krótka historia. Sikorki wyjadły, wydziobały raczej, nieomal cały zapas słonecznika, więc bilet w dłoń i kierunek rynek. Na rynku jest także świetny szmateks, sama nie za bardzo umiem wyszukiwać, ale rzeczy ,która koleżanka tam kupiła warte są zachwytu, tyle ,ze w takiej temperaturze i po przerzuceniu jednej kupki czułam ze zamarzam,zesztą nie mam cierpliwości nawet w bardziej komfortowych warunkach, po 15 min. zazwyczaj mam dosyć wszystkich ciuchów na świecie, złapałam tylko ala bieżnik, kwieciste mazaje,bez konkretnego kierunku wzoru. Uznałam, że go przetnę w połowie, zszyję dłuższymi bokami i na stolik będzie jak znalazł. Na ten stolik potrzebuję dużo nakryć, piję przy nim kawę, podjadam no i kocisko ma tam ulubiony punkt obserwacyjny na podejrzanego osobnika, czyli mnie, więc kocie włosy non stop, a po pobycie w kuwecie na tymże stoliku wylizuje sobie to i owo, mimo mojego sprzeciwu i walki z tym zwyczajem. Pasmanterię mam w barku, kolorowe nici, igły, szpilki, tasiemki, guziki, jest tego trochę. Pod tylną scianą barku, stoją grzecznie alkohole, są to wysokoprocentowe trunki, w takich grubo ciosanych szkłach, stoją sobie od lat. Pamiątki z czasów pracowych. Kiedy jeżdziłam na targi, robiąc zamówienia, do zamówień handlowcy dołączali suveniry. Najbardziej lubiłam bony Sodeho, wiadomo mogłam za nie kupić to co sama chciałam, zdarzała się i biżuteria,zegarek Atlantic mam do tej pory, najwięcej jednak było alkoholi, przeróznych. Wydawałam to potem w formie prezentu. Ostało mi się na dzień dzisiejszy parę butelek wódki, jak mniemam nie psuje się ? i jedno wino, kompletnie niewymiarowe, które przy szukaniu choćby centymetra, przestawiałam z jednego boku na drugi, i teraz mi spadło na nogę. Wkurzyłam się na siebie, po co ja to trzymam, dobrze, że się nie rozbiło. Rękę z winem trzymam już nad koszem, a może otworzę, a nuż jest dobre. Po chwili siłowania się z korkiem, który złamał się w połowie, wącham, delikatnie próbuję. Wino jest wytrawne, lekko cierpkie z goryczką, smakuje mi..Przez trzy dni wypiłam może jedną piątą butelki, jak dobrze po tych kilku łykach się zasypiało, kładłam głowę na poduszki i już. Fantastyczne uczucie, niestety po paru godzinach budziłam się z takim łupaniem w łepetynie, ,ze jedna tabletka to mało ,zeby ten łomot uciszyć. Może nie dbam o siebie jak powinnam, np. nie biore przepisanych lekarstw, w mniemaniu całej rodziny jestem zdrowa jak koń, ale bez przesady. Nie będę alkoholu przegryzac prochami. Wino odstawiłam, koleżanki nie lubią wytrawnych alkoholi. Kawę niedopitą wylewam do kwaśnolubnego kwiaciorka, czy któreś z nich by zniosło podlanie winem ? Chyba powątpiewam. Jutro wędrówka, pożyczyłam raczki, jak wspomnę te ostatnie wygibasy na leśnej drodze przypominającej lodowisko to mi się zimno i ciepło robi jednocześnie. A nie chce mi się wcale, planowałam trochę schudnąc a siedząc w domu jedno ciasteczko, drugie ciasteczko,za chwilę nie ma całej paczki; beznadziejna jestem . Wieczorem koncert, o którym też myslę z niechęcią. Oby do wiosny. Zastanawiam się czy posadzone chwilę przed tymi grudniowymi mrozami tulipany mają szansę zakwitnąć ?
