto wariatce zabroni. Teraz więc już się jakby wszystkiego boję, bo jak boli oj boli, to jakby mało śmieszne 🫠
OdpowiedzUsuńPS Czy rower już nie trzeszczy?
Czemuż to nosiłaś wiadra z wodą? Problemy z bieżącą?
UsuńTo co jednemu służy, drugiemu niekoniecznie, więc dbaj o siebie. Ból to zło...
Z rowerem ciągle jest coś nie tak, podejrzewam, że jest za czysty i zle znosi ten stan :)
Z pojemników na deszczówkę roznosiłam w dwóch dużych wiadrach po ogrodzie, a czasem z domu jak miałam okazyjne większe ilości. Uznałam to za moją siłkę💪🏻 Głupota niestety boli. Już dość ok. Teraz dźwigam butelki z wodą, bo mam kisiele, po tych miłych latach niefizycznej pracy. Kurcze, ja to lubiłam to noszenie, gorzej z tymi butelkami 😎
UsuńRozumiem dwa duże wiadra, mniej czasu i chodzenia zajmowały, czysta ekonomia, a że efekty, może jednak jakiś bicepsik Ci się wyrobił, sprawdzałaś?
UsuńNie żartuj, będę musiała te flaszki dźwigać 💪🏻nie, nie z procentami 🤓
UsuńCzysta, bez procentow ? Szkoda, byłoby Ci weselej przy dźwiganiu:)
Usuń😎
Usuńkupiłam rower. nie jestem w stanie teraz myśleć o żadnych gurach rowerowych i tak dalej, wykończył mnie ten zakup...
OdpowiedzUsuńHa, Teatru na rowerze :) Uważaj na siebie, zza samochodu inaczej świat wygląda i ruch na drogach, na dwóch kółkach trzeba dwukrotnie zwiększyć czujność w celu przeżycia :)
Usuńno pani, jasna sprawa, najpierw to ja muszę sie przyzwyczaić do ręcznego hamowania 🙄
Usuńżeby się nie zabić już na samym początku.
Przyzwyczaj się koniecznie i tylko nie naciśnij odruchowo, gdyby ci ktoś z podporządkowanej na ten przykład wyskoczył. Tak zrobiłam, a byłam w trakcie robienia prawka. Szczupakiem leciałam na klatę, bezdech, krew z ucha i dobrze że się na tym skończyło. Prawa jazdy nie zrobiłam, niestety...
UsuńŻe tak się wtrąciłam trochę...
Teatru, parę razy wsiądziesz na rower i hamulec sam się odnajdzie, nie ma innej opcji :)
UsuńBasiu, poleciałaś z roweru ? Jeżeli tak, to co z tym ma wspólnego prawo jazdy ? Chyba, że tak się wystraszyłaś bardzo...
OdpowiedzUsuńByłam w trakcie kursu i musiałam przerwać. Potem już nie robiłam, bo uznałam, że to znak. Żałuję...
OdpowiedzUsuńCzort z rowerem - WODA!!! Tej wody Ci zazdroszczę!
OdpowiedzUsuń