▼
niedziela, 1 lutego 2026
Huhu ha zima zła
Zdjęcia z ub. tygodnia. Na drugim obrazku "moja" dwójka zakłada raczki, jak się kumpela gruchnęła na oblodzonej drodze i przez chwilę znaku życia nie dawała to dopiero zimno mi się zrobiło, potem tłumaczyła że leżąc i się nie ruszając, obczajała sygnały co i gdzie ją boli:) Zepchnęłam ją potem wbrew jej protestom, że nic się nie stało w kierunku zwalonego pnia, żebyśmy mogły założyć raki, bo sprzęt, takie z nas gierojki, trzymałyśmy w plecakach. Natomiast w ten piątek wieczorem dostałam dziwnych boleści, przypływały falami, uznałam ,ze jeżeli się nasilą, mozliwe,że będę potrzebować pomocy, więc między jednym a drugim bólem poczłapałam do łazienki, żeby poprawić stan higieny,w razie gdyby.. a w sobotni poranek leżałam nie mogąc się zdecydować, wymęczona, słaba i niewyspana, na dworze -12 , 17 km do przejścia, zadecydował wiatr, bo na domiar pizdziło jak w kieleckim. Fakt, nic już mnie nie bolało, ale to wiatrzysko. I tak sobotę spędziłam w stroju piżamowym, wyciągając i zżerając oczywiście, bo jak inaczej przy odchudzaniu być może, wszystkie batoniki z plecaka i czytając Jadowską, wcześniej znałam jej fantastykę, która niezupełnie przypadła mi do gustu, ale o tym że pisze kryminały dowiedziałam się na prowadzonym przez nią wykładzie. Pani Jadowska pięknie opowiadała o pannie Marple i innych kryminałach, w których starsze panie z właściwym sobie wdziękiem rozwiązują skomplikowane i krwawe czasami morderstwa. Na wykłady UTW chodzę rzadko, i tylko jeśli temat wykładu mnie interesuje. Więc np. o sztucznej inteligencji omawianej przez psychologa i naukowca tak, fascynujące zresztą , na fizjologię nietrzymania moczu, diety i temu podobne nie , jeszcze nie. Mam opory przed dołączaniem do grupy samych,starszych osob, przygnębia mnie to. W duchu przecież jestem ciągle piękna i młoda, a tu natykam się na równolatków,którzy wyglądają jak wyglądaja i prawda w oczy kłuje, szydzi i się naśmiewa. Jednak nie jest tak zle, słuchacze tworzą dosyć ciekawe i różnorodne towarzystwo. Zaczęłam chodzić z koleżanką, jednak jej znajome rozmawiają podczas wykładów co mnie irytuje, stado kwok, jakby nie mogły wszelkich nowinek omówić przed czy po wykładzie, więc siadam teraz sama na drugim końcu sali, gdzie mogę spokojnie słuchać, czasami dosiada się do mnie znajomy rowerzysta z gatunku mrukliwy milczek i jest git. A propos starych kwok, muszę oddać sprawiedliwośc, kiedy koleżance skarżyłam ,że dokarmianie kotów, pozbawia mnie niemal każdego grosza, jedna z nich przytargała i oddała za nic, całą reklamówkę kocich saszetek. Tak że fanfary. Skoro o kotach, pozwolę sobie poobgadywać jednego z sąsiadów, tak tych, którzy wyrzucili Maćka. Smieci wystawiane na klatkę i zalegające dniami, latem cóż rozkosz dla powonienia, mały szkrab idący do przedszkola i codziennie walący kijem w poręcze,cały blok dudni, mnie to aż tak nie przeszkadza, nie sypiam o tej porze, ale wyobrażam sobie, że któryś z mieszkańców o siódmej rano jeszcze leży w łóżku, o tym że ciągle ktoś tam wierci i wali to tylko napomknę. Któregoś z minionych wieczorów, 21, ktoś wali w drzwi, nie puka, nie dzwoni, wali, ja w stroju piżamowym patrzę przez wizjer, facet w grubej kurtce, w czapce nacisniętej na oczy, bokiem stoi, nie widać twarzy. Patrzę i myślę, nikt z sąsiadów bo w kurtce, z zewnątrz? Czemu nie dzwonił domofonem ? Znajomy, rodzina, lecę do komórki sprawdzić połączenia. A ten wali, wystraszyłam się tak, że schowałam się w łazience, nie ma mnie, nie muszę być. Potem żałowałam że nie zapytałam, wyobraznia mi się rozhulała, przychodziły mi do głowy takie koncepty katastroficzne, że żeby zasnąć musiałam tabletkę łyknąć. Na drugi dzień idę po schodach i ten z dołu mnie zaczepia, czy kaloryfer w kuchni grzeje, nie wiem, w kuchni mam zakręcone kaloryfery, odpowietrzam je tylko kiedy spółdzielnia wiesza ogłoszenie ,a potem ich nie ruszam, zaraz sprawdzę mówię, i wtedy coś mnie tyka, czy to pan wczoraj walił ? A tak przepraszam, jakoś tak wyszło (?) i Ostatni news, Maćka karmię z sasiadką ,czasami sprzątam po nim, w te mrozy sypia na klatce, fundacja zajmująca się bezdomnymi kotami leczyła go po wypadku, potem po zatruciu, ostatnio miał wyrywane zęby, dowiedziałam się ,że babki z fundacji znalazły dom dla Maćka, zapytały grzecznie o zgodę i ten stary cap odmówił !

Też nie cierpię gadających przeszkadzaczek. Zero szacunku, o kulturze nie mówiąc.
OdpowiedzUsuńPrawdziwy cap...
Ciekawe wpisy 🙂
Cześć Basiu
UsuńJesteś ta Basia, która bliskie i uciążliwe miała spotkanie z ortopedią ? W komentarzu na jakimś blogu czytałam. Co prawda od mojego wypadku 2 lata minęły, ale życie bez używania jednej nogi dostarczyło mi wrażeń, których nigdy nie zapomnę.
A propos szacunku, byłam na koncercie, gdzie arie z oper i operetek nieomal fruwały pod niebo, a przemiłe towarzystwo siedzące nieopodal szelescilo papierkami i wymieniało uwagi próbując przekrzyczeć orkiestrę wrr...
Nie, to nie moja "przygoda". Okropność, ale na szczęście dobrze się i Ciebie skończyło, sądząc po eskapadach, które tak lubisz.
UsuńTak, gdzie bądź te przeszkadzajki, na koncertach, na naradach, a nawet w świątyniach. Razi nas to tym bardziej, że jesteśmy z pokolenia, które tego nie znało.
Pozdrawiam Cię.
A to dobrze, dla Ciebie of course
UsuńI wszechobecnych telefonów nie było. Siedziałam ostatnio pod gabinetem lekarskim, z mamą, cichutko było i jednej kobiecinie telefon zaczął dzwonić, dzwonek taki gadany: odbierz telefon najpierw długo nie mogła go namierzyć w torbie, telefon coraz głośniej się drze i wszyscy na nią patrzą, a potem z kilkanaście razy waliła palcem w czerwona słuchawkę, ale palec tak jej drżał, że nietrafiala, Siedziałam obok :)
No tak :(
UsuńKrótko mówiąc, ludzie to ch***.
OdpowiedzUsuńCzasami wspolczuję, :) niektórzy mieli trudne dzieciństwo
Usuń