piątek, 23 stycznia 2026
niedziela, 18 stycznia 2026
Nie wiem
Czemu to sobie robię, wychodzę rano jako ja, po paru godzinach wraca osoba o 10 lat starsza. Mróz, wiatr, wysiłek, powodują ,ze podczas wędrówki łzy lecą, spływają mi niemiłosiernie i nieprzerwanie, marznąc po drodze,rzezbiąc rynny, ba wąwozy na skórze i po pewnym czasie tworzy się maska, którą nieomal mogłabym straszyć dzieci. Te 20 km,które przeszliśmy, kosztowało nas sporo trudu. Pierwsze kilometry po wałach były ok, ale potem lasami, drogi, gdzie samochody jeżdża były tak wyślizgane i pokryte lodem, że strach było po tym chodzić. Znaczna częśc grupy zalożyła raki, ja no cóż,nie posiadam takowych, toteż albo balansowałam na lodzie, a tam gdzie się dało szłam poboczem, brodząc po zaspach, ale wolałam grzęznąc w śniegu niż niekontrolowany ślizg . Pisałam kiedyś o panu dotykalskim, często trzymam się na wędrówkach z jedną babeczką Wygląda na to że ona i ów pan spiknęli się, utrzymują to w tajemnicy, nie jestem zbyt spostrzegawcza,jako jednak, że nasza dwójka, stała się niemal trójką,a krążące fluidy nie mają nic ze mną wspólnego obserwuję całą sytuację z zainteresowaniem i pewnym rozbawieniem. Wędrówki to nie tylko wysiłek i przełamanie pragnienia spędzenia całej zimy pod kocem z ksiązką, to także okazja do rozmów z ludzmi, z tym parę słow, kilka zdań z innym. Można się powygłupiać i pożartować. Jednak nic na siłę. Zapisałam się do grupy rowerowej, pózno bo pazdziernik, listopad,miesiące wszak zajęte miałam, okazało się ,ze choć grupa zimą nie jezdzi to spotyka się regularnie w knajpach, a nasiadówki trwają długie godziny. Kiedy otrzymałam pierwsze info, podziękowałam i odpisałam, że dołączę do grupy, kiedy zaczną się wyjazdy rowerowe, za tydzień info z naciskiem, że powinnam się integrować, potem znowu kolejne...Siedzieć z obcymi ludzmi, niech będą nawet sympatyczni, to dla mnie mało komfortowa opcja, a finanse ? Maciek przyspawał się do moich drzwi, co wychodzę z domu, widzę Macka, burczę i narzekam bo czasami zjada więcej niż mój osobisty kot,ale zważywszy na to co się dzieje za oknem jak nie nakarmić zwierzaka, poniewierającego się po tym zimnie.
A propos, zwierzaków, jako ,że dzisiaj daję odpocząć swoim członkom, nadmiernie wczoraj eksploatowanym, przyłapałam rozrabiakę. Wiem, mam burdel na balkonie jak niewiemco, do tego doszła stara komoda, o której wyniesieniu jak tylko pomyślę, czuję ból w plecach, ale ciągle poprzewracane doniczki, woda w sporym pojemniku, dbam, żeby nie zamarzała, normalnie znika w oczach, dziwiłam się, że te sikory tak bardzo rozrabiają i tyle piją :)
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Kupiłam
Wreszcie, nareszcie komodę. Doprawdy mam długi lont, do zakupu tegoż przedmiotu zbierałam się tak pi razy oko,od trzech lat. W starej komodzie jedna szuflada nie wysuwała się wcale, w drugiej odpadał dekielek, próbowałam naprawiać, podklejać, nieumiejętnie to jednak robiłam bo efekty były mizerne. W jednej szufladzie, z konieczności trzymałam gatki i skarpetki razem, więc szuflada była tak napchana, że z trudem ją zamykałam, i zawsze jakiś gać albo skarpetek wyłaził na wierzch czego widok był irytujący dosyć. Komoda miała być pasująca kolorem do pozostałych mebli i takoż rozmiarem. Ponadto design klasyczny, bez udziwnień, a co najważniejsze szuflady dosyć pojemne, i cena, oczywiście cena w granicach dla mnie do przyjęcia. Obeszłam swojego czasu wszystkie meblowe w mieście i jak daję słowo nic mi tak na prawdę nie pasowało.Kiedy tylko pojawiał