Z ostatniego,napisanego przeze mnie postu wynika, kolokwialnie mówiąc, ze żal mi dupę ściska, bo bliżsi i dalsi znajomi wojażują sobie po świecie. A ja siedzę niczym taki kolek, doceniam i lubie oczywiscie swoje mikro wyjazdy rowerowe, ale czasami westchnie sie do czegos dalszego. No i proszę, któregoś dnia dzwoni kumpela, mogę dać twoj telefon W.? Jakiemu W ? pytam, bo po zapisaniu się do klubu turbo rowerzystów ilośc nowych znajomych nieznajomych ewidentnie wzrosła, ale jak na razie nie rozpoznaję poszczególnych twarzy,kaski,okulary. A temu...ok, daj. Nie sądzę, żeby ktoś pamiętał, więc nakreślę kontekst. Moze dwa lata temu ? dokładnie nie wiem, na wędrówkach jeden z jej uczestników próbował zagiąc na mnie parol. Łapał mnie, jak nie za szyję, to w pasie, albo próbował trzymać za rękę, kiedy się wywijałam to szedł obok i tokował. Był nachalny, namolny, natrętny, ale jako że był też jednym z organizatorów naszych wycieczek i z dużą częscią grupy, bardzo zaprzyjazniony, nie chciałam robić sobie z niego wroga. W końcu miałam dosyć i odpusciłam na jakiś czas wędrówki. Kiedy po dłuższej przerwie pojawiłam się na zbiórce, facet zajęty był już emablowaniem innej pani, uff. Potem którejś kolejnej soboty patrzę i co widzę, babeczka z którą razem trzymałyśmy się w parze, z owym W gruchają sobie niczym gołabeczki, muskają dłońmi i tak to chcąc niechcąc ,zaprzyjazniłam się z nim trochę. Nie wiem czy wspominałam ale jako kolega był w porządku, można się było z nim pośmiać i powygłupiać, niegłupio gadał. Duże oczy,ładny uśmiech, szopa włosów, wysoki, czyli zupełnie przyzwoita prezencja. Na ostatnich wędrówkach jednak zwrot akcji, kumpela i W skutecznie udawali, że się nie znają. próbowałam dociec o co chodzi, ąle żadne z nich nie pusciło pary z ust. Wracamy do czwartku, jako że częśc grupy wędrówkowej wyjechała własnie do Szwecji, byłam przekonana, żę dzwoni pytając czy będę w sobotę. I słyszę: zaplanował wyjazd, opłacił a osoba z którą planował jechać go wyrolowała i chciałby mnie prosić o dotrzymanie mu towarzystwa :) Bez namysłu odpowiedziałam nie, gdziekolwiek, z kimkolwiek jadę zawsze płacę za siebie a wiadomo jak u mnie teraz z finansami. Opowiada o wyjezdzie, fajna miejscówka, nigdy nie byłam, duzo aktywności. Slucham i jeden głosik w głowie: jaka ty głupia jesteś, kawałek świata mogłabyś zobaczyć, mogłabyś raz być kobietą bez zasad, a nawet kobietą upadłą, ale potem drugi głosik właczył się do dyskusji chichocząc i seks w gratisie, po prostu full wypas, i przypomniały mi się jego lepkie dłonie... Opowiada mi o wyjezdzie i opowiada, kiedy nie reaguję, zmienia temat i mówi że w sobotę miał jechać na Warmię na jakąs imprezę ale nie wie czy pojedzie, możliwe że zostanie w miescie to spotkamy się na wędrówce i spróbuje mnie jeszcze przekonać. Oczywiście odpusciłam dzisiejsze maszerowanie, postawiłam na rower, wyszłam, zaczęlo padać. Pomyślałam, nie wiedząc czy trzymać się planu, a plan byl glownie lasami jechać, czy wracać do domu,może się przejaśni, w międzyczasie podjadę na cmentarz, sprawdzę co tam się dzieje. Ostatnio jak pojechałam podlać kwiaty zdumiałam się, zamiast bratków, były tylko dziury po bratkach, a powyrywane bratki parę metrów dalej. Może rosnące żywo kwiaty przeszkadazły jakiemuś zwolennikowi plastiku, a może ojciec, który nie lubił przecież żółtego koloru okazał w ten sposób swoją dezaprobatę. Jako że deszczyk padał i padał, równo :) odwiedziłam jeden sklep z kwiatami , drugi ,trzeci, podjechałam na rynek, truskawki po 13 zł, kupiłam a jakże i sadzonki astrów po 1,50, nie kupiłam za to chleba,miejsca nie było, sakwa zawalona badylami a reklamówkę z truskawkami nieomal w zębach trzymałam.
Zdjęcie kosmosa dla Basi, pojedyncze sztuki jednak się pokazały. Jeszcze orliki w pastelowej odsłonie no i łubin :)





z kumplem po którym łaplepkich bym sie nie spodziewała...owszem bym pojechała. najwyżej oddam w ratach kasę...albo w inny sposób. zależy jakie masz z nim układy. ludzie mogą sobie wzajemnie jakoś pomóc, ja nie mam kasy a ty potrzebujesz towarzystwa. albo ja znam języki, jestem bardziej otwarta, obrotna ...
OdpowiedzUsuńłubin dopiero u mnie liście póścił...do kwiatów jeszcze trochę.
Gdyby koleżanka pytała o radę, powiedziałabym, jeżeli bardzo chcesz to jedź, innym zawsze łatwiej pokazywać kierunek. Zastanawiałam się przez chwilę czy nie za dużo we mnie Hiacynty z Co ludzie powiedzą :) ale chyba bardziej obawiam się tego co potem, że facet jakieś prawa będzie sobie rościł do mnie,mojego czasu itd a ja tak nie lubię robić nikomu przykrości, obcym jeszcze daje radę, bliższym ciężko mi idzie.
UsuńOrliki są przecudne.
OdpowiedzUsuńJa bym tam mogła zostać kobietą upadłą, zawsze to jakaś nowa rozrywka. Zresztą, ja już chyba jestem kobietą upadłą, bo miałam długi romans z żonatym... I rozmaite romanse, gdy mi się małżeństwo sypało.
Kurde, jak tak pomyślę, to ja jestem bardzo upadła!
Kobieto upadła ! to brzmi doskonale, nieprawdaż? Dowodzi głębi i znajomości wszelkich odcieni zycia. Natomiast ja mam kijek w czteroliterowej części ciała, który towarzyszyć mi będzie niechybnie do końca dni moich :)
UsuńNie wiadomo, co lepsze, a co gorsze.
UsuńDziękuję 🙂
OdpowiedzUsuńUchował się, za rok będzie więcej...
Pastelowe orliki jeszcze śliczniejsze, a łubin wiadomo... Miałam i fioletowy i różowy, sam się rozsiewa, czemu nie mam?
Właśnie, że nie wiem czy będzie więcej, nachylki wysiałam w podobnej ilości i opanowywuja każdą wolną przestrzeń, a kosmosom coś u mnie klimat nie plaży. A co do łubinu, kiedy pierwszy raz go zasadzilam, u mnie zniknął, natomiast pojawił się u sąsiadki, która nigdy przedtem nawet ziarenka łubinu nie miala:)
UsuńCo do wyjazdu z Panem W... Mam z automatu dystans do facetów z lepkimi łapkami. Z drugiej strony na tych nielepkich też można się nieźle naciąć. I bądź tu mądra...
OdpowiedzUsuńPodjęłam decyzję, wyjazd by mnie ciągnął, w górach nie byłam od lat, facet mnie nie ciągnie i niechęć przeważyła.
Usuń