się jakiś dodatkowy pieniądz zaczynałam znowu oglądać komody :) I upatrzyłam ysk, wyprzedaż, yes! Koleżanka pomogła mi przewiezc, czasami dotkliwie odczuwam brak własnego transportu. wysadziła mnie kawałek od bloku, nie mogła pomóc dzwigać, jest po operacji i przez chwilę tak tkwiłam w śniegu z ponad czterdziestokilowym pakunkiem, którego prawie nie mogłam unieść. Zapewne powinnam poprosić o pomoc, ale ja i proszenie, nie zwykłam. Jako ,ze snieg dookoła, pchanie okazało się naturalną opcją, zawlekłam do klatki, ale potem schody, mieszkam na ostatnim, czwartym piętrze bez windy, powolutku, pomalutku, schodek po schodku,gdybym nie dała rady zawsze mogłam rozwalić opakowanie i nosić deska po desce,ale w koncu stanęlam w mieszkaniu, bez tchu,z nadweręzonym kręgosłupem i cieniem satysfakcji, cieniem? Na więcej nie miałam siły. Wydawało mi się ,że najgorsze jest za mną ,ale och. W środku odkryłam cały pierdylion róznych srubek, jakieś dziwne nie wiadomo co i instrukcja. Nie jestem dobra w technicznych rzeczach, nie mam wyobrażni przestrzennej. Trzy dni, części komody zajmowaly pokój, goniłam kota, dla którego łapanie w zęby małych szeleszczących woreczków stanowiło świetną zabawę. Ślęczałam nad rysunkami, usilując pojąc co z czym i do czego, najgorsze jednak okazało się wkręcanie. Masa wkrętów, nie mam narzedzi, te zabrał eks ze sobą, jakieś stare, powyginane śrubokręty zostały mi w spadku, po wkręceniu pierwszych kilkunastu śrub, czasami zamiast otworu była tylko mini dziurka wskazująca na miejsce łaczenia, potworzyły mi się pęcherze, palce poowijałam plastrami, i tak parę śrubek rano, parę w południe, parę razy uznałam ,że nie dam rady, cos tam zle zrobiłam... musiałam te wkręcone śruby wykręcać z powrotem. W końcu komoda stanęła z działającymi szufladami i wygląda tak prosto, tak niewinnie, małpa jedna :)
Sobotę spędziłam na wędrówce z Pttkiem, dawno mnie tam nie było, mróz, wiatr, trochę śnieżyło, oczy mi bardzo łzawią od mrozów, ale jaka to wielka przyjemność wrócić po kilkunasto kilometrowym marszu do domu zaszyć się z ksiązką w ciepłym kącie i słodkościami na talerzu ...
Kartkę dostałam w piątek, świąteczną, kocham pocztę :)
piątek, 2 stycznia 2026
Psiapsiółek
Przeżył przywitanie Nowego Roku, aczkolwiek serce się krajało widząc go trzesącego i usiłującego, mimo swych gabarytów, wpełznąć pod wannę. Nawet teraz na spacerze, w lesie, rozglądał się niespokojnie, a do odpoczynku wybierał miejsca strategicznie położone i osłonięte. Kot Maciek jak widać też przetrwał, aczkolwiek wykazuje duży dystans do ludzi, kiedyś podchodził i się przymilał, teraz obserwuje bacznie, przypomnę, był potrącony przez samochód, potem otruty, a kiedy pojawił się niespodziewanie na klatce wyglądał jak cień dawnego Maćka, teraz już prawie, prawie doszedł do dawnych gabarytów.
Nie podoba mi się ten nowy rok, gdyby to było możliwe, podziękowałabym i wróciła. Człek się starzeje nieuchronnie i bezlitośnie, niewinne dolegliwości mogą okazać się zaczątkiem poważnych niedyspozycji. Być zależną od innych, czyli od kogo ? Młodszej do głowy nawet nie przyjdzie wracać do kraju, starsza ma taki bajzel w życiu,rozpierdziela wszystko totalnie, więc absurdalna jest nawet mysl, że mogłaby w czymkolwiek pomóc. Przekazałam jej sporą część swoich dodatkowych zarobków, i nie tylko ja, bo brakuje na czynsz, bo dzieci porzebują, a przed chwilą dowiedziałam się, że zostawiła dzieciaki bez opieki, zakazała im mówić komukolwiek, strasząc a sama poleciała w świat, bo się jej należy. 😠.
Praca dobrze zrobiła mi na psychikę, przewietrzyła głowę,odżyłam. Cóz dotrzymywanie towarzystwa mamie a nawet przebywanie w towarzystwie moich, przecież fajnych koleżanek,ktore mają masę zainteresowań i są bardzo aktywne, można powiedzieć, przerazliwie aktywne i troszczą się o mnie, wiem wredna małpa jestem, było, nie wiem jak to doprecyzować , za mało inspirujące ? Pomimo permanentnego niewyspania, zaczęlo mi się chcieć układać sobie włosy, zastanawiać się nad doborem ciuchów, na ogół ściągam z linki czyste, poprzednie wrzucając do prania i tak na okrągło. Spotkania z ludzmi, rozmowy, wyzwania, przeciwności. Wstawanie o drugiej , żeby z zajezdni wyjechać z pierwszym kierowcą o czwartej. Nocne powroty, czasami kiedy kurs powrotny zahaczał o okolicę mojego osiedla , kierowca wyrzucał mnie na obwodnicy, i o po północy brnęłam przez jakies łaki , laski, na skróty, coby szybciej, gdy kiedyś podczas tych skrótów w kompletnej ciemności, królik jeden i zaraz potem drugi wyskoczył mi spod nóg myslałam, że przeżywam swoje ostatnie chwile w życiu. Czy mnie to zniechęciło ? Ani, ani. Pasażerowie po pewnym czasie, w każdym razie część z nich zaczeła traktować mnie jak biuro skarg i zażaleń, na kierowców oczywiście, na spózniające sie ale i za wcześnie odjeżdżające autobusy, na tłok, na niedziałające automaty biletowe, na brak rozkładów, na auta blokujące coś tam. Na początku próbowałam tłumaczyć i kierować pod odpowiednie adresy, nieefektywne to było najzupełniej, więc potem nawet czyste kartki brałam ze sobą i z poważną miną zapisywałam wszystkie uwagi. Ze mną i kilkoma innymi osobami, na kilkadziesiąt zatrudnionych, przedłużono umowę, co sprawiło mi przyjemnośc, bo ktoś tam docenił moją pracę. Zaraz po zakończeniu przygody w mzk, zaczełam rozglądać się za nowym zajęciem i blisko byłam podjęcia, tym razem miało być wsparcie w księgarni. Ale mama taka nieszczęsliwa, chociaż zarówno ona jak i pies byli zaopiekowani, żal mi się zrobiło i poczułam się jak taka egoistka największa, bo może to jej ostatnie miesiące, z kolei diabełek szeptał, zobaczysz, ona jeszcze ciebie przeżyje, ale ugięlam się i znowu mam wrażenie, że brnę przez lotne pisaki.Niby wykonuję jakieś ruchy, ale w gruncie rzeczy zapadam się coraz głębiej. Któregoś grudniowego wyjścia do Biedronki dorwałam przecenione cebulki , paczki za jeden złoty, za dwa. Kupiłam, kilkanaście, dnia następnego pojechałam na działkę, akurat to było po obfitych opadach śniegu, ziemia nie była zamarznieta, oczyściłam teren z puchu, posadziłam cebulki, i ruszyłam w alejki w poszukiwaniu gałazek,sosnowych, świerkowych, żeby przykryć, przed nocnym mrozem. Usłyszałam kwilenie, dziecko, żywej duszy dookoła, tylko płacz coraz głośniejszy. Rozglądam się i nic , dopiero po chwili zauważyłam ruch pod krzaczkiem. Biały kot, na białym śniegu, płakał rozpaczliwie. Z powrotem do siebie, na działkę, w sakwie walały mi się jakieś saszetki, które zawsze zapominałam zabrać, obydwie kot połknąl w mgnieniu oka, w momencie w którym je otworzyłam. I tak chcąc, nie chcąc, jadę, maszeruję, przez całe miasto, w zależności od pogody i czasu .Wczoraj kota nie było, dzisiaj też nie, mam nadzieję, że nic mu się nie stało. A kiedy czuję ,ze ruchome piaski ciągną mnie i obezwładniają, myslę o tym polu tulipanów, niech chociaż co trzeci zakwitnie.
Przepraszam za brak odzewu na komentarze,odpychalo mnie niemożebnie od pisania, nawet nie zaglądałam...I'm so sorry